czwartek, 31 grudnia 2015

Mistrzyni świata w tai chi – Renata Dąbrowska


Dwukrotna złota medalistka i mistrzyni świata w tai chi, pasjonatka sportu, nauczycielka języka polskiego, perfekcjonistka – Renata Dąbrowska.
Pani Renato – proszę powiedzieć kilka zdań o sobie.
Właśnie się zastanawiam, co ja mam o sobie powiedzieć.
Zacznijmy w takim razie od sportu. Dlaczego właśnie sport ?
Zaczęłabym od tego, że sport w moim życiu zawsze był bardzo ważny. Na początku było to łyżwiarstwo figurowe z pasją oglądane, a później szlifowane gdzieś na pobliskich sadzawkach. Potem przyszedł czas na wielką miłość, jaką jest siatkówka, w którą nigdy nie grałam zawodowo, ale z zapałem oglądałam i kibicowałam. Jeszcze do niedawna jeździłam na mecze, np. rzeszowskiej Resovii.
A skąd tak egzotyczna dziedzina jak tai chi?
Tai chi wzięło się z potrzeby odbudowania mojego stanu zdrowia. Był taki moment w moim życiu, kiedy lekarze obawiali się, że nie wrócę do pełnej sprawności fizycznej. Właśnie wtedy postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zapisałam się na zajęcia tai chi, na które wcześniej chodził mój mąż. Tai chi jest chińską sztuką walki, jednak dziś uprawianą przede wszystkim jako gimnastyka zdrowotna. Początki były trudne, ale potem, w wakacje pojechałam na mój pierwszy obóz sportowy, który bardzo mnie podbudował. Okazało się, że mogę więcej niż sama sobie wyobrażałam. Wkrótce pojechałam na swoje pierwsze zawody – były to Mistrzostwa Mazowsza w 2010 roku, z których – ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu - przywiozłam brązowy medal. Pojechałam tam z czystej ciekawości – chciałam zobaczy co mnie czeka, jak to wszystko wygląda, poczuć emocje… Od tej pory 1-2 razy w roku startowałam w różnych zawodach po to, by udowodnić sobie, że mogę więcej. A dorobek medalowy sukcesywnie się powiększał...
Największy sportowy sukces?
 Po zdobyciu złota i srebra na Międzynarodowych Mistrzostwach Polski, na pewno jest to wywalczenie 2 złotych medali w konkurencji indywidualnej (w formie ręcznej i z bronią - wachlarzem) oraz drużynowego srebra na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Walki Qingdao w Chinach. Festiwal odbywał się w połowie września 2015 roku w ramach II edycji światowych Igrzysk Kultury Fizycznej, Sztuki i Rekreacji (World Leisure Games). Jest to największe takiego typu wydarzenie na świecie związane z uprawianą przeze mnie dyscypliną sportu. Miałam możliwość pojechać do kraju, w którym przed wiekami zrodziło się kung fu, wystąpić w polskich, narodowych barwach przed chińskimi sędziami oraz skonfrontować swoje umiejętności z poziomem, jaki prezentowali zawodnicy  reprezentacji z całego świata. To naprawdę niesamowite doświadczenie.
Mistrzostwa odbyły się w Chinach. Czy coś Panią zaskoczyło w tym państwie?
Najpierw podróż – był to mój pierwszy lot samolotem na tak długiej trasie, więc towarzyszyły temu silne emocje. Wszystko jednak przebiegło pomyślnie i zgodnie z planem. Jeśli chodzi zaś o same Chiny, to najbardziej zaskoczył mnie tłum ludzi na ulicach, który mnie po prostu niósł. Ta fala ludzka płynęła nieprzerwanie i bywała męcząca. Miałam możliwość zobaczyć Pekin, Szanghaj, Qingdao, Laixi, Qufu oraz góry Tai Shan. Urokliwe pejzaże oraz wspaniałe zabytki na pewno pozostaną w mojej pamięci. Niesamowite wrażenie wywarł na mnie również skok cywilizacyjny, jaki tam się dokonał, czego symbolem mogą być drapacze chmur w centrum Szanghaju. A sami Chińczycy? Przyjmowano nas wyjątkowo gościnnie i z wysoką kulturą.
Osiągnęła Pani mistrzostwo nie tylko w sporcie. Jest Pani znanym i cenionym nauczycielem, który sam ciągle się uczy.
Miło mi. Przyznaję, że lubię uczyć i lubię się uczyć. Ciągle podnoszę sobie poprzeczkę – nie lubię stać w miejscu. Uważam, że każdy – a nauczyciel w szczególności – musi się rozwijać. Stąd moja decyzja o zrobieniu doktoratu, który obroniłam w 2012 roku. Tematem mojej rozprawy była literatura popularna; szczególnie zafascynował mnie Tadeusz Dołęga – Mostowicz. Na temat jego pisarstwa wygłosiłam kilka wykładów dla społeczności lokalnej, m. in. w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnobrzegu.
Jest Pani nauczycielem języka polskiego w Liceum Społecznym (popularnie zwanym Hetmanem). Czy to też Pani pasja?
Tak, nauczycielem chciałam być odkąd pamiętam. Niemal od początku moja droga zawodowa związana jest właśnie z Hetmanem. To jest moja ukochana szkoła, z którą jestem bardzo związana. Jej dobro zawsze leży mi na sercu. Nasza rozmowa zaczęła się od sportu, jest on jedną z wielu moich pasji, jednak jeśli miałabym się przedstawić, najpierw powiedziałabym o sobie "nauczyciel". Praca w szkole daje mi ogromną satysfakcję.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Najbardziej dumna? Z tego, że mam normalną rodzinę, wypróbowanych przyjaciół, z tego, że wciąż spotykam na swojej drodze interesujących, fajnych ludzi.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Myślę, że trudno odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie nigdy świadomie nie skrzywdziłabym żadnej istoty.
Pani dewiza życiowa to …
Mam dwie. Pierwsza - "Nigdy nie mów nigdy" - przypomina mi o odpowiedzialności za słowo i strzeże przed popadaniem w skrajności. Druga - słowa prof. Bartoszewskiego: "Warto być przyzwoitym" - wyraża najprostszą, ale najważniejszą prawdę życiową.
Co Pani robi w wolnym czasie?
Mam mnóstwo różnych zajęć, dlatego rzadko mam czas wolny. Jeśli jednak znajdzie się chwila między szkołą, sprawdzaniem klasówek, treningami, czytaniem,... to sprzątam. Staram się jakoś utrzymać kontrolę nad swym mieszkaniem powoli zarastającym książkami.
Książka czy film?
Zdecydowanie książka. Potrafię czytać kilka książek naraz i – o dziwo – nie mylą mi się (śmiech). Obok literatury fachowej bardzo lubię czytać wszelkiego typu reportaże.  Sięgam zarówno po książki z najwyższej półki, jak i literaturę popularną.
Mam również bardzo bogatą filmotekę, zwłaszcza filmów typu „łubu dubu”. Filmem mojego pokolenia było przecież "Wejście smoka", a odtwórca głównej roli - Bruce Lee  - dla mojej generacji stał się idolem. Tu ukryty jest drugi powód mojego zainteresowania kung fu.
Czy ma Pani może jeszcze jakieś inne zainteresowania, pasje?
Tak, moją pasją są też kwiaty – kiedyś nawet myślałam o otwarciu swojej własnej kwiaciarni. Poza tym piszę.
Plany? Marzenia?
Chciałabym skończyć swoją powieść i mieć na tyle odwagi, by kiedyś ją wydać. Moim wielkim marzeniem jest również nauczyć się pływać. Ponadto chciałabym zacząć malować obrazy …
Życzę w takim razie, by wszystkie te marzenia pomału się spełniały.
 Dziękuję za rozmowę. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

wtorek, 29 grudnia 2015

„Ciągle coś mi w duszy gra” – Barbara Kowal


Śpiewa, gra na instrumentach, tańczy (dla przyjemności). Muzyka towarzyszy jej zarówno w życiu zawodowym (nauczyciel muzyki) jak i prywatnym – Barbara Kowal

Pani Barbaro – skąd wzięła się u Pani miłość do muzyki?
Myślę, że zaczęła się już w dzieciństwie. Kiedy moi rodzice zauważyli, że mam smykałkę do muzyki - którą potwierdził nauczyciel ze szkoły muzycznej – wręcz zmusili mnie do ukończenia szkoły muzycznej. Wtedy nie wydawało mi się to takie fajne i oczywiste, ale teraz wiem, że bez tej szkoły nie byłabym dziś tym, kim jestem.
Pierwszym instrumentem, na którym Pani grała …
Były skrzypce.
Musi mieć zatem Pani fenomenalny słuch. Z tego co wiem, nie każdy ma na tyle dobry, by grać na tym instrumencie!
Rzeczywiście, słuch chyba mam dobry.
Czy jeszcze na czymś Pani gra?
Tak, oprócz skrzypiec potrafię grać na fortepianie, flecie, dzwonkach i gitarze (to mój ulubiony instrument); właściwie potrafię zagrać na wielu instrumentach.
Wiem, że Pani nie tylko gra, ale i śpiewa.
Tak, uwielbiam śpiewać. Moja córka mówi, że właściwie każde słowo kojarzy mi się z jakąś piosenką i niemal natychmiast zaczynam ją śpiewać. Zdarza mi się nucić coś przechodząc w sklepie między półkami.
A co z tańcem?
Oczywiście też lubię, gdy jest tylko ku temu okazja; czasem tańczę nawet gotując (śmiech).
Czy ma Pani jakiś szczególnie ulubiony rodzaj muzyki?
Nie. Kocham każdy (no, może z małymi wyjątkami) typ muzyki, choć najbardziej kocham Wolfganga Amadeusza Mozarta. Uważam, że każdy powinien wsłuchać się w Jego muzykę.
Czy zgadza się Pani ze stwierdzeniem, że muzyka łagodzi obyczaje?
Bez wątpienia! Uważam, że Ci, którzy słuchają muzyki są spokojniejsi, łagodniejsi, wrażliwsi, lepsi …
Pani życie zawodowe jest również związane z muzyką.
Rzeczywiście – jestem nauczycielem muzyki, pracuję również w świetlicy szkolnej. Nauczycielem chciałam być odkąd pamiętam. Ukończyłam na WSP nauczanie początkowe,  ale z „duchem potrzeb” zrobiłam studia podyplomowe z „Muzyki w szkole zreformowanej”.
Pamięta Pani początki swojej pracy?
Tak, na dzień dobry dostałam 11 klas ósmych! Tamten okres wspominam jednak bardzo miło. Robiłam to, co chciałam robić najbardziej. Potem – po reformie szkolnictwa – przez trzy lata byłam „panią od nauczania początkowego”, a następnie nauczycielem, wychowawcą świetlicy. Wszystkie te funkcje pełniłam w Szkole Podstawowej nr 10, w której zresztą pracuję do tej pory. Już prawie 20 lat … Ponadto od 12 lat jestem nauczycielem muzyki w Zespole Szkół Społecznych im. Małego Księcia. Tak wiec całe moje życie zawodowe – tak czy siak – łączy się z muzyką. W swoich uczniach staram się zaszczepić miłość do każdego typu muzyki. Zaczynam od klasycznej i przyznaję, ze początkowo uczniowie nie chcą jej słuchać. Najczęściej wynika to jednak z tego, że po prostu jej nie znają. Z czasem sami zaczynają się jej domagać.
Pani Basiu – przejdźmy teraz do innej sfery życia. Wiem, że angażuje się Pani w wiele akcji charytatywnych.
Czy wiele to nie wiem. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli w jakikolwiek sposób mogę komuś pomóc, to dlaczego mam tego nie zrobić? Staram się brać udział w różnych inicjatywach – obojętnie czy jest to Góra Grosza, Szlachetna Paczka, WOŚP, zbiórka żywności organizowana przez Banki Żywności czy pomoc dla zwierząt w schronisku.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Na pewno z moich dzieci: syn właśnie kończy szkołę średnią, córka jest w II klasie gimnazjum.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Chyba nie będę zbyt oryginalna, ale na pewno nie skrzywdziłabym świadomie drugiego człowieka. Myślę też, że sporty ekstremalne odpadają – ze względu na dzieci i moich rodziców. Nie stać mnie już na taką „ekstrawagancję”. Choć kto wie… licho nie śpi.
Pani motto życiowe to?
 „Wstawaj! Walcz! Nie poddawaj się! Świat należy do Ciebie!’’ albo „Lepiej żałować, że się coś zrobiło; niż żałować, że się czegoś nie zrobiło ;)”
Książka czy film?
Książka, na pewno książka. Choć kocham filmy! W tym roku miałam ten luksus, że w czasie wakacji wsiadałam w samochód, jechałam nad Jezioro Tarnobrzeskie, rozkładałam kocyk i oddawałam się przyjemności czytania książek. To coś cudownego!
Plany na przyszłość? Marzenia?
Właściwie to nie mam marzeń, każdy plan staram się realizować. Nie, jednak mam marzenie, a nawet dwa. Chciałabym, aby moje dzieci wyrosły na porządnych ludzi i radziły sobie w życiu oraz żeby moi rodzice żyli jak najdłużej.
Życzę zatem, by tak się stało. Bardzo dziękuję za rozmowę.