poniedziałek, 13 lipca 2015

Tarnobrzeżanka za oceanem - Marta Kustek (część 1)



Tarnobrzeżanki radzą sobie świetnie nie tylko w kraju, ale również za granicą, o czym świadczy postać dzisiejszej przedstawicielki płci pięknej. Przed Państwem  …  Marta Kustek, pomysłodawczyni i realizatorka wielu inicjatyw, tarnobrzeżanka, która od lat mieszka i pracuje         w Nowym Jorku, w którym dba o polską kulturę i język.

Pani Marto – urodziła się Pani i wychowała w Tarnobrzegu, jak zatem znalazła się Pani za oceanem?
Nigdy nie planowałam wyjazdu do USA na stałe. O wszystkim zadecydował przypadek. Przez ostatnie 15 lat w Polsce, mieszkałam i pracowałam w Warszawie, i w pewnym okresie mojego życia, po prostu zaczęłam marzyć o jakichś dłuższych wakacjach. Byłam zmęczona ciągłym pędem warszawskiego życia, może trochę nadmiarem pracy, bo zawsze miałam tendencje do wpadania w pracoholizm i pomyślałam, że fajnie by było zrobić sobie małą przerwę w tej mojej gonitwie i gdzieś wyjechać na dłuższe wakacje. Myślałam o jakiś sześciu miesiącach - maksymalnie roku czasu. Padło na Stany, bo byłam już tam wcześniej i wiedziałam jak się poruszać.
Od czego zatem Pani  zaczęła?
W moim przypadku droga od pomysłu do jego realizacji jest bardzo krótka. Już po kilku dniach złożyłam wniosek o wizę i zaczęłam załatwiać wszystkie formalności. Oczywiście nikomu o tym przez ten czas nic nie mówiłam. Powiedziałam dopiero wtedy, kiedy miałam już kupiony bilet. Mnóstwo osób było zaskoczonych, wielu niezbyt zadowolonych, szczególnie z mojej rodziny, ale byli też tacy, którzy wzdychali i mówili, że chętnie zrobiliby to samo.
Jak wspomina Pani początki emigracji?
Właściwie nie miałam planu na moje wakacje w Ameryce, chciałam odpocząć, zrelaksować się, ale że takie długie wakacje są kosztowne - szczególnie, kiedy wylądujesz w Nowym Jorku - to chciałam znaleźć coś, co pomogłoby mi się utrzymać.
I …
Zatrudniłam się jako niania do opieki nad dwoma małymi chłopcami na Manhattanie. Ich mama była moją rówieśniczką. Nie pracowała, ale posiadanie niani do dzieci w tej dzielnicy Nowego Jorku, nawet jeżeli mama ma mnóstwo czasu do opieki nad dziećmi,  należy do normalnych zjawisk. Kim – tak miała na imię moja pracodawczyni - należała do tej grupy kobiet zamieszkałych górną część wschodniego Manhattanu, o których jest chyba najwięcej ciekawych i często śmiesznych dla nas opowieści.
Czy możemy poprosić o przykład?
Kim lubiła spędzać czas na zakupach w najdroższych sklepach, jadać w modnych restauracjach, jeździć na wakacje do Hamptons (gdzie wolny czas spędza wiele snobistycznych najbogatszych rodzin z górnego Manhattanu). Praca u niej była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Do tej pory nie znałam takiego życia. Prawie każdego dnia coś mnie szokowało np. kolekcja futer Kim (miała ich ponad 50) którą przechowywała w wynajętym  specjalne pomieszczeniu. Futra przyjeżdżały do domu gdzieś na początku listopada i były do wiosny, po czym wracały z powrotem do wynajętego magazynu. Takich obrazków było setki, jednak nie przeszkadzało mi to zaprzyjaźnić się z nią i zainteresować rzeczami związanymi z moim życiem. Przy całym swoim niesamowitym snobizmie, była bardzo otwarta na nowości, interesowały ją inne tradycje, i była szczęśliwa, kiedy nauczyłam ją robić naleśniki albo dziergać na drutach. Kiedy zrobiła swój pierwszy szalik, obdzwoniła chyba całą swoją rodzinę w Stanach, żeby z dumą im o tym zakomunikować :))
Jak potoczyły się Pani dalsze losy? Czy integrowała się Pani z Polonią?
Pracowałam u Kim przez pół roku i nie miałam wtedy zbytniej styczności z Polonią w Nowym Jorku. Pod koniec tego okresu poznałam polskiego lekarza, który organizował wśród Polaków spotkania dotyczące zdrowego stylu życia, właściwego odżywiania, wszystko miało na celu walkę z jednym z największych problemów w Stanach otyłością, uzależnieniem od jedzenia etc. Bardzo chciał rozkręcić te spotkania na większą skalę i potrzebował pomocy. Ponieważ w Polsce zajmowałam się organizowaniem kampanii PRowych na dużą skalę, zaproponowałam mu pomoc. Zrobiłam cały plan, zorganizowałam patronów medialnych, pisałam artykuły do polonijnych mediów oraz udało mi się dostać w jednym z polskich rozgłośni radiowych w Nowym Jorku Radio Rytm, cztery audycje na żywo z udziałem doktora i moim. Mówiliśmy w nich o odżywianiu, stresie, ruchu, stylu życia etc. Okazało się, że cieszyły się one taką popularnością, że szef radia zaproponował mi prowadzenie własnej cotygodniowej audycji na żywo.
Był to moment, kiedy miała już Pani wracać do Polski,.
Tak, aż  tu nagle nadarzyła mi się taka gratka! Było to dla mnie nie lada wyzwanie, bo choć pracowałam wcześniej w mediach, nie miałam doświadczenia radiowego. Ale to mnie właśnie najbardziej ekscytowało, więc postanowiłam sobie przedłużyć moje wakacje o następne pół roku.
Kiedy zaczęłam moją przygodę z radiem prowadziłam co tydzień półtoragodzinne audycje na żywo pt. „Porozmawiajmy”. Formułę programu i tematy wymyślałam sobie sama i co tydzień zapraszałam nowych gości do programu. Dzięki temu poznałam wiele nowych osób, organizacji polonijnych, zaczęłam pisać również do polskich lokalnych gazet, czułam się w swoim żywiole. Życie w Ameryce od tego momentu naprawdę zaczęło mi się podobać!
Czym zajmuje się Pani w wolnym czasie?
W wolnym czasie, jeżeli go w ogóle mam (bo ostatnio czas to prawdziwy luksus) zajmuję się działką filmową. Pracujemy z mężem dla TV Polonia, robimy też sporo materiałów filmowych na portal, można je oglądać na YouTube w kanale Dobra Polska Szkoła i temat robienia filmów dokumentalnych bardzo mnie ostatnio interesuje. Moim marzeniem jest szkoła filmowa New School w Nowym Jorku, ale czy się zrealizuje, życie pokaże :)

3 komentarze:

  1. Kobieta Anioł

    OdpowiedzUsuń
  2. M. od dawna mnie inspiruje :) A.K.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna kobieta

    OdpowiedzUsuń