piątek, 28 sierpnia 2015

Miłośniczka książek i ... sztuk walki – Anita Baca

Studiuje bezpieczeństwo wewnętrzne, trenuje samoobronę i techniki interwencji, godzinami czyta książki i w dodatku pisze o nich na swoim blogu „Moja Okładka” – Anita Baca.

Anito – czym  się obecnie zajmujesz?
Jestem studentką bezpieczeństwa  wewnętrznego na Politechnice Rzeszowskiej, więc teraz cieszę się ostatnim miesiącem wakacji. Wykorzystuję je na zregenerowanie sił, spotkania z rodziną i przyjaciółmi – oni są dla mnie najważniejsi; oraz oczywiście na czytanie i robienie tego, na co zwykle brakuje mi czasu.
Powiedziałaś mi, że trenujesz samoobronę i techniki interwencji. Skąd taki pomysł?
Przyczyn jest kilka. Po pierwsze - są to dodatkowe zajęcia prowadzone na moim kierunku, które mogą kiedyś przydać się w pracy (np. w Policji). Po drugie – zawsze ciągnęło mnie do „bicia się”. Nawet mój trener zauważył, że jestem narwana. A w ogóle to jestem trochę „chłopczycą”. Sukienki – poza sytuacjami, kiedy naprawdę muszę - ubieram stosunkowo od niedawna! Trzecim, a zarazem najważniejszym powodem jest najzwyczajniej w świecie bezpieczeństwo moje i moich bliskich.
Czy miałaś już okazję wykorzystać swoje umiejętności?
Tak, jeden raz, na tegorocznych juwenaliach w Rzeszowie. Pewien „delikwent” nie rozumiał, co do niego mówię, więc dałam mu inaczej do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana. Był to na szczęście jeden raz. Z samoobroną jest trochę tak, jak z wiedzą o tym, jak udzielić pierwszej pomocy – to umiejętności niezwykle ważne, ale każdy chce, aby nie było potrzeby wykorzystywania ich w życiu.
Możesz się już pochwalić …
Pomarańczowym pasem, mam 6 kyu. Biorąc pod uwagę fakt, że nie trenuję długo, to uważam to za swój mały sukces.
Co – oprócz bezpieczeństwa – daje Ci trenowanie?
Na pewno uczy pokory, spostrzegawczości, koncentracji, wyrabia pewne odruchy... Ogromnie motywuje. Trenuję 3-4 razy w tygodniu a więc taka motywacja jest bardzo przydatna. Wiąże się to z organizacją swojego dnia i dobrym zarządzaniem sobą w czasie. Przy wielu innych obowiązkach jest to bardzo pomocne. Spotkałam się też z głosami, że uczęszczając na zajęcia chcę komuś coś udowadniać. Owszem, chcę, ale tylko i wyłącznie sobie. W tym, co robimy powinniśmy stawać się coraz lepsi. To nie są tylko treningi, ale praca nad sobą i swoimi słabościami, która jednocześnie przynosi wiele radości i satysfakcji.
Przejdźmy teraz do spraw duchowych. Pamiętasz swój pierwszy kontakt z książką?
Tak, chociaż niezbyt wyraźnie. Miałam 3-4 lata, gdy mama czytała mi książki. Szczególnie zapamiętałam jedną – była pomarańczowa i opowiadała o ... cyrku. Niestety, wspomnienia z czasem się zamazują, a ja nieznajomości tytułu tej książeczki nie mogę odżałować.
Pierwsza samodzielnie przeczytana książka to …
„Hobbit, czyli tam i z powrotem” Tolkiena. Przeczytałam ją w wieku 6 lat! Byłam z siebie niezwykle dumna, chociaż dopiero po latach dotarło do mnie, że rzuciłam się na głęboką wodę. Wtedy to była dla mnie tylko ciekawa książka, duże wyzwanie czytelnicze; końcem szkoły podstawowej dotarło do mnie, że J.R.R. Tolkien to jeden z najlepszych autorów fantasy. Do dziś jest on dla mnie niekwestionowanym mistrzem tego gatunku, chociaż nie należy on do moich ulubionych.
Przyznaję, że totalnie zaskoczyłaś mnie tym „Hobbitem”; przypomniała mi się tu książka „Matylda” R. Dahl – jesteś trochę podobna do głównej bohaterki.
Co najchętniej czytasz?
Nie mam jakiegoś ulubionego gatunku, czytam to, co wyda mi się interesujące. Ostatnio ciągnie mnie do klasyki angielskiej -  J. Austen, E. Brónte… Bardzo lubię współczesną poezję poetów wyklętych - Edwarda Stachury czy Rafała Wojaczka.
Wiem, że nie tylko czytasz książki, ale również piszesz o nich na swoim blogu „Moja Okładka”.
Tak. Początkowo był to blog „Nasza Okładka”, ponieważ prowadziłam go wspólnie z kolegami. Każdy dodawał recenzje książek, które właśnie przeczytał. Po dość krótkim czasie istnienia bloga podjęliśmy decyzję o jego usunięciu. Nie mogłam tego odżałować i założyłam „Moją Okładkę” – po prostu, pisanie o książkach zaczynało sprawiać mi przyjemność i nie chciałam z tego rezygnować. Z małymi przerwami, ale prowadzę go do dzisiaj i mam nadzieję, że poprowadzę go jeszcze przez jakiś czas.
Jak wybierasz książki do czytania?
Przede wszystkim książki wybieram na podstawie moich własnych odczuć. Czytając opis książki czy patrząc na okładkę czuję, że może mi się ona spodobać. Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach to, jak książka jest wydana jest istotne. Ludzie są w końcu wzrokowcami. Często też podczas rozmowy z kimś dowiaduję się o jakimś ciekawym tytule i postanawiam, że kiedyś tę książkę przeczytam. Ufam także znajomym blogerom, którzy polecają ciekawe tytuły i bibliotekarkom.
Czy zdarza Ci się nie doczytać książki do końca?
Tak, ale bardzo rzadko. Nawet jak mi się nie podoba, to staram się „dać jej drugą szansę”, bo może jednak coś mnie w niej zaskoczy?! Tak było np. z „Wichrowymi Wzgórzami”. Po pierwszym przeczytaniu – a właściwie „umęczeniu” – musiałam napisać recenzję tej książki a ponieważ zawsze robię wszystko na 110 % uznałam, ze skoro recenzja ma być rzetelna – musze ją przeczytać jeszcze raz. Od tamtej pory stała się jedną z moich ulubionych lektur i czytałam ją jeszcze wielokrotnie.
A z drugiej strony – jeśli spodoba Ci się jakaś książka lub jej autor – czy sięgasz po następne tego typu?
Tak. Tak było np. z E. Schmittem – zaczęło się oczywiście od „Oskara i pani Róży”; przeczytałam już sporo książek jego autorstwa i za każdym razem zachwyca mnie on na nowo. Inaczej było chociażby z Paulo Coehlo. W przypadku tego drugiego autora zaczęłam od książki „Być jak płynąca rzeka”, potem był oczywiście  „Alchemik” i inne – z każdym przeczytanym tytułem rozczarowywałam się coraz bardziej.
Kiedy i gdzie czytasz?
Czytam właściwie wszędzie – w łóżku, wannie, w przerwie między wykładami (podczas wykładów też mi się niestety zdarzyło), podczas domowych treningów, w miejskiej komunikacji. Kiedy tylko mam wolną chwilę. Mam dużo na głowie i szanuję swój czas, nie lubię go marnować i jeśli mogę czytać robiąc coś innego, to czemu nie? Nie rozumiem wymówek, że nie ma czasu na czytanie książek. Bardzo lubię czytać przy kawie czy herbacie, przykryta kocem – chociaż to zdecydowanie domena jesienno-zimowych wieczorów i nadmiaru wolnego czasu.
Czy nie masz czasem dość tego czytania?
Czasem się tak zdarzało; zwłaszcza wtedy, gdy współpracowałam z wydawnictwami i musiałam przeczytać określoną ilość książek w dość krótkim czasie. Wtedy właśnie zrobiłam sobie dłuższą przerwę od prowadzenia bloga, musiałam odetchnąć. Wszędzie, dosłownie na każdym kroku widziałam same książki. Uwielbiam je, ale nie można czynić z pasji obowiązku.
Czego byś nigdy nie zrobiła?
Za nic na świecie świadomie nie zjadłabym grzybów. A tak poważnie – uważam, że nie do końca możemy przewidzieć, jak zachowamy się w jakiejś sytuacji, póki życie nie będzie wymagało od nas podjęcia decyzji.  
Twoja dewiza życiowa to …
Nie wiem, czy taką mam. Staram się po prostu żyć w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem. Na treningach powtarzam, że „Mogę wszystko w Tym, który mnie umacnia”, ale w życiu codziennym mówię sobie że warto szukać pozytywów w każdej sytuacji, choćby najmniejszego.
Marzenia, plany na przyszłość …
Z tych bardziej przyziemnych to przede wszystkim skończyć studia i znaleźć satysfakcjonującą mnie pracę. Być coraz lepszą na treningach. Myślę też o kursie na sędziego piłki nożnej, ciągnie mnie do tego od dłuższego czasu. Z tych trochę bardziej odległych… Chciałabym nauczyć się kilku języków, m.in. hiszpańskiego, włoskiego i suahili. Marzę też o podróżach. Chciałabym odwiedzić Hiszpanię (zwłaszcza Walencję i Barcelonę) oraz Demokratyczną Republikę Konga.
Suahili i Demokratyczna Republika Konga brzmi dość egzotycznie …
Tak, ale chciałabym poznać moje korzenie. W jednej czwartej jestem Afrykanką, ciągnie mnie, żeby choć przez chwilę mieć styczność z afrykańską kulturą. Chociaż wiem, że ta wyprawa do bezpiecznych należeć nie będzie, to liczę, że kiedyś uda mi się ją zrealizować.
Życzę zatem spełnienia marzeń i serdecznie dziękuję za rozmowę.

środa, 26 sierpnia 2015

Zawód? Groomer - Małgorzata Koper

Kobieta, która swoją miłość do zwierząt przekuła w zawód o dość intrygującym brzmieniu -groomer Nie bała się tego, co powiedzą ludzie. Uważa, że należy żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami - Małgorzata Koper.
 
Psy – jak można przeczytać na Pani oficjalnej stronie „Saloniku dla psów” to pasja, którą Pani  świetnie umiała połączyć z pracą. Skąd pomysł na taki zawód?
Zwierzęta kocham od dziecka. Wszystkie. Jako 12-latka dostałam w prezencie psa – pudelka, którym się opiekowałam a nawet go strzygłam. Piesek był u mnie 15 lat.
Kiedy przed siedmiu laty przebywałam na zasiłku pomyślałam, że czas wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Nie chciałam wracać do pracy siedzącej, w ciągłym stresie. Pomyślałam, ze mogłabym założyć coś własnego. Dzięki ogromnemu wsparciu rodziny w końcu odważyłam się i założyłam istniejący do tej pory „Salonik dla psów”. Zastanawiałam się, skąd wezmę na to środki – wszak sama wanna do kąpieli psów kosztowała około 3 tysiące zł -  i wtedy panie z urzędu podpowiedziały mi, że mogę starć się o unijne dotacje. Tak też uczyniłam. Panie pomogły mi skompletować odpowiednie dokumenty i … udało się! Oczywiście bardzo się bałam (nie byłam już najmłodsza - miałam 40 lat), ale uważam, że było warto. Wydaje mi się, ze zawsze trzeba iść do przodu a nie tylko czekać na to, co przyniesie los.
Fachowa nazwa Pani zawodu to groomer. Proszę nam powiedzieć, co on oznacza? Czym zajmuje się groomer?
Ogólnie rzecz biorąc pielęgnacją zwierząt – strzyżeniem, kąpielami, kosmetyką (uszy, oczy, paznokcie), przygotowaniem zwierząt na wystawy.
Jak Pani reaguje, jeśli ktoś mówi o Pani „psi fryzjer”?
Uśmiechem, w końcu jestem psim fryzjerem.
Jakie szkoły/ kursy trzeba ukończyć, żeby zostać groomerem?
Kiedy zaczynałam nie było żadnych wymagań, ale oczywiście, żeby dobrze wykonywać swoją pracę trzeba się czegoś wcześniej nauczyć.  Ja ukończyłam w Krakowie dwutygodniowy kurs groomerski
Jakimi zwierzętami Pani najczęściej się zajmuje?
Najczęściej są to oczywiście psy, rzadziej koty; zdarzają się też króliki a nawet … świnka morska.
Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?
Dla mnie nie ma trudnych rzeczy – chyba, że za trudność przyjmiemy fakt, że czasem piesek nie chce współpracować ze mną. Wydaje mi się jednak, że nie można tego nazwać trudnością, co najwyżej obawą, by zwierzęciu nie stała się krzywda.
Co zatem sprawia Pani największą radość?
Zadowolony klient. Oczywiście pies nic nie powie, ale jego właściciel owszem. Mam wielu stałych klientów, z czego jestem bardzo zadowolona.
Czy jakiś klient/klientka – chodzi oczywiście o zwierzę – zapadł Pani szczególnie w pamięć?
Nie, nie przypominam sobie jakichś wyjątkowych zwierząt a w zasadzie mogę powiedzieć, że wszystkie są wyjątkowe. Chciałabym tu dodać, ze zapamiętuję imiona zwierząt i często, gdy ktoś dzwoni umówić się na wizytę i przedstawia się z imienia i nazwiska, to nie wiem, o kogo chodzi. Pytam wtedy o rasę i imię psa i wszystko jasne.
Czego ludzie najczęściej od Pani oczekują? O co proszą?
Oczekują w zasadzie tylko jednego – że dobrze zajmę się ich czworonogiem, ze nie stanie się mu krzywda, że będzie u mnie bezpieczny. Jeśli właściciel boi się o swojego pupila może zostać i wszystko obserwować.
Wyróżnienia, nagrody, certyfikaty …
Różne kursy zaczęłam robić, gdy ukończyłam 30 lat: kurs prawa jazdy , kurs pedagogiczny na instruktora praktycznej nauki  zawodu, kurs kasjera bankowego i walutowego.
Kurs groomera zrobiłam mając 40 lat. Staram się dobrze wykonywać swoją pracę, dlatego ciągle się dokształcam. Ukończyłam m. in.: „Interaktywne Seminarium West Highland White Terier”, „Pielęgnacja komercyjna Sznaucer Miniaturowy”, „Pielęgnacja wystawowa Foksterier szorstkowłosy”, „Pudel. Pielęgnacja komercyjna nasadkiem”, „Warsztaty groomerskie z Umberto Lehmann”.
Pani motto życiowe to …
Uważam, że trzeba żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie patrząc na to, co myślą o tym inni.
Jak Pani spędza wolny czas?
Mam bardzo mało czasu dla siebie. Oprócz pracy zawodowej wraz z koleżankami prowadzę Tarnobrzeskie Stowarzyszenie „Chrońmy Zwierzęta”, (prowadzimy schronisko w Machowie), które prawie dwa lata temu zostało przez nas założone. Sama założyłam i zaprojektowałam stronę tego Stowarzyszenia  i Saloniku, choć nie miałam o tym zielonego pojęcia. Poświęciłam na to kilka wieczorów:. Jestem też fotografem schroniska. Zdjęcia umieszczone na stronie Saloniku i Stowarzyszenia robiłam osobiście i osobiście te strony prowadzę. 
W niedzielę po południu zawsze jestem w schronisku w Machowie.  Karmię również – według kolejki – dwa bezdomne psy błąkające się w okolicach cmentarza w Sobowie.
Ponadto od 10 lat jestem rodziną zaprzyjaźnioną z Domem Dziecka i spotykam się z najmłodszymi dziećmi (głównie 6-12 latkami); często zabieram je do domu na weekend czy na święta.
Jak przyjmowały/przyjmują to Pani własne dzieci?
Na początku były trochę zazdrosne, ale przyzwyczaiły się; zrozumiały, że to co robię jest dobre. Córka też kiedyś opiekowała się niemowlakiem – dziewczynką, która została adoptowana. Bardzo to przeżyła i - mimo prób opieki nad innym dzieckiem - nie dała już rady.
Marzenia …
Marzy mi się dom w zacisznym miejscu – oczywiście z psami i kotami oraz … koniem, o którym marzę od dzieciństwa.
Z czego jest Pani dumna?
Bez wątpienia z mojej rodziny – męża, dzieci. To właśnie oni zawsze mnie wspierają i motywują do dalszej pracy. Jestem też dumna z ich osiągnięć.
Co jeszcze chciałaby Pani powiedzieć o sobie?
W zasadzie nic. Może tylko jedno: „Czuję się szczęśliwa i spełniona”

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Żyję tak, jak chcę żyć" - Agnieszka Orłowska

Rodowita tarnobrzeżanka, która nie wyobraża sobie życia w dużym mieście, kierownik Działu Usług Opiekuńczych w MOPR, prezes Stowarzyszenia „Maja”, kobieta spełniona – Agnieszka Orłowska
Pani Agnieszko – proszę nam powiedzieć kilka słów o sobie?
Urodziłam się w Tarnobrzegu, tu mieszkam i pracuję. Dobrze czuje się w tym mieście i - szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej.
Pracuje Pani w MOPR a jednocześnie jest Pani prezesem Stowarzyszenia „Maja”. Proszę nam powiedzieć, czym zajmuje się to stowarzyszenie? W jakim celu zostało powołane i przez kogo?
Stowarzyszenie było pomysłem grupy osób przyjaciół, którzy chcieli stworzyć dodatkowe wparcie dla osób wykluczonych społecznie, głównie dla osób chorujących psychicznie i ich rodzin.
Stowarzyszenie „Maja” im. Marii Delimaty prowadzi działalność na rzecz integracji  osób wykluczonych, zajmuje się też wspieraniem osób  i rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym.
Dlaczego „Maja”?
„Maja” to po prostu Maria. Chcieliśmy w ten sposób uhonorować nieżyjącą już p. Marię Delimatę, wspaniałą kobietę, której obecność czujemy do dziś. Pani Maria była plastyczką, dobrym duchem Środowiskowego Domu Samopomocy w Tarnobrzegu.
Wróćmy jeszcze na chwilę do działalności Stowarzyszenia. Powiedziała Pani, że skierowane jest głównie do osób wykluczonych …
Tak, ponieważ osoby wykluczone społecznie nie mają możliwości pełnego uczestniczenia w życiu społecznym. Przyczyny wykluczenia mogą być bardzo różne – zdrowotne, finansowe, społeczne…
Zwłaszcza osoby chorujące psychicznie spotykają się z niezrozumieniem, odrzuceniem, są piętnowane, stygmatyzowane, spychane na margines życia społecznego..
Wydaje mi się, ze takich osób jest coraz więcej. Dlaczego tak się dzieje?
No cóż. Rzeczywiście lawinowo rośnie liczba pacjentów Poradni Zdrowia Psychicznego. Coraz więcej osób leczy się z powodu zaburzeń nerwicowych, lękowych, depresyjnych. Psychiatrzy potwierdzają, że  poważnej psychozy doświadczyło niemal milion osób. Dużym problemem społecznym jest również rosnąca liczba samobójstw. Co jest przyczyną? Na pewno nie ma jednej. Może to być tzw. „parcie na szkło”, klasyczny „wyścig szczurów”, zbyt wysokie wymagania, jakie sobie stawiamy, zbyt ambitne cele, stres, kryzys rodziny . Za sukces płaci się cenę – tą ceną jest zdrowie psychiczne.
Kiedy zatem pojawia się pierwszy kryzys?
Pierwszy kryzys pojawia się najczęściej  wraz z jakimiś trudnym przeżyciem – choroba, śmierć kogoś bliskiego, zdrada, niepowodzenie.
Czy są jakieś przedziały wiekowe, które są szczególnie narażone na choroby psychiczne
Zachorować można w każdym wieku, jednak najbardziej narażeni są ludzie młodzi – w przypadku schizofrenii czy choroby afektywnej dwubiegunowej pierwsze objawy  występują najczęściej w wieku studenckim. Trzeba tu powiedzieć, że z  młodymi ludźmi pracuje się bardzo trudno, gdyż  często nie dopuszczają oni do siebie myśli, że mogą być chorzy, a tym samym nie chcą korzystać z leczenia i profesjonalnego wsparcia. Zdarza się, że proces akceptacji choroby trwa latami.
No właśnie. Wyobraźmy sobie, że my lub ktoś z naszych bliskich ma problem ze zdrowiem psychicznym, na jaką pomoc może liczyć?
Z przykrością muszę stwierdzić, że pomoc medyczna czy terapeutyczna dla ludzi chorujących psychicznie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Co prawda istnieje opracowany przez profesjonalistów bardzo nowoczesny dokument o  nazwie Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego, ale jak dotąd dokument ten pozostaje tylko i wyłącznie na papierze.
Niestety, osoby chorujące psychicznie wciąż są traktowane jako pacjenci gorszej kategorii. Co jakiś czas do wiadomości opinii publicznej przedostają się informacje o złym traktowaniu chorych psychicznie czy skandalicznych warunkach panujących w niektórych szpitalach  i oddziałach psychiatrycznych.
Na jaką pomoc możemy zatem liczyć w Stowarzyszeniu?
Jesteśmy młodym Stowarzyszeniem i można powiedzieć, że dopiero raczkujemy. Od 2013 roku prowadzimy punkt wsparcia dla osób. i rodzin dotkniętych doświadczeniem kryzysu zdrowia psychicznego. Dzięki przychylności obecnych władz miasta Tarnobrzega możemy prowadzić wielokierunkowe działania. Oferujemy wsparcie psychologa, psychiatry, pielęgniarki psychiatrycznej, terapeuty, czy pracownika socjalnego. Warto zaznaczyć, że świadczymy wsparcie terapeutyczne również w domy pacjenta. Druga gałąź naszej działalności skierowana jest w stronę dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. W maju bieżącego roku uruchomiliśmy zajęcia plastyczne dla tych dzieci. Z zadowoleniem i radością muszę stwierdzić, że cieszą się one ogromnym powodzeniem.  
Trzecia gałąź naszej działalności skierowana jest w stronę  rodziców i opiekunów dzieci  z autyzmem i pokrewnymi zaburzeniami rozwojowymi. We wrześniu uruchamiamy grupę wsparcia dla tych osób. Pod opieką psychologa rodzice i opiekunowie będą mogli podzielić się tym, co dla nich ważne i wspierać się wzajemnie.
Co możemy, co powinniśmy zrobić, by jakoś zapobiec zaburzeniom psychicznym?
Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy zdać sobie sprawę że istnieje coś takiego jak profilaktyka zdrowia psychicznego. Powinniśmy uczyć dzieci i młodzież sposobów konstruktywnego radzenia sobie ze stresem, rozpoznawania, rozumienia i kontrolowania własnych emocji, stawiania sobie celów i zadań na miarę własnych możliwości, pozytywnej samooceny, dystansu do siebie, optymizmu, otwartości wobec innych, zauważania i doceniania  drobnych radości,  
A co jest przyjemnością dla Pani?
Bardzo lubię czytać książki (szczególnie delektuję się klasyczną literaturą rosyjską), lubię badać tajemnice ludzkiej, a w tym przypadku tzw. „słowiańskiej duszy’. Często zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek jest z jednaj strony zdolny do wielkich i wspaniałych rzeczy a z drugiej strony do największych podłości i okrucieństw.
Jak Pani spędza wolny czas?
Poza czytaniem książek lubię słuchać dobrej muzyki, chodzić po górach czy po prostu pobyć z mężem i 15-letnim synem.
Czym kieruje się Pani w życiu? Jakieś motto?
Nie mam jakiegoś jednego motta.. W moim życiu wartością jest każdy człowiek, którego spotykam na swojej drodze. Próbuję zawsze zrozumieć motywy jego postępowania, każda osoba jest wartością samą w sobie, bez względu na swój status społeczny, wykształcenie,  majątek, światopogląd czy poglądy polityczne.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Myślę, że tak naprawdę nikt nie zna siebie do końca. Również i ja nie wiem, jak zachowałabym się w jakiejś bardzo skrajnej, traumatycznej sytuacji.
Co zatem sprawia Pani największą radość?
Bez wątpienia uśmiech, uśmiech dziecka. Nie ma piękniejszego widoku na świecie.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
 Myślę, że z tego, iż żyję tak jak chcę żyć. Mam szczęśliwą rodzinę, pracę stowarzyszenie,  spełniam swoje marzenia.
No właśnie, jakie ma Pani plany i marzenia?
Plany na najbliższą przyszłość? Chcę wyjechać na wakacje i odpocząć. Czasem czuję się już trochę zmęczona. A marzenia?  No cóż – aby dalej było jak do tej pory.
A zatem życzę, by było przynajmniej tak dobrze jak jest a nawet lepiej.
Dziękuję za rozmowę.