wtorek, 18 sierpnia 2015

"Mój telefon dzwoni nieustannie" - Renata Domka


Dziennikarka, rzecznik prasowy prezydenta, naczelnik Wydziału Promocji, Sportu i Kultury, organizatorka wielu akcji – Renata Domka
Jak czuje się  Pani w roli rzecznika?
Bardzo dobrze. Lubię swoją pracę, sprawia mi dużą satysfakcję. Daje poczucie, że robię coś, co ma znaczenie dla mojego miasta, mieszkańców, dla prezydenta, z którym świetnie mi się współpracuje. Każdy ma prawo wiedzieć i rozumieć, co dzieje się w urzędzie i staram się przekazywać wszelkie informacje w jak najbardziej dostępny i szeroki sposób, wyjaśniać, tłumaczyć pewne urzędnicze zawiłości, przekładać je na „ludzki” język. Mam możliwość łączenia stanowiska z rolą naczelnika Wydziału Promocji,  Sportu i Kultury a zatem nie tylko przekazuję innym informacje, ale też sama mogę służyć naszemu społeczeństwu. Może to dla kogoś zabrzmi egzaltowanie albo wyczuje tu nieszczerość, ale naprawdę postrzegam swoją pracę jako służbę wyższej idei, jaką jest dobro naszego miasta. Zdaję sobie sprawę z tego, że moim szefem bezpośrednio jest prezydent, ale pośrednio właśnie mieszkańcy i to oni najsurowiej oceniają moją pracę, to oni są jej odbiorcami, to dla nich ją wykonuję.
Co należy do obowiązków rzecznika?
Przede wszystkim informowanie społeczeństwa o działaniach prezydenta i urzędu. Kreowanie pozytywnego wizerunku urzędu, tłumaczenie na czym polega praca poszczególnych wydziałów, kierownictwa. Ponadto odpowiadam za kontakty z dziennikarzami, którzy są pośrednikiem pomiędzy urzędem a społeczeństwem. Razem z moimi współpracownikami z wydziału tworzymy dla nich serwisy, piszemy komunikaty i artykuły na temat życia urzędu, fotografujemy ważne wydarzenia. Organizuję także konferencje prasowe i odpowiadam na wszystkie pytania dziennikarzy, jestem z nimi w stałym kontakcie. Jako że jestem też naczelnikiem Wydziału Promocji, Sportu i Kultury, odpowiadam również za promocję miasta, razem z moimi współpracownikami pomagamy w organizacji lub sami organizujemy pikniki, koncerty, dożynki, Dni Tarnobrzega, Jarmark Dominikański, wigilię i śniadanie wielkanocne, wydarzenia sportowe, współpracujemy z organizacjami pozarządowymi, przeprowadzamy konkursy na dotacje dla nich, administrujemy stroną internetową urzędu miasta … To bardzo szeroki zakres obowiązków, ciężko wymienić wszystko. Musimy współpracować niemal z każdym wydziałem, instytucjami, organizacjami w mieście, mamy żywy kontakt z mieszkańcami, mój telefon dzwoni nieustannie, a drzwi niemal się nie zamykają. Muszę tu dodać, że mój wydział jest szczególny nie tylko z tego powodu, że ma tak szeroki wachlarz zainteresowań, ale też ze względu na to, że tworzą go wyjątkowi ludzie – kreatywni, inteligentni i zaangażowani. Jestem dumna, że mogę z nimi pracować.
Wiem, że jest Pani dziennikarka z wykształcenia. Co Panią najbardziej interesuje jako dziennikarkę? Jakimi tematami najchętniej się Pani zajmuje?
Oczywiście trzeba umieć podjąć i zrealizować każdy temat, zwłaszcza jeśli się pracuje w serwisie informacyjnym. Reportażyści mogą sobie pozwolić na specjalizacje, czy wybór tematów, ale redakcja informacyjna musi robić wszystko, co akurat jest ważne dla odbiorcy. To niesamowicie poszerza horyzonty, zmusza do ciągłego zdobywania wiedzy. Kiedy pracowałam w radiu miałam trochę swobody, bo oprócz serwisów informacyjnych przeprowadzałam także wywiady do porannych magazynów. Bardzo lubiłam rozmawiać z ludźmi o ich pasjach, projektach, poznawać ciekawe osoby, czasem szalone, trochę „odklejone”, oryginalne, ale też takie zwykłe, które jakoś się odnajdują w swojej małej społeczności i próbują coś dla niej zrobić, którym się chce. Zawsze sprawiało mi to ogromną satysfakcję i podczas tych rozmów podkradałam odrobinę ich energii. Czasami także miałam możliwość przeprowadzenia wywiadu z osobami, które szczerze podziwiałam. Fascynujące były rozmowy z Aleksandrem Lwowem, Krzysztofem Myszkowskim, Januszem Radkiem, Mikołajem Blajdą, Magdaleną Grzebałkowską, czy Markiem Krajewskim.
Czy uważa się Pani za dziennikarką radiową, telewizyjną czy prasową?
Kiedy zdecydowałam, że będę dziennikarką, widziałam się tylko w gazecie. Najlepiej jako reportażystka. Zaczytywałam się w Dużym Formacie, uwielbiałam Wańkowicza, czy Kapuścińskiego. Trochę sama pisałam. Po studiach okazało się jednak, że trafiłam do radia i przez 10 lat nie wyobrażałam sobie innego medium. Radio jest chyba najbardziej intymne, bo pomyśl – jesteś ze swoimi słuchaczami wszędzie: w łóżku, podczas mycia zębów, w samochodzie, w pracy, przy obiedzie, na sylwestrze, wakacjach, podczas zakupów. Radia można słuchać wszędzie. Ale wraz z tą świadomością pojawia się też niesamowita presja i odpowiedzialność za każde słowo, które leci w eter. Pracowałam trochę przed kamerą, współpracowałam z gazetami, czy portalami, ale to radio pozostanie moją największą miłością.
Co jest największą trudnością w zawodzie dziennikarza?
Najtrudniejsza jest ciągła uwaga, ciągła dbałość o każde słowo. Nieustanne podążanie za zmianą, nową informacją, nowym tematem. Presja czasu. Odpowiedzialność przed czytelnikiem, widzem, czy słuchaczem. Zarówno wobec bohaterów informacji, jak i odbiorców. Ta pogoń, nieustająca gotowość sprawiają, że dziennikarze się szybko wypalają. Nie można być bez przerwy szczerze zdziwionym, czy zaciekawionym. A kiedy znika ciekawość, wkrada się rutyna, znudzenie, „odwalanie” roboty. Uważam, że to czas, by zmienić pracę. Dziennikarz musi być zaangażowany.
Co daje największą satysfakcję?
Ludzie. Są fascynujący, choć czasem nic na to nie wskazuje. Zdarzało mi się, że byłam zrozpaczona rozmawiając z kimś, kto odpowiada na pytania półsłówkami albo bardzo denerwuje się przed mikrofonem. Wtedy próbowałam bagatelizować ten cały sprzęt, pozwalałam sobie na jakieś osobiste spostrzeżenia, trochę opowiedziałam o sobie, a wtedy często mój rozmówca zaczynał po prostu rozmawiać. Już nie udzielać wywiadu, odpowiadać na pytania, a prowadzić ze mną wymianę opinii. Ja zresztą nigdy nie lubiłam sztywno trzymać się schematu pytań, nieraz w ogóle ich wcześniej nie przygotowywałam, tylko w głowie przemyśliwałam, w którym kierunku prowadzić rozmowę. I wtedy to się sprawdzało, ludzie się otwierali. Na przykład wywiad z paniami z koła gospodyń wiejskich o ich projekcie dotyczącym poznawania kultury innych regionów przerodził się w półtoragodzinną świetną rozmowę o kobietach, które nie chcą siedzieć w domu i oglądać „Mody na sukces”, tylko działać. Podobnie było z młodzieżą z podrzeszowskiej wsi, która postanowiła wystawić musical. I zrobili to!
Pani motto życiowe to ..
Chyba nie posiadam żadnego motta. Chcę być przyzwoitym człowiekiem, a to oznacza dla każdego coś zupełnie innego, ciężko z tego uczynić jakąś uniwersalna zasadę. Życie stawia nas czasem w takich sytuacjach, że musimy dokonywać niesamowicie trudnych wyborów i myślę, że najważniejsze, by wtedy pozostawać w zgodzie z własnym sumieniem, by nie krzywdzić innych, być empatycznym. Tak, empatia to chyba uczucie, którego dziś bardzo brakuje.
Jak spędza Pani wolny czas?
Uwielbiam czytać książki. Mam ich całą biblioteczkę, do tego czytnik e-booków, lubię też audiobooki. Ostatnio nie mam już tyle czasu, bo kiedy dojeżdżałam codziennie do Rzeszowa do pracy, tych kilka godzin miałam właśnie na czytanie, czy słuchanie książek, a teraz najczęściej przed snem biorę książkę. Oprócz tego uwielbiam seriale brytyjskie, czy amerykańskie, które są na coraz wyższym poziomie. Zresztą ja w ogóle uwielbiam dobre kino. W Rzeszowie byłam aktywnym członkiem Dyskusyjnego Klubu Filmowego, zapraszano mnie na rozmowy o filmach. Nie przepuściłam żadnego przeglądu filmów, do tego wręcz zmuszałam znajomych do towarzyszenia mi. Do dziś wypominają mi, że śni im się przecinane oko z filmu Bunuela albo koszmarna melodia z „Konia Turyńskiego”. Ten ostatni zresztą to jeden z moim ulubionych filmów. Przyznam, że tego mi w Tarnobrzegu brakuje… Oczywiście uwielbiam też dobrą muzykę, lubię wyszukiwać nowości, zachwycać się czymś zupełnie dotąd nieznanym. Zupełnie przypadkiem odkryłam CocoRosie, czy Anthony’ego, lubię Rebekę, The Dumplings, Fismolla, Natalię Przybysz, Bjork, ostatnio Andrew Birda, czy Tame Impala, ale też np. Illusion, czy My Riot. Długo by wymieniać. Największą miłością muzyczną pozostaje jednak Pink Floyd i Kasia Nosowska. W Radiu Bieszczady miałam możliwość współtworzenia playlist i to sprawiało mi ogromną satysfakcję.
Wolontariat nie jest Pani obcy … w jakie działania chętnie się Pani angażujesz?
Niestety, nie mogę robić tyle, ile bym chciała, bo nie zawsze pozwala na to czas, czy możliwości. Współpracowałam z rzeszowską Fundacją Generator Inspiracji, teraz staram się pomagać stowarzyszeniom, planuję zaangażować się w Szlachetną Paczkę. Zresztą ja nie pracuję od 7.30 do 15.30, ale nieraz do późnego wieczora, a także w weekendy. Jeśli coś robić, to na całego.
Co jest dla Pani najważniejsze w życiu?
Cel, miłość, przyjaźń, rodzina, zrozumienie, bliskość, ciekawość świata i innych
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Świadomie i z rozmysłem nigdy nie skrzywdzę drugiego człowieka. Brzmi to może egzaltowanie, ale naprawdę nie rozumiem, jak można komuś np. zagrozić, że się go zniszczy i realizować taki plan. To się nie mieści w mojej głowie.
Nagrody, wyróżnienia – czym chciałaby się Pani pochwalić to …
Wielkim zaszczytem było dla mnie wielkie zaufanie i powierzenie mi przez prezydenta roli rzecznika i naczelnika tak ważnego i dużego wydziału. A wcześniej, w zeszłym roku moje opowiadanie zajęło drugie miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim „Wysokich Obcasów” pt. „Moja droga”. Także w zeszłym roku Fundacja Generator Inspiracji wyróżniła mnie za wsparcie dla jej działań na rzecz podkarpackich inicjatyw społecznych.
Marzenia, plany na najbliższą przyszłość?
Zabrzmi to trochę jak propaganda urzędowa, ale mówię zupełnie szczerze: marzę, by Tarnobrzeg był miastem nowoczesnym, tętniącym życiem, umiejącym dostrzec i wykorzystać własny potencjał, by dobrze się w nim żyło, pracowało i korzystało z dobrodziejstw małomiasteczkowości. Chciałabym mieć w tym swój udział. Bardzo angażuję się w swoją pracę, wręcz żyję nią, więc jeśli będę mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, jeśli mieszkańcy będą dobrze odbierać moją działalność i prezydent będzie zadowolony z jej efektów, to będę szczęśliwa. I jeszcze trochę wstydliwe marzenie, ale chciałabym kiedyś napisać dobrą książkę. Problem polega na tym, że mam wciąż za dużo wątpliwości co do swojej pisaniny i tonę w poprawkach. No i muszę pojechać do Paryża…
Do Paryża? Czyżby tam planowała Pani umieścić akcję swojej książki?
Nie sądzę. Wolę pisać o tym, co znam ma. Paryż to na razie tylko idea ...
Dziękuję za rozmowę. Oczywiście życzę, by spełniły się Pani marzenia a jednocześnie nasze – wszystkich tarnobrzeżan, którzy chcieliby widzieć swoje miasto nowoczesne i tętniące życiem. Temu zresztą m. in. służy mój blog.

2 komentarze:

  1. Jak miło poznać Panią Rzecznik niech się zrealizują wszystkie plany i zamierzenia zarówno w pracy jak i osobiste

    OdpowiedzUsuń
  2. Realizacji wszystkich planów

    OdpowiedzUsuń