środa, 26 sierpnia 2015

Zawód? Groomer - Małgorzata Koper

Kobieta, która swoją miłość do zwierząt przekuła w zawód o dość intrygującym brzmieniu -groomer Nie bała się tego, co powiedzą ludzie. Uważa, że należy żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami - Małgorzata Koper.
 
Psy – jak można przeczytać na Pani oficjalnej stronie „Saloniku dla psów” to pasja, którą Pani  świetnie umiała połączyć z pracą. Skąd pomysł na taki zawód?
Zwierzęta kocham od dziecka. Wszystkie. Jako 12-latka dostałam w prezencie psa – pudelka, którym się opiekowałam a nawet go strzygłam. Piesek był u mnie 15 lat.
Kiedy przed siedmiu laty przebywałam na zasiłku pomyślałam, że czas wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Nie chciałam wracać do pracy siedzącej, w ciągłym stresie. Pomyślałam, ze mogłabym założyć coś własnego. Dzięki ogromnemu wsparciu rodziny w końcu odważyłam się i założyłam istniejący do tej pory „Salonik dla psów”. Zastanawiałam się, skąd wezmę na to środki – wszak sama wanna do kąpieli psów kosztowała około 3 tysiące zł -  i wtedy panie z urzędu podpowiedziały mi, że mogę starć się o unijne dotacje. Tak też uczyniłam. Panie pomogły mi skompletować odpowiednie dokumenty i … udało się! Oczywiście bardzo się bałam (nie byłam już najmłodsza - miałam 40 lat), ale uważam, że było warto. Wydaje mi się, ze zawsze trzeba iść do przodu a nie tylko czekać na to, co przyniesie los.
Fachowa nazwa Pani zawodu to groomer. Proszę nam powiedzieć, co on oznacza? Czym zajmuje się groomer?
Ogólnie rzecz biorąc pielęgnacją zwierząt – strzyżeniem, kąpielami, kosmetyką (uszy, oczy, paznokcie), przygotowaniem zwierząt na wystawy.
Jak Pani reaguje, jeśli ktoś mówi o Pani „psi fryzjer”?
Uśmiechem, w końcu jestem psim fryzjerem.
Jakie szkoły/ kursy trzeba ukończyć, żeby zostać groomerem?
Kiedy zaczynałam nie było żadnych wymagań, ale oczywiście, żeby dobrze wykonywać swoją pracę trzeba się czegoś wcześniej nauczyć.  Ja ukończyłam w Krakowie dwutygodniowy kurs groomerski
Jakimi zwierzętami Pani najczęściej się zajmuje?
Najczęściej są to oczywiście psy, rzadziej koty; zdarzają się też króliki a nawet … świnka morska.
Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?
Dla mnie nie ma trudnych rzeczy – chyba, że za trudność przyjmiemy fakt, że czasem piesek nie chce współpracować ze mną. Wydaje mi się jednak, że nie można tego nazwać trudnością, co najwyżej obawą, by zwierzęciu nie stała się krzywda.
Co zatem sprawia Pani największą radość?
Zadowolony klient. Oczywiście pies nic nie powie, ale jego właściciel owszem. Mam wielu stałych klientów, z czego jestem bardzo zadowolona.
Czy jakiś klient/klientka – chodzi oczywiście o zwierzę – zapadł Pani szczególnie w pamięć?
Nie, nie przypominam sobie jakichś wyjątkowych zwierząt a w zasadzie mogę powiedzieć, że wszystkie są wyjątkowe. Chciałabym tu dodać, ze zapamiętuję imiona zwierząt i często, gdy ktoś dzwoni umówić się na wizytę i przedstawia się z imienia i nazwiska, to nie wiem, o kogo chodzi. Pytam wtedy o rasę i imię psa i wszystko jasne.
Czego ludzie najczęściej od Pani oczekują? O co proszą?
Oczekują w zasadzie tylko jednego – że dobrze zajmę się ich czworonogiem, ze nie stanie się mu krzywda, że będzie u mnie bezpieczny. Jeśli właściciel boi się o swojego pupila może zostać i wszystko obserwować.
Wyróżnienia, nagrody, certyfikaty …
Różne kursy zaczęłam robić, gdy ukończyłam 30 lat: kurs prawa jazdy , kurs pedagogiczny na instruktora praktycznej nauki  zawodu, kurs kasjera bankowego i walutowego.
Kurs groomera zrobiłam mając 40 lat. Staram się dobrze wykonywać swoją pracę, dlatego ciągle się dokształcam. Ukończyłam m. in.: „Interaktywne Seminarium West Highland White Terier”, „Pielęgnacja komercyjna Sznaucer Miniaturowy”, „Pielęgnacja wystawowa Foksterier szorstkowłosy”, „Pudel. Pielęgnacja komercyjna nasadkiem”, „Warsztaty groomerskie z Umberto Lehmann”.
Pani motto życiowe to …
Uważam, że trzeba żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami, nie patrząc na to, co myślą o tym inni.
Jak Pani spędza wolny czas?
Mam bardzo mało czasu dla siebie. Oprócz pracy zawodowej wraz z koleżankami prowadzę Tarnobrzeskie Stowarzyszenie „Chrońmy Zwierzęta”, (prowadzimy schronisko w Machowie), które prawie dwa lata temu zostało przez nas założone. Sama założyłam i zaprojektowałam stronę tego Stowarzyszenia  i Saloniku, choć nie miałam o tym zielonego pojęcia. Poświęciłam na to kilka wieczorów:. Jestem też fotografem schroniska. Zdjęcia umieszczone na stronie Saloniku i Stowarzyszenia robiłam osobiście i osobiście te strony prowadzę. 
W niedzielę po południu zawsze jestem w schronisku w Machowie.  Karmię również – według kolejki – dwa bezdomne psy błąkające się w okolicach cmentarza w Sobowie.
Ponadto od 10 lat jestem rodziną zaprzyjaźnioną z Domem Dziecka i spotykam się z najmłodszymi dziećmi (głównie 6-12 latkami); często zabieram je do domu na weekend czy na święta.
Jak przyjmowały/przyjmują to Pani własne dzieci?
Na początku były trochę zazdrosne, ale przyzwyczaiły się; zrozumiały, że to co robię jest dobre. Córka też kiedyś opiekowała się niemowlakiem – dziewczynką, która została adoptowana. Bardzo to przeżyła i - mimo prób opieki nad innym dzieckiem - nie dała już rady.
Marzenia …
Marzy mi się dom w zacisznym miejscu – oczywiście z psami i kotami oraz … koniem, o którym marzę od dzieciństwa.
Z czego jest Pani dumna?
Bez wątpienia z mojej rodziny – męża, dzieci. To właśnie oni zawsze mnie wspierają i motywują do dalszej pracy. Jestem też dumna z ich osiągnięć.
Co jeszcze chciałaby Pani powiedzieć o sobie?
W zasadzie nic. Może tylko jedno: „Czuję się szczęśliwa i spełniona”

1 komentarz:

  1. Super że jest taki zawód dbający o naszych milusińskich czworonogów,życzę sukcesów

    OdpowiedzUsuń