sobota, 14 listopada 2015

„Los mi sprzyja” – Monika Kutyła – Kozłowska


Projektantka wnętrz, miłośniczka zwierząt, podróżniczka i wegetarianka - to najkrótsza charakterystyka Moniki Kutyły – Kozłowskiej 
 
Pani Moniko – proszę powiedzieć kilka słów o sobie i swojej pracy.
Nazywam się Monika Kutyła – Kozłowska. Obecnie w Tarnobrzegu prowadzę własną firmę Soul Design. Zaczynałam od projektowania mebli na wymiar – głównie kuchni i szaf. Z czasem projekty mebli przestały wystarczać i dlatego postanowiłam zakończyć ten etap mojej pracy.
Lubię się rozwijać, więc postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce. Wtedy też podjęłam decyzję, że chcę prowadzić własną działalność. Zaczęły się różne kursy, szkolenia, targi i konferencje branżowe. Jestem absolwentką Krakowskiej Szkoły Projektowania Wnętrz, wzięłam także udział w największych międzynarodowych targach wyposażenia wnętrz, czyli Salone del Mobile Milano w Mediolanie i tam utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest to, co chcę robić - a ponieważ los mi sprzyja – zakwalifikowałam się do projektu „Kobiety Sukcesu” organizowanym przez Tarnobrzeską Agencję Rozwoju Regionalnego. Środki z dotacji pomogły otworzyć mi własną działalność gospodarczą.
Co sprawia Pani największą satysfakcję?
 W pracy zawodowej największą satysfakcję sprawia mi kontakt z ludźmi. Uwielbiam patrzeć jak koncepcja projektu przeradza się w rzeczywistość a efekt końcowy powoduje uśmiech na twarzy Inwestora.
Czy klienci mają swoje wizje czy też zdają się na Pani pomysły?
Roźnie z tym bywa. Z reguły Inwestorzy przychodząc do projektanta oczekują ciekawych propozycji i funkcjonalnych rozwiązań. W każdym projekcie przedstawiam Inwestorom trzy odmienne koncepcje układu funkcjonalnego, kolorystyki, okładzin ściennych. Podczas wstępnej rozmowy z Inwestorem staram się określić styl, który jest mu najbliższy i w którym będzie się dobrze czuł. Zdarza się, że Inwestor zgłaszając się do mnie ma swój pomysł, który pragnie zwizualizować i upewnić się w słuszności swoich założeń, a  jednocześnie  przygniata go mnogość dostępnych materiałów.  
Co w takim razie jest najtrudniejsze?
Zdecydowanie, największą trudnością dla mnie było opanowanie programu na platformie CAD-owskiej. Na szczęście mam to już za sobą. Poza tym wolę tworzyć projekty niż zajmować się papierkową robotą. Obecnie wiele wysiłku wkładam w synchronizację prac wykończeniowych, gdzie trzeba zgrać wiele ekip: elektryka, hydraulika, płytkarzy, producenta mebli na wymiar itp.– czasami to prawdziwe wyzwanie, szczególnie wtedy, gdy Inwestor zleca projekt z nadzorem autorskim.
Projektowanie kojarzy mi się z deską kreślarską …
To już odległa przeszłość. Obecnie są do tego konkretne programy komputerowe. Ciekawym rozwiązaniem, z którego korzystam jest Panorama -  aplikacja, dzięki której możliwa staje się interaktywna prezentacja projektu ukazanego w taki sposób, jak będzie wyglądał po realizacji. Narzędzie to wzbudza wiele zainteresowania i pomaga w komunikacji.
Co najbardziej lubi Pani projektować?
Najbardziej? Pokoje młodzieżowe – tam najbardziej można poszaleć!
A czy zdarza się Pani, że np. pijąc kawę rysuje Pani na kartce jakiś projekt, nad którym Pani właśnie pracuje?
Oczywiście! To jest mój największy nałóg (śmiech). Często robię to nieświadomie.
Jak często zmienia Pani wystrój własnego domu?
Przyznaję, że robię to stosunkowo często. W przyszłym roku planuję większy remont, dlatego teraz muszę się powstrzymywać od większych zmian i nie ukrywam, że jest mi ciężko.
Przemeblowania robiłam od dziecka. Meble w moim pokoju – ku radości mamy – stały chyba na wszystkich ścianach. Widocznie było mi to pisane (śmiech).
Największy sukces?
Myślę, że dopiero przede mną.
Co Pani robi w wolnym czasie?
Dużo czasu spędzam z rodziną, spotykam się z przyjaciółmi, jeżdżę rowerem. Moją wielką miłością są zwierzęta – mam 2 psy i kota. Uwielbiam tez podróżować. Gdy mam trochę więcej wolnego czasu udaję się w jakąś dalszą podroż.
Najbardziej egzotyczna podróż  do tej pory to …
Indie
Ooo, to dość nietypowo!.
Tak, bardzo lubię poznawać inne kultury, zwyczaje, podpatrywać życie codzienne i szukać uniwersalnych prawd. Każda podróż to także masa inspiracji wnętrzarskich. Następna trasa, jaką planuję przemierzyć z mężem prowadzi do Chin.
Książka czy film?
Książka. Zdecydowanie. Książki pomagają mi odpocząć, spojrzeć na świat oczyma wyobraźni. Lubię poezję poetów przeklętych, prozę W. Myśliwskiego.
Wspomniała Pani, że jest wegetarianką. Dlaczego?
Wynika to z mojego światopoglądu i bezgranicznej miłości do zwierząt. Cokolwiek robimy prędzej czy później do nas wraca, staram się żyć w zgodzie z własnym sumieniem i postępować uczciwie wobec siebie i innych. Od kiedy zaczęłam myśleć i postępować w ten sposób wszystko stało się prostsze. Ponadto uważam, że jest to po prostu zdrowa dieta pełna owoców i warzyw.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nigdy nie skrzywdziłabym świadomie drugiego człowieka ani zwierzęcia, nie chciałabym też brać udziału w jakichś ekstremalnych sportach wodnych, ponieważ nie umiem pływać.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z męża, rodziny, siebie, z tego jak żyję, ale to zawdzięczam rodzicom, temu, jak mnie wychowali.
Wiem, że lubi Pani pomagać.
Tak. Jestem wolontariuszką w schronisku Stowarzyszenia „Chrońmy Zwierzęta’. Ostatnio zaangażowałam się - również jako wolontariuszka - do projektu Szlachetna Paczka. Uważam, że zbieramy plony własnych działań. Jeśli chcę być szczęśliwa staram się uszczęśliwiać otaczających mnie ludzi. Fajnie jest komuś pomóc, spojrzeć na świat z innej perspektywy. Przy okazji daje to dużą satysfakcję. Jeśli mogę pomóc – dlaczego miałabym tego nie robić?
Plany? Marzenia na przyszłość?
Jeśli chodzi o plany zawodowe to ciągły rozwój. Moim marzeniem jest zobaczyć wszystkie nowe siedem cudów świata. Myślę również o powiększeniu rodziny.
Życzę zatem, by te marzenia pomału się spełniały. Dziękuję za rozmowę.



wtorek, 10 listopada 2015

Założycielka Uniwersytetu Trzeciego Wieku – Krystyna Frąszczak

Osoba niesłychanie aktywna, mająca wiele zainteresowań a przy tym typowa babcia – Krystyna Frąszczak.

Pani Krystyno na początek zapytam, co to są Uniwersytety III Wieku i dlaczego się Pani nimi zainteresowała?
Pierwsze Uniwersytety III Wieku powstały w Polsce już ponad 40 lat temu. Za ich twórcę uważa się profesor Halinę Szwarc. Po raz pierwszy zetknęłam się z nimi jakieś 25 lat temu. Gdy byłam na kursie w Centrum Doskonalenia Kadr Medycznych  na Bielanach  w Warszawie zauważyłam że z auli wykładowej wychodzi sporo starszych ludzi. Zaintrygowana zapytałam, o co chodzi i wówczas dowiedziałam się, że to studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
Po wielu latach postanowiła Pani założyć podobny Uniwersytet w Tarnobrzegu?
Tak, Uniwersytety Trzeciego Wieku to znak naszych czasów. Starsi ludzie nie działają już stereotypowo, nie są tylko skoncentrowani na wnukach czy uprawianiu działki. Nie chcą, żeby ich omijało nowoczesne życie. Ponadto są w coraz lepszej kondycji fizycznej – dzisiejsza osoba 60 czy 70 – letnia nie jest zniedołężniała – wręcz przeciwnie. Odchowały już dzieci, zakończyły pracę zawodową i mają sporo wolnego czasu, by poświęcić go na realizację swoich marzeń. Starsi ludzie chcą się bawić, podróżować, uczyć języków obcych, zapoznawać z nowymi technologiami.
Co zatem oferują Uniwersytety Trzeciego Wieku?
Nie można odpowiedzieć na tak postawione pytanie, ponieważ jesteśmy stowarzyszeniem a zatem mamy to, co sami sobie zorganizujemy. Nasza oferta zmienia się i ewaluuje w zależności od aktualnych potrzeb.
Co zatem można znaleźć w aktualnej ofercie?
Po pierwsze kursy językowe, które cieszą się niesłabnącą popularnością. Obecnie mamy 8 grup językowych – 5 j. angielskiego i po jednej j. francuskiego, niemieckiego i włoskiego. Ta ostatnia powstała na wyraźne zapotrzebowanie, ponieważ wiele starszych osób  z naszego wyjeżdża do pracy we Włoszech a znając chociażby podstawy języka mają tam lepszą pozycję.
Po drugie - cyklicznie organizujemy kursy komputerowe, które mają zapobiegać tzw. wykluczeniu cyfrowemu. Do tej pory zorganizowaliśmy 15 takich kursów, w których każdorazowo uczestniczy 15-20 osób. Łatwo zatem przeliczyć, ile osób zdobyło w tym kierunku chociażby podstawowe umiejętności.
Ponadto w naszym Uniwersytecie  mamy możliwość rozwijania swoich pasji, których mamy naprawdę wiele. Jedną z nich jest malarstwo. Pod okiem wspaniałej instruktorki p. Heleny Pileckiej,  uczymy się podstaw rysunku i malarstwa, organizujemy plenery i wystawy..   Ostatni wernisaż miał miejsce w październiku, w dniu rozpoczęcia roku akademickiego.
Mamy również Klub Literacki. Spotykamy się średnio raz na  miesiąc i prowadzimy dyskusje na określony temat. Raz jest to Boże Narodzenie w poezji, innym razem jakiś autor, np. W. Szymborska. Co ciekawe mamy też Kabarecik Literacki. Zaczynaliśmy od tekstów Gałczyńskiego, potem był Fredro. Tu muszę się pochwalić, że na ogólnopolskim przeglądzie  amatorskich teatrów w Krakowie zajęliśmy 2 miejsce.
Ponadto w 2013 roku przygotowaliśmy przedstawienie jasełkowe. Wspólnymi siłami wykonaliśmy piękną szopkę i zrobiliśmy kukiełki. Zebraliśmy autentyczne teksty kolędowe, dzięki czemu było możliwe odtworzenie zwyczaju bożonarodzeniowych jasełek. Od tamtej pory w stosownym czasie odwiedzamy z naszą szopka przedszkola, szkoły czy domy pomocy społecznej.
Prowadzimy również Edukacyjny Klub Filmowy. Każde spotkanie zaczyna się prelekcją, potem jest projekcja filmu, następnie dyskusja. Spotkania odbywają się w cyklach i  za każdym razem poświęcone są  innej tematyce.
Kolejny Klub Rozrywki Umysłowej zrzesza miłośników scrabbli, brydża i wszelkiego typu krzyżówek.
Głównym szkieletem Uniwersytetu są jednak wykłady otwarte, na które mogą przyjść nie tylko członkowie Uniwersytetu, ale każdy mieszkaniec naszego miasta. Oferujemy wykłady z różnych dziedzin wiedzy.  Wykłady są  prowadzone przez pracowników różnych uczelni i instytucji jak wybitni lekarze specjaliści, prawnicy, podróżnicy, ambasadorzy, producenci filmowi, autorzy ciekawych książek czy inni. Największą popularnością cieszą się wykłady z zakresu zdrowia, psychologii, historii, i relacje z ciekawych wypraw i podróży. Mieliśmy również cykl ciekawych wykładów z kosmologii oraz z religii świata.  
Wszystko co Pani wymieniła odnosi się do umysłu. Czy oferujecie tez coś dla ciała?
Oczywiście. Prowadzimy również szeroko zakrojoną działalność nastawioną na uaktywnienie ruchowe seniorów. Oferujemy gimnastykę z elementami rehabilitacji, gimnastykę w wodzie, jogę, ćwiczenia na siłowni, nordic walking, jazdę rowerową. Nasi słuchacze biorą udział w spartakiadach. W tym roku na zawodach rozgrywanych w Łańcucie i w Nowej Dębie  zajęliśmy drużynowo  pierwsze miejsca. Organizowaliśmy też kursy tańca.
To rzeczywiście imponujące. Skąd bierzecie Państwo pieniądze na swoją działalność?
Działalność jest finansowana ze składek słuchaczy w wysokości 5 zł na miesiąc. Składamy też wnioski projektowe w konkursach ogłaszanych dla organizacji pozarządowych i często otrzymujemy dotacje na realizację różnych pomysłów.
Pomogliśmy również  Polonii w Odessie. Realizując dwa  projekty współfinansowane jeden przez Senat RP, a drugi przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zakupiliśmy dla Polonii polskie książki, filmy, sprzęt komputerowy i audiowizualny. Dzięki tym projektom  zespół polonijny pod nazwą POLSKIE KWIATY otrzymał polskie stroje ludowe  i uczestniczył w profesjonalnych warsztatach taneczno – wokalnych.      
To jeszcze nie koniec działalności…
Rzeczywiście. Osobną działką są działania, które integrują środowisko, czyli wszelkiego typu imprezy takie jak: ogniska, spotkania, zabawy taneczne, bale karnawałowe, spotkania  na powitanie wiosny, andrzejki, śledzik wielkopostny i inne.
W tym roku powstał nasz klub żeglarski. W ramach jego działalności seniorzy-pasjonaci  podjęli się wyremontowania starej łodzi żaglowej, która pod koniec wakacji została zwodowana na Jezioro Machowskie.
Zapomniałam jeszcze dodać o wycieczkach. Organizujemy takie jednodniowe po najbliższej okolicy, ale również zagraniczne, np. do Hiszpanii.
Kto może zostać słuchaczem Uniwersytetu Trzeciego Wieku i ilu jest obecnie członków?
Członkiem może zostać osoba która skończyła 50 lat, górnej granicy wiekowej nie ma.  Wszystkich członków mamy obecnie 350. Nad całością czuwa 9 osobowy Zarząd – oczywiście społecznie.
Po tak wyczerpujących informacjach o działalności uniwersytet chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o Pani.
Jestem absolwentką politechniki, magistrem inżynierem chemii. Pracowałam w inspekcji sanitarnej, byłam kierownikiem laboratorium. Byłam radną miasta, działaczem związków zawodowych, pilotem wycieczek zagranicznych, pracowałam w ubezpieczeniach, prowadziłam własną działalność. Obecnie szefuję Uniwersytetowi Trzeciego Wieku w Tarnobrzegu oraz jestem wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiej Federacji Uniwersytetów Trzeciego Wieku.
 Sporo tego się uzbierało. Można by powiedzieć, że „z niejednego pieca” Pani jadła.
Rzeczywiście nigdy nie lubiłam siedzieć bezczynnie i tak mi już zostało.
Co uważa Pani za sukces swojego życia?
Moją największą dumą jest fakt, że córka, dla której jestem zastępczą matką, skończyła studia i obecnie radzi sobie sama.
Co Pani robi w wolnym czasie – o ile ma Pani tak czas?
Nie lubię odpoczywać w głuszy i ciszy. Lubię podróżować, zwłaszcza w te miejsca, gdzie jest dużo ludzi, gdzie się coś dzieje, dlatego np. uwielbiam Paryż.  W tym roku zwiedziłam  Hiszpanię i Palestynę.
Lubię też jazdę na rowerze i pływanie.
Ma Pani wnuki. Czy w tak aktywnym życiu znajduje Pani dla nich czas?
Tak, mój syn ma dwóch wspaniałych chłopców, 5 i 9 lat, dla których jestem tradycyjną babcią, która lepi pierogi, piecze ciasteczka i śpiewa na dobranoc.
Książka czy film?
Zdecydowanie książka, zwłaszcza biograficzna.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Chyba nie ma takiej rzeczy. Jestem otwarta na wszelkie wariactwa.
Wiem, ze jest Pani siostrzenicą Hieronima Dekutowskiego i robi Pani wiele, by odzyskał należne mu dobre imię.
Tak, ponieważ wuj nie miał dzieci, więc najbliżsi żyjący krewni to siostrzeńcy i siostrzenice. Ja wychowałam się w rodzinnym domu Hieronima Dekutowskiego i chyba dlatego przejęłam   obowiązek zajęcia się tą sprawą. To ja w imieniu rodziny zgodziłam się na ekshumację rodziców Hieronima a moich dziadków, dzięki badaniom genetycznym  możliwa była identyfikacja szczątków wujka. To ja odbierałam od prezydenta Lecha Kaczyńskiego przyznamy mu pośmiertnie medal.  W tym roku założyłam z mężem Fundację im. Hieronima Dekutowskiego Zapory.
Plany, marzenia?
Chciałabym być zdrowa i nadal podróżować. Mam jeszcze jedno marzenie związane z Fundacją – chciałabym, aby kiedyś zrealizowany został film fabularny o  Hieronimie  Dekutowskim. Jego życiorys był tak niesamowity, że to po prostu gotowy scenariusz na film.
Życzę zatem, by zdrowie nadal dopisywało i udało się zrealizować jeszcze niejeden pomysł. Dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Miłośniczka tańca, gór, koni, haftu krzyżykowego i … - Joanna Sałek

Nauczyciel - wychowawca w Domu Dziecka: w wolnych chwilach tańczy, jeździ konno, wyszywa, członkini OSP i LOP-u   Joanna Sałek
Pani Joanno – proszę powiedzieć  kilka słów o sobie.
Już od 9 lat pracuję w Domu Dziecka w Tarnobrzegu. To jest moja pierwsza praca zawodowa i chciałabym, żeby była ostatnia.
Co sprawiło, ze wybrała Pani taki zawód?
Praktycznie od zawsze – odkąd tylko poszłam do szkoły – chciałam być nauczycielką w klasach I – III. Ponadto zawsze otaczały mnie dzieci, z którymi miałam i mam dobry kontakt.
Jak to się zatem stało, że jest pani wychowawczynią w Domu Dziecka?
Wiadomo, ze teraz trudno o pracę nauczyciela, szczególnie w klasach I – III a zatem, kiedy dostałam propozycję stażu w Domu Dziecka trochę się wahałam. Nie wiedziałam, czy podołam obowiązkom. Trochę się też bałam – w końcu to miała być moja pierwsza praca.
Co należy do Pani obowiązków?
Jestem nauczycielem wychowawcą, pod moją opieką 3 dziewczynki. Zajmuję się tym wszystkim, czym zajmują się rodzice – pomagam w lekcjach, chodzę na wywiadówki, do lekarza, dbam o ich ubiór, pomagam w przygotowywaniu posiłków.
Ilu wychowanków obecnie przebywa w tarnobrzeskim Domu Dziecka?
Obecnie jest to 14 dzieci w wieku od 10 do 18 lat.
Co najczęściej jest przyczyną pobytu dzieci w Domach Dziecka?
Są to tak zwane sieroty społeczne, które pochodzą z rodzin niewydolnych wychowawczo, zaniedbane środowiskowo, najczęściej z problemem alkoholowym.
No właśnie – ostatnio coraz głośniej o Płodowym Zespole Alkoholowym (FAS) – na czym to polega?
 Nazwą tą określa się  zespół chorobowy, który jest skutkiem działania alkoholu na płód w okresie prenatalnym. Charakteryzuje się spowolnionym rozwojem fizycznym przed i po urodzeniu a przede wszystkim uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, np. zaburzeniami motoryki, problemami z utrzymaniem równowagi czy koordynacji wzrokowo-słuchowej.
Ciągle jednak za mało tej wiedzy w środowisku np. nauczycielskim a nawet lekarskim.
Niestety tak. Zdarza się, że nauczyciele, którzy mają problem z naszymi wychowankami zrzucają to wszystko na karb domu Dziecka a tymczasem tak nie jest.
Sama jestem nauczycielem i wiem, ze – niestety – nie jesteśmy odpowiednio przygotowani do pracy z takimi dziećmi a szkoda, bo mamy coraz więcej uczniów z takim schorzeniami jak ADHD,  Zespół Aspergera, autyzm czy inne.
Zgadza się, dlatego powinno być organizowanych np. więcej szkoleń w tym kierunku. Uważam, że powinna być też ścisła współpraca między nauczycielami a wychowawcami z Domu Dziecka, aby lepiej poznać problemy naszych podopiecznych. Wtedy nasza wspólna praca powinna przynieść zamierzone efekty wychowawcze.
Co zatem  jest najtrudniejsze w Pani pracy?
Na pewno jest to praca bardzo obciążająca emocjonalnie. Nasi wychowankowie to dzieci, które już wiele przeszły, zostały nie raz skrzywdzone przez los, przez co stały się nieufne i zamknięte. Czasem naprawdę trudno do nich dotrzeć. Dzieci nie chcą mówić o swoich problemach.
Co zatem sprawia największą radość?
Może to zabrzmi jak banał, ale … uśmiech dziecka. Jeśli dziecko zagubione, zamknięte w końcu zaczyna się uśmiechać, to jest to dla mnie największa radość i nagroda.
Słyszałam, że jest Pani organizatorką wielu różnych akcji na terenie placówki…
Tak, ja w ogóle jestem typem społecznika (śmiech).
Rzeczywiście, byłam współorganizatorką kilka przedsięwzięć, np. w ubiegłym roku udało nam się wydać kalendarz, do którego dzieci samodzielnie zrobiły fotografie. Wcześniej brały udział w bezpłatnych warsztatach fotograficznych.
Kolejną akcję zorganizowaliśmy dla chorego Kacperka, dla którego biegaliśmy.i zbieraliśmy nakrętki. Dzieci cieszyły się, że tym razem to one mogą komuś pomóc.
Wzięliśmy również udział w konkursie Domy Pozytywnej Energii, w którym udało nam się wygrać 50 tys. zł.  Pieniążki te – oczywiście w całości – przeznaczymy na potrzeby Domu Dziecka. Planujemy m.in. zakupić służbowy samochód, gdyż ten, co był do tej pory zepsuł się już całkowicie i obecnie korzystamy z prywatnych samochodów.
Braliśmy też udział w akcji Młody Ekolog, w ramach której zapraszaliśmy miłośników przyrody oraz organizowaliśmy wycieczki, wykonaliśmy też budki lęgowe i obserwowaliśmy ptaki. Powinnam tu wspomnieć, ze jestem też członkiem Ligii Ochrony Przyrody.
Przejdźmy teraz do Pani. Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
Uwielbiam tańczyć! Moi znajomi wiedzą, że Asia podrywa się jak tylko usłyszy muzykę.  Oczywiście oglądam też wszelkie turnieje taneczne, zarówno w telewizji, jak i na żywo w Tarnobrzegu.  Lubię również wędrówki po górach. Zdobyłam już 6  szczytów Korony Gór Polskich, planuję zdobycie następnych.
To może kiedyś Korona Ziemi?
Aż ta daleko nie planuję, ale kto wie …
W jesienno-zimowe wieczory uwielbiam haftować (haft krzyżykowy). Korzystam z  wzorów, które są w gazetach tematycznych.
To jeszcze nie wszystko?
Rzeczywiście,  już od wielu lat działam w Ochotniczej Straży Pożarnej w Mokrzyszowie. Można powiedzieć, że to taka nasza tradycja rodzinna.
Książka czy film?
To zależy od nastroju. Lubię i to i to.
Czy jest jakieś motto życiowe, którym się Pani kieruje w życiu?
Nigdy nie krzywdzić drugiego człowieka.
Największy sukces?
Nie mam jakichś spektakularnych sukcesów, potrafię się cieszyć nawet z najdrobniejszych.
Plany na przyszłość? Marzenia?
Chciałabym założyć rodzinę i mieć własne dzieci. Mam jeszcze jedno marzenie – chciałabym kiedyś mieć konia. Muszę przyznać, że w dzieciństwie uwielbiałam jeździć konno.
Życzę zatem, by tak się stało. Dziękuję za rozmowę