poniedziałek, 18 stycznia 2016

Architektka krajobrazu, projektantka ogrodów, nauczyciel – Anna Sadrakuła


Mówi o sobie krótko:  Jestem architektem krajobrazu. Prowadzę własną działalność gospodarczą "Sztuka zieleni". Oprócz tego pracuję w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Tarnobrzegu jako nauczyciel przedmiotów zawodowych związanych z projektowaniem i urządzaniem terenów zieleni - Anna Sadrakuła.
Pani Anno - skąd takie zainteresowania?
Kiedy w czwartej klasie LO zastanawiałam się nad wyborem dalszej drogi przeczytałam artykuł o projektowaniu ogrodów i stwierdziłam, że to jest to, co chciałabym robić. Od zawsze interesowałam się przyrodą, lubiłam też rysować, był to zatem kierunek, na którym mogłam połączyć swoje zainteresowania.  W tamtym czasie był to jednak nowy zawód. Kiedy zaczynałam studia można było go studiować zaledwie na 3-4 uczelniach.  Ja wybrałam Politechnikę Krakowską, gdzie na wydziale architektury studiowałam architekturę krajobrazu. Potem ukończyłam jeszcze studia podyplomowe – projektowanie ogrodu z domem rodzinnym - na SGGW w Warszawie.
Co Pani lubi  projektować najbardziej?
Ogrody przydomowe. Początkowo był to niejako wymóg środowiska, w którym się znalazłam, z czasem okazało się, że to jest właśnie to, co chciałabym robić.
Skąd coraz większy popyt na projektantów ogrodu?
Myślę, ze wynika to z z coraz większej świadomości ludzi. Na początku każdy chciał tylko projekt a tak zwane  nasadzenia robił sobie sam. Najważniejszy dla ludzi był wygląd domu i jego wnętrza. Z czasem ludzie zaczęli zwracać uwagę również na inne rzeczy – ogrodzenia, kostkę, ogród. Ogród tak naprawdę jest przecież niejako przedłużeniem domu – miejscem, gdzie – zwłaszcza latem – spędzamy bardzo dużo czasu.
Czy ludzie, którzy przychodzą do Pani mają gotowe pomysły czy też oczekują informacji od Pani?
Różnie z tym bywa. Na początku dużo rozmawiam z klientem. Pytam o jego pomysły, oczekiwania, jakie ma względem wymarzonego ogrodu i później staram się to uwzględniać w projekcie. Kiedy nasze koncepcje rozmijają się albo oczekiwania klienta są nierealne negocjuję z nim.
Ogród to nie tylko rośliny..
Zgadza się. Ogród to również elementy tak zwanej małej architektury – altanki, kaskady, oczka wodne, to również ogrodzenie i kostka brukowa. Wszystko powinno do siebie pasować. Trudniej jest mi robić projekt, gdy np. muszę się dopasować do ułożonego już bruku, ponieważ mam wtedy ograniczone pole działania.
Gdybyśmy tak uprościli koncepcje ogrodu, to jakich ogrodów Pani projektuje więcej – w stylu francuskim czy angielskim?
To naprawdę duże uproszczenie, wydaje mi się, ze jednak mniej więcej po połowie. W rozmowie z klientem najczęściej jednak trzeba zacząć właśnie od pytania, czy ogród ma być bardziej swobodny czy bardziej symetryczny.
Proszę o jakieś ciekawostki związane z ogrodami, które Pani już zaprojektowała, czyli tzw. naj …..
Najmniejszy ogród, jaki zaprojektowałam to tzw. przedogródek ok 40 m2, największy ponad 4000 m2  - najfajniejszy – chyba jestem w trakcie projektowania (na razie powstała koncepcja wstępna). Jeśli chodzi o najbardziej oryginalny to myślę, że jeszcze przede mną.
Chciałabym zapytać teraz Panią o Pani  ogród.
Mój ogród powstaje etapami. Nie miałam do tej pory na tyle czasu, by zaprojektować go w 100 procentach. Wiem, że będzie on niejako moją wizytówką i trochę mnie to przytłacza. Tak wiec ciągle zmieniam swoją koncepcję.
Jak powstaje taki projekt ogrodu?
Projekt powstaje etapami. Po rozmowie z klientem wykonuję pierwszy szkic, potem go omawiamy, uzgadniamy szczegóły. Następnie dobieram rośliny i planuję szczegółowe nasadzenia. Ostatnią, najbardziej żmudną czynnością, jest sporządzanie zapotrzebowania materiałowego – podliczenie ilości roślin i innych materiałów niezbędnych do realizacji projektu.
Czy projektuje Pani ręcznie czy komputerowo?
Zaczynałam ręcznie i szczerze mówiąc nadal tak robię, zwłaszcza w początkowej fazie projektowania – dopiero potem ręcznie wykonane szkice wprowadzam do programu i resztę robię już komputerowo. Uważam, że rysunek odręczny pozwala na uzyskanie pięknych miękkich linii, a ja uwielbiam te wszystkie wijące się kreski, koła. Projekty wykonane komputerowo, a zwłaszcza wizualizacje komputerowe, są bardzo przydatne w komunikacji z klientami - nie wszyscy bowiem mają wyobraźnię przestrzenną.  
Oprócz projektowania ogrodów zajmuje się Pani jeszcze innymi rzeczami. Przejdźmy teraz do spraw bardziej przyziemnych. Jak mówił Norwid „Ideał sięgnął bruku”. Co pani może powiedzieć o bruku? To raczej męskie zajęcie?!
 Na początek chciałabym powiedzieć, że nie zajmuję się bezpośrednio układaniem kostki brukowej a jej projektowaniem. Wbrew pozorom ładne ułożenie bruku to całkiem poważna sprawa. Ludzie coraz częściej zdają sobie z tego sprawę i dlatego szukają pomocy fachowców. Zdarza się, ze oprócz projektu nadzoruję układane kostki osobiście, ale dzieje się to np. w przypadku, gdy zaistniały jakieś niespodziewane przeszkody.
Co sprawia Pani najwięcej satysfakcji?
Zadowolenie klientów, to, że polecają mnie swoim znajomym.
Oprócz projektowania ..
Uczę architektury krajobrazu i projektowania zieleni w ZSP nr 2 . Muszę przyznać, że bardzo to lubię, chociaż nigdy nie myślałam o pracy w szkole. Na początku kosztowało mnie to wiele pracy i wysiłku, ale było warto. Praca ta daje mi mnóstwo satysfakcji. Startujemy w wielu konkursach ogólnopolskich i zajmujemy wysokie lokaty – w tym roku zdobyliśmy drugie miejsce, w ubiegłym – pierwsze.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z moich dwóch córek – jedna ma 5 lat, druga dopiero roczek.
Książka czy film?
Zależy kiedy – obecnie zdecydowanie książka, chociaż był taki okres w moim życiu, kiedy preferowałam oglądanie filmów.
Pani motto życiowe to …
Robić wszystko najlepiej jak potrafię.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Panicznie boję się węży a zatem na pewno nie wzięłabym ich do ręki.
Plany na przyszłość? Marzenia?
W przyszłości chciałabym poszerzyć swoją działalność o realizację ogrodów - obecnie w tym zakresie współpracuję z zaprzyjaźnioną firmą.
Jeśli chodzi o marzenia to nie mam jakichś specjalnych. Jestem szczęśliwym, spełnionym  człowiekiem nie odczuwam żadnej presji, by realizować jakieś wielkie marzenia.
Życzę zatem, by ciągle czuła się  Pani szczęśliwa i spełniona. Bardzo dziękuję za rozmowę.
 

sobota, 9 stycznia 2016

Malowanie jest tym, co daje mi najwięcej satysfakcji - Marta Lipowska

Młoda, utalentowana malarka, laureatka wielu nagród i wyróżnień, a przy tym osoba niezwykle skromna o delikatnym uśmiechu – Marta Lipowska – Ziemba.

Pani Marto – gdyby Pani miała przedstawić się dosłownie w kilku słowach, co powiedziałaby Pani o sobie?
W paru słowach będzie trudno, ale się postaram. Zajmuję się malowaniem obrazów i to jest teraz moim głównym zajęciem. Mam udaną rodzinę – męża i prawie piętnastoletnią córkę Ingę. Całe życie mieszkam w Tarnobrzegu.
Powiedziała Pani, że malarstwo jest teraz głównym Pani zajęciem.
Zawsze o tym marzyłam i od początku byłam przekonana, że chcę malować. Przyznaję, że rodzice i znajomi podchodzili do tego sceptycznie. Jest taki stereotyp, że artyści zostają docenieni dopiero po śmierci. Poznałam jednak wiele osób, które utrzymują się z malowania, czyniąc ze swojej pasji sposób na życie – to mnie przekonało, że warto powalczyć o swoje marzenia. Początkowo pracowałam „na etacie”, ale doszłam do wniosku, że to właśnie malowanie jest tym, co daje mi najwięcej satysfakcji i co najbardziej chcę robić w swoim życiu zawodowym.
W 2008 roku – według Kompasu Młodej Sztuki - została Pani okrzyknięta jedną z najwybitniejszych malarek nowego pokolenia.
Nie, nie sądzę, że tak jest. Nie wiem, na jakiej podstawie powstają takie rankingi.
Skąd zainteresowanie malarstwem?
Nie pamiętam dokładnie, ale już od przedszkola lubiłam usiąść w kąciku i malować. Mogłam to robić niemal bez przerwy i tak mi już zostało.
Może ma to Pani w genach?
Nie, nikt z mojej rodziny nie zajmował się malarstwem. Oczywiście, gdy zaczęłam zdobywać pierwsze nagrody – zgodnie z powiedzeniem, że sukces ma wielu ojców – wiele osób mówiło mi, że mam to po nich (śmiech).
Ma Pani jakąś ulubioną technikę malarską?
Tak, jest to malarstwo olejne na płótnie. To technika, którą posługuję się najczęściej i najchętniej. Charakterystyczna dla moich obrazów jest grubo nałożona farba – przeważnie szpachelką, chociaż maluję też pędzlem.
Ile czasu zajmuje namalowanie średniej wielkości obrazu?
To zależy od natchnienia. Czasem wystarczy godzina a czasem kilka godzin rozłożonych na kolejne dni.
Największy obraz, który Pani namalowała to …
1.50 na 1.20, doskonale go pamiętam – malowałam go na zamówienie do Stanów Zjednoczonych i miałam niemały problem, żeby go wysłać, ponieważ był ponadgabarytowy. Na szczęście jakoś się udało. O ile mi wiadomo, obecnie wisi nad kominkiem wielkości hutniczego pieca (śmiech).
Ulubiona tematyka ..
Jeszcze kilka lat temu córka była głównym tematem moich obrazów. Z czasem zaczęłam malować pejzaże, zwierzęta, obrazy bardziej abstrakcyjne, choć zawsze odnoszące się do natury.
Czy jest jakiś temat, którego by Pani nie podjęła się?
Nie, chyba nie ma takiego tematu. Zresztą mnie to jest najważniejsze, dla mnie w obrazie bardziej liczy się forma, czyli światło, kompozycja, kolory…
Jest Pani samoukiem, czy też ma wykształcenie w tym kierunku?
Ukończyłam Liceum Plastyczne w Rzeszowie a następnie w Lublinie malarstwo na Wydziale Artystycznym UMCS. Jestem więc dyplomowanym artystą.
Który z wielkich artystów jest dla Pani wzorem, inspiracją?
Jest ich wielu, ale nie mam jednego ulubionego. Nie chciałabym nikogo naśladować.
A prywatnie?
Bardzo bliskie jest mi malarstwo impresjonistów francuskich i kolorystów polskich. Myślę, że w moim malarstwie widać te inspiracje.
Nagrody, wyróżnienia. Czym chciałaby się Pani pochwalić?
Dostałam kilka nagród, m. in. w kieleckim „Przedwiośniu”, czy w sandomierskich „Porównaniach”,  ale uważam, że sztuka nie powinna podlegać tego rodzaju ocenie. Dlatego nie biorę już udziału w konkursach. Nie robię niczego pod gusta krytyków czy publiczności. Nie interesuje mnie rywalizacja z innymi artystami.
Gdzie można obejrzeć Pani wystawy?
Oczywiście w Internecie – to jest największa sala wystawowa na świecie. Ponadto kilka razy w roku staram się pokazać swoje prace na żywo. W tym roku najbliższą wystawą będzie zbiorowa ekspozycja w Londynie, potem (prawdopodobnie jesienią) w Krakowie.
Czy mąż podziela Pani pasję?
Częściowo tak. Sam nie maluje, ale czuje się zaangażowany, pomaga mi jak tylko może. Bardzo często jest też pierwszym recenzentem moich obrazów, autorem ich fotografii, administruje moją stroną internetową.
Co Pani sądzi o współczesnej sztuce?
Nie jestem krytykiem, ale obserwuję to, co dzieje się w świecie sztuki. Jest wiele interesujących zjawisk (dla mnie zwłaszcza te, które odnoszą się do sprawdzonych wzorców), znajduję też sporo rzeczy, które mi się nie podobają. Jednak myślę, iż sztuka współczesna to tak szerokie pojęcie, że trudno o jednoznaczną opinię. Chyba dopiero przyszłe pokolenia będą miały wystarczający dystans, aby to trafnie ocenić.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Że robię to, co lubię. Jestem też dumna z mojej córki, która interesuje się chemią. Niedawno, jako najmłodsza uczestniczka – gimnazjalistka – przeszła do drugiego etapu olimpiady chemicznej dla licealistów.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
Lubię podróżować – szczególnie na wschód i południe Europy. Jestem takim trochę niespokojnym duchem, ciągle mnie gdzieś nosi. W tym roku zaczęłam np. chodzić na zajęcia z tai chi, uczę się języka angielskiego.
Książka czy film?
Jedno i drugie – na szczęście nie muszę wybierać.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie skoczyłabym na bungee, nie interesują mnie sporty ekstremalne. Nie naraziłabym nigdy świadomie swojego ani cudzego życia. No i oczywiście nikogo nie chciałabym świadomie skrzywdzić.
Marzenia, plany na przyszłość?
 Chciałabym mieć swoją pracownię. Na razie maluję w mieszkaniu, co jest trochę kłopotliwe. A marzenia? Żeby zostało tak jak jest, by nie zmieniło się na gorsze.
A zatem życzę, by zostało przynajmniej tak jak jest, by nigdy nie zabrakło Pani weny twórczej, by odnosiła Pani kolejne sukcesy. Dziękuję za rozmowę.