sobota, 9 stycznia 2016

Malowanie jest tym, co daje mi najwięcej satysfakcji - Marta Lipowska

Młoda, utalentowana malarka, laureatka wielu nagród i wyróżnień, a przy tym osoba niezwykle skromna o delikatnym uśmiechu – Marta Lipowska – Ziemba.

Pani Marto – gdyby Pani miała przedstawić się dosłownie w kilku słowach, co powiedziałaby Pani o sobie?
W paru słowach będzie trudno, ale się postaram. Zajmuję się malowaniem obrazów i to jest teraz moim głównym zajęciem. Mam udaną rodzinę – męża i prawie piętnastoletnią córkę Ingę. Całe życie mieszkam w Tarnobrzegu.
Powiedziała Pani, że malarstwo jest teraz głównym Pani zajęciem.
Zawsze o tym marzyłam i od początku byłam przekonana, że chcę malować. Przyznaję, że rodzice i znajomi podchodzili do tego sceptycznie. Jest taki stereotyp, że artyści zostają docenieni dopiero po śmierci. Poznałam jednak wiele osób, które utrzymują się z malowania, czyniąc ze swojej pasji sposób na życie – to mnie przekonało, że warto powalczyć o swoje marzenia. Początkowo pracowałam „na etacie”, ale doszłam do wniosku, że to właśnie malowanie jest tym, co daje mi najwięcej satysfakcji i co najbardziej chcę robić w swoim życiu zawodowym.
W 2008 roku – według Kompasu Młodej Sztuki - została Pani okrzyknięta jedną z najwybitniejszych malarek nowego pokolenia.
Nie, nie sądzę, że tak jest. Nie wiem, na jakiej podstawie powstają takie rankingi.
Skąd zainteresowanie malarstwem?
Nie pamiętam dokładnie, ale już od przedszkola lubiłam usiąść w kąciku i malować. Mogłam to robić niemal bez przerwy i tak mi już zostało.
Może ma to Pani w genach?
Nie, nikt z mojej rodziny nie zajmował się malarstwem. Oczywiście, gdy zaczęłam zdobywać pierwsze nagrody – zgodnie z powiedzeniem, że sukces ma wielu ojców – wiele osób mówiło mi, że mam to po nich (śmiech).
Ma Pani jakąś ulubioną technikę malarską?
Tak, jest to malarstwo olejne na płótnie. To technika, którą posługuję się najczęściej i najchętniej. Charakterystyczna dla moich obrazów jest grubo nałożona farba – przeważnie szpachelką, chociaż maluję też pędzlem.
Ile czasu zajmuje namalowanie średniej wielkości obrazu?
To zależy od natchnienia. Czasem wystarczy godzina a czasem kilka godzin rozłożonych na kolejne dni.
Największy obraz, który Pani namalowała to …
1.50 na 1.20, doskonale go pamiętam – malowałam go na zamówienie do Stanów Zjednoczonych i miałam niemały problem, żeby go wysłać, ponieważ był ponadgabarytowy. Na szczęście jakoś się udało. O ile mi wiadomo, obecnie wisi nad kominkiem wielkości hutniczego pieca (śmiech).
Ulubiona tematyka ..
Jeszcze kilka lat temu córka była głównym tematem moich obrazów. Z czasem zaczęłam malować pejzaże, zwierzęta, obrazy bardziej abstrakcyjne, choć zawsze odnoszące się do natury.
Czy jest jakiś temat, którego by Pani nie podjęła się?
Nie, chyba nie ma takiego tematu. Zresztą mnie to jest najważniejsze, dla mnie w obrazie bardziej liczy się forma, czyli światło, kompozycja, kolory…
Jest Pani samoukiem, czy też ma wykształcenie w tym kierunku?
Ukończyłam Liceum Plastyczne w Rzeszowie a następnie w Lublinie malarstwo na Wydziale Artystycznym UMCS. Jestem więc dyplomowanym artystą.
Który z wielkich artystów jest dla Pani wzorem, inspiracją?
Jest ich wielu, ale nie mam jednego ulubionego. Nie chciałabym nikogo naśladować.
A prywatnie?
Bardzo bliskie jest mi malarstwo impresjonistów francuskich i kolorystów polskich. Myślę, że w moim malarstwie widać te inspiracje.
Nagrody, wyróżnienia. Czym chciałaby się Pani pochwalić?
Dostałam kilka nagród, m. in. w kieleckim „Przedwiośniu”, czy w sandomierskich „Porównaniach”,  ale uważam, że sztuka nie powinna podlegać tego rodzaju ocenie. Dlatego nie biorę już udziału w konkursach. Nie robię niczego pod gusta krytyków czy publiczności. Nie interesuje mnie rywalizacja z innymi artystami.
Gdzie można obejrzeć Pani wystawy?
Oczywiście w Internecie – to jest największa sala wystawowa na świecie. Ponadto kilka razy w roku staram się pokazać swoje prace na żywo. W tym roku najbliższą wystawą będzie zbiorowa ekspozycja w Londynie, potem (prawdopodobnie jesienią) w Krakowie.
Czy mąż podziela Pani pasję?
Częściowo tak. Sam nie maluje, ale czuje się zaangażowany, pomaga mi jak tylko może. Bardzo często jest też pierwszym recenzentem moich obrazów, autorem ich fotografii, administruje moją stroną internetową.
Co Pani sądzi o współczesnej sztuce?
Nie jestem krytykiem, ale obserwuję to, co dzieje się w świecie sztuki. Jest wiele interesujących zjawisk (dla mnie zwłaszcza te, które odnoszą się do sprawdzonych wzorców), znajduję też sporo rzeczy, które mi się nie podobają. Jednak myślę, iż sztuka współczesna to tak szerokie pojęcie, że trudno o jednoznaczną opinię. Chyba dopiero przyszłe pokolenia będą miały wystarczający dystans, aby to trafnie ocenić.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Że robię to, co lubię. Jestem też dumna z mojej córki, która interesuje się chemią. Niedawno, jako najmłodsza uczestniczka – gimnazjalistka – przeszła do drugiego etapu olimpiady chemicznej dla licealistów.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
Lubię podróżować – szczególnie na wschód i południe Europy. Jestem takim trochę niespokojnym duchem, ciągle mnie gdzieś nosi. W tym roku zaczęłam np. chodzić na zajęcia z tai chi, uczę się języka angielskiego.
Książka czy film?
Jedno i drugie – na szczęście nie muszę wybierać.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie skoczyłabym na bungee, nie interesują mnie sporty ekstremalne. Nie naraziłabym nigdy świadomie swojego ani cudzego życia. No i oczywiście nikogo nie chciałabym świadomie skrzywdzić.
Marzenia, plany na przyszłość?
 Chciałabym mieć swoją pracownię. Na razie maluję w mieszkaniu, co jest trochę kłopotliwe. A marzenia? Żeby zostało tak jak jest, by nie zmieniło się na gorsze.
A zatem życzę, by zostało przynajmniej tak jak jest, by nigdy nie zabrakło Pani weny twórczej, by odnosiła Pani kolejne sukcesy. Dziękuję za rozmowę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz