piątek, 26 lutego 2016

„Muzyka moje życie” - Anna Pintal

Rozmowa z pianistką, dyrygentką chóru, akompaniatorką, korepetytorem wokalnym, spod skrzydeł której wyszło wielu zdobywców nagród ogólnopolskich konkursów wokalnych Anna Pintal
Pani Aniu – skąd wzięła się ta miłość do muzyki?
Muzyka towarzyszyła mi już od 5 roku życia, kiedy to mój tato kupił pianino, na którym wraz z siostrą zaczęłam się uczyć grać. Już po roku, na prośbę nauczycielki, która chciała się nami pochwalić, zagrałyśmy pierwszy koncert. Po przyjeździe do Tarnobrzega kontynuowałam naukę u p. Jaworskiej, potem było ognisko muzyczne. Kiedy chodziłam do liceum poznałam panią prof. Irenę Wnęk, która wtedy prowadziła Chór Dominikański i zostałam jej prawą ręką. Dzięki niej szkołę przeszłam „koncertowo”.
Po szkole poszła Pani do Studium Kulturalno – Oświatowego w Krośnie. 
Tak, to właśnie prof. Wnęk mnie do tego namówiła. Oprócz nauki w studium współpracowałam z tamtejszym Domem Kultury. Tam też zrobiłam uprawnienia instruktora tańca, co bardzo przydało mi się w późniejszej pracy. Po powrocie do Tarnobrzegu pracowałam bowiem jako choreograf, prowadziłam kursy tańca i zespół taneczny.
Potem była Pani belferką.
Rzeczywiście. Przez 3 lata uczyłam muzyki w szkole podstawowej, a następnie w szkole muzycznej, która właśnie zaczynała swoją działalność. Przepracowałam w niej 30 lat, ucząc dzieci "śpiewać" na fortepianie. Jednocześnie współpracowałam z ówczesnym Wojewódzkim Domem Kultury Zagłębia Siarkowego  i prowadziłam rytmikę w przedszkolach Była Pani pracoholikiem? 
Na pewno byłam bardzo zapracowanym człowiekiem. Oprócz zajęć, które wymieniłam przed chwilą, zaczęłam akompaniować Zespołowi Pieśni i Tańca „Siarkopolanie. Współorganizowałam koncerty, obozy, warsztaty muzyczne. Robiłam aranżacje podkładów muzycznych. Wychodziłam z domu o ósmej i pracowałam często do 22. Nigdy nie patrzyłam (i nie patrzę) na zegarek. Pracuję dotąd aż osiągnę zamierzony cel.
Kolejną pasją był śpiew?
Tak, granie było cudowne, ale kiedy skończyła się epoka „Siarkopolan”, wymyśliłam sobie piosenki i założyłam Studio Piosenki, które prowadzę do tej pory. W międzyczasie skończyłam studia na kierunku wychowanie muzyczne w Kielcach oraz Państwową  Szkole Muzyczną II stopnia w klasie fortepianu.
Dużo jest u Pani tych „międzyczasów” 
 śmiech
Gra Pani z nut czy z głowy?
Zawsze mówię, że gram z… kapelusza. Muzyka gdzieś we mnie siedzi. Co usłyszę to zagram – nuty nie są mi potrzebne.
Wróćmy do Studia Piosenki. Czy wszyscy mogą tam się znaleźć, czy prowadzi Pani jakieś kwalifikacje?
Muszą to być dzieci, które mają jakąś iskierkę talentu, którą potem z przyjemnością rozwijam, dlatego robię takie małe przesłuchania. Potem patrzę, jak się rozwijają, zdobywają nagrody. Mam z tego ogromną satysfakcję. Spod moich skrzydeł wyszły takie sławy jak: Bożena Mazur, Dagmara Czechura, Karol Kosior, czy ostatnio Diana Ciecierska.
Największy sukces zawodowy to...
Wspomniany już Karol i Diana  – wygrali Ogólnopolski Konkurs Piosenki „Wygraj sukces”. Nagrodą była wycieczka do Eurodisneylandu.
Pracuje Pani zazwyczaj z dziećmi i młodzieżą. Ma Pani chyba do tego rękę, bo w 2012 roku została Pani laureatką tytułu „Tarnobrzeżanin Roku – Przyjaciel Dzieci i Młodzieży” w plebiscycie Tygodnika Nadwiślańskiego” .
Przyznaję, że bardzo się z tego ucieszyłam. To miło, że ktoś zauważył i docenił moją pracę.
Rok później została Pani uhonorowana tytułem Zasłużony Tarnobrzeżanin.
Tak się jakoś złożyło. Znalezienie się w tym gronie było i jest dla mnie dużym zaszczytem.
Pracowała Pani także z seniorami.
Tak, przez 17 lat współpracowałam z Domem Dziennego Pobytu. 
Chciałabym zapytać też o chór, który Pani prowadzi.
Sześć lat temu poszłam przypadkiem na próbę i zostałam. Tym sposobem historia zatoczyła koło. Kontynuuję dzieło rozpoczęte przez p. Wnęk. Robię to społecznie. Praca ta daje mi mnóstwo satysfakcji.
Czy oprócz muzyki ma Pani jakieś inne hobby?
Tak – moda. Śledzę najnowsze trendy modowe. Tego nauczyła mnie moja mama, która była niezwykle elegancką kobietą (całe życie robiła na drutach piękne, artystyczne swetry). Potem wpoiłam to córce. Lubię eksperymentować z ubraniami, coś przerabiać, modyfikować. Robię różne stylizacje dla dzieci. Mogłabym mieć przebieralnie i wypożyczalnie strojów.
Moją miłością są również psy. Lubię też sport, ale brakuje mi na niego czasu. Czasem pójdę na siłownię, trochę pobiegam, ale robię to nieregularnie. W tym akurat nie jestem zbyt systematyczna! A jeszcze jedno – uwielbiam słodycze. Na szczęście mam tyle ruchu i tak dobra przemianę materii, ze nie muszę się martwić o zbędne kilogramy.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie skoczyłabym na bungee, nie przeszła po linie zawieszonej gdzieś wysoko i pewnie jeszcze mnóstwa innych rzeczy.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z mojej córki Mileny i z siebie. Jednak bardziej z córki, dla której zrobiłabym absolutnie wszystko. Cieszę się, że podobnie jak ja, do wszystkiego doszła sama. Obecnie mieszka we Francji i świetnie sobie radzi. Prowadzi butik odzieżowy, ma kontrahentów w Chinach. To dzięki niej mogłam kilkukrotnie odwiedzić ten kraj. Muszę się też pochwalić, że wygrała francuską edycję programu „Zostań moją synową”. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyte, wspieramy się nawzajem.
Największy sukces?
Prywatny to oczywiście moja córka. Zawodowy to oczywiście sukcesy moich podopiecznych. Cieszę się, gdy widzę, jak z nieopierzonego kurczątka wychodzi piękna dziewczyna, świadoma siebie, odważna, a jej życiową pasją staje się muzyka. 
Plany, marzenia?
Plan na najbliższy czas to dokończenie remontu domu. A marzenia?  Chciałabym kiedyś osiedlić się we Francji i w końcu perfekcyjnie nauczyć się języka francuskiego.  Chciałabym też jeszcze zrobić coś dla siebie. Jeszcze nie wiem co, ale na pewno chcę się więcej uśmiechać.
Życzę zatem, by spełniły się wszystkie marzenia. Dziękuję za rozmowę.
 

środa, 24 lutego 2016

Propagatorka sportu, regionalistka, prawnuczka wójta Dzikowa – Jolanta Kret

Propagatorka sportu, zdrowego trybu życia, pasjonatka impresjonizmu, regionalistka, prawnuczka wójta Dzikowa – Jolanta Kret
Pani Jolanto – obecnie jest Pani na emeryturze, ale nadal prowadzi aktywne życie.
Rzeczywiście, nadal mam mnóstwo planów i ciągle rodzą się nowe pomysły, które próbuję realizować.
Zacznijmy może jednak od początku – od Pani pracy zawodowej.
Przez wiele lat byłam nauczycielem wychowania fizycznego w gimnazjum nr 2 w Tarnobrzegu. Początkowo nie udzielałam się bardzo, ponieważ miałam małe dzieci i moja uwaga skupiona była głównie na nich (rodzina jest i zawsze była dla mnie najważniejsza). Kiedy podrosły, dzięki dużemu wsparciu męża i mojej mamy zaczęłam realizować swoją pasję. Chciałam zaszczepić w młodzieży bakcyl sportu, aktywnego życia. Moja praca poszła w dwóch kierunkach – jeden to propagowanie sportu, drugi – organizacja imprez. Dzięki współpracy z Basią Mortką i Basią Moniakowską mogły być realizowane wszystkie moje plany.
Jednym z sukcesów był turniej piłki nożnej.
Tak, zorganizowałam taki turniej, na który zaprosiłam Czarka Kucharskiego. Nagrodą dla zwycięzców były dyplomy z jego autografem.
Kolejny pomysł to:
Zorganizowanie Noworocznego Turnieju Piłki Siatkowej dziewcząt i chłopców pod patronatem Prezydenta Miasta. Wtedy postanowiłam przyznawać zawodnikom nagrody indywidualne, np. król/ królowa ataku, najlepszy rozgrywający itp. Kto nie walczył bezpośrednio na boisku, był zaangażowany w organizację  imprezy.
Organizowała Pani również rozgrywki dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie.
Tak, właśnie dla tych dzieci zorganizowałam gry i zabawy, które zawsze odbywały się dzień przed turniejem. Do organizacji tego przedsięwzięcia włączył się również Zespół Szkół Specjalnych. Udało mi się pozyskać honorowy patronat p. Anny Dymnej a także spotkanie z nią.  Potem przyszły inne pomysły, np. paraolimpiada integracyjna w Bojanowie.
Była Pani też pomysłodawczynią zorganizowania pewnej wystawy ...
Była to wystawa prac plastycznych dzieci naszego gimnazjum i dzieci ze szkoły specjalnej. Wystawa odbyła się w ŚDK w Krakowie z okazji 800-lecia miasta i cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem.
Kolejnym Pani pomysłem jest organizowanie spotkań z ciekawymi ludźmi.
Organizując te spotkania chciałam pokazać, że ktoś, kto pochodzi z małego miasteczka też może w życiu dużo osiągnąć. Moimi - a właściwie naszymi gośćmi - byli m.in. Robert Korzeniowski, Cezary Kucharski, Andrzej Jakubowicz.
Była Pani również propagatorką zdrowego stylu życia.
Tak, ten temat był i jest mi bliski. Dzisiaj z powodzeniem kontynuuje go moja córka Marysia.
Widzę, że tych akcji nazbierało się całkiem sporo. Wiem, że zostało to docenione.
Tak, wielokrotnie otrzymywałam Nagrodę Dyrektora Szkoły czy też Prezydenta Miasta: zostałam odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej oraz Brązowym Krzyżem Zasługi.
Za swoją działalność była Pani również nominowana do tytułu Tarnobrzeżanin Roku 2010 w kategorii Przyjaciel Dzieci i młodzieży.
Było mi niezmiernie miło, że moje działania zostały dostrzeżone.
W 2005 roku gimnazjum, w którym Pani pracowała, otrzymało imię pani przodka - Jana Słomki. Co Pani wtedy czuła?
Co czułam? Przede wszystkim poczułam się zobligowana do większej aktywności na tym polu. Postanowiłam znaleźć coś, co łączy nasz XXI wiek z czasami mojego pradziadka. Wymyśliłam projekt „Osobowość szkolna”. Chodziło o uhonorowanie dzieci, które - oprócz nauki – wyróżniają się swoją działalnością na terenie szkoły i swojego miejsca zamieszkania.  Andrzej Niedziałek opracował regulamin i tak się zaczęło. Nagrodą dla zwycięzcy jest roczny kurs wybranego języka w Szkole Językowej WORD, który jest opłacony dzięki wsparciu mojej rodziny oraz dyr. WORD- a – p. Artura Romana. Cieszę się, że projekt spodobał się i w tym roku odbędzie się  już 12 edycja.
Przejdźmy teraz do roku 2012, który w naszym mieście został ogłoszony Rokiem Jana Słomki. Oczywiście Pani czynnie włączyła się w jego obchody.
Starałam się w miarę swoich możliwości. Biblioteka Miejska zorganizowała piękną wystawę, na którą użyczyłam rodzinnych pamiątek. Dzięki współpracy z p. Wisią  Skowrońską i Elą Chruściel został zorganizowany konkurs pt. „Mój Tarnobrzeg, moje wspomnienie”, na który wpłynęło bardzo dużo ciekawych prac literackich i plastycznych.
W trakcie trwania Roku Słomki wystąpiła Pani z gawędą „Życie z pasją” w Bibliotece Pedagogicznej.
Rzeczywiście, poprosiła mnie o to ówczesna p. dyr. Maria Dziamba. Pasją mojego pradziadka było przekazanie następnym pokoleniom tego, co widział, co przeżył. Chciałam zaszczepić w uczniach pasję regionalizmu.
Uczestniczyłam również w Maratonie Czytania „Pamiętników włościanina” autorstwa J. Słomki zorganizowanym z kolei przez p. Stanisławę  Mazur – dyr. Miejskiej Biblioteki w Tarnobrzegu.
Zdopingowana Rokiem Słomki zorganizowałam zjazd rodziny Słomków, w którym uczestniczyło około 70 osób.
Naprzeciwko Urzędu Miasta stoi ławeczka Jana Słomki. Czy siada Pani czasem na niej? Co Pani wtedy czuje?
Z ławeczką jestem związana od początku – towarzyszyłam wszystkim etapom jej powstawania. Tak, czasem na niej siadam. Zdradzę pewien sekret – jeśli się na niej usiądzie i pogłaszcze J. Słomkę po lewej ręce przyniesie nam szczęście!
Czy pochodzenie z tak znanej rodziny bardziej pomaga czy przeszkadza?
Na pewno pomaga. Dość szybko złapałam taką świadomość, że każde życie powinno być w pełni wykorzystane. W odkryciu tej myśli na pewno pomogły mi „Pamiętniki” mojego pradziadka.
Przejdźmy teraz do malarstwa, które jest Pani kolejną pasją.
Jestem zakochana w impresjonizmie. Z ogromną przyjemnością oglądam obrazy impresjonistów, szczególnie Vincenta van Gogha i Stanisława Wyspiańskiego. Lubię też malarstwo historyczne Jana Matejki.
Słyszałam, że lubi Pani zwierzęta
Tak, w naszym domu zwierzęta były zawsze. Pewnie dlatego jeden z synów został weterynarzem. Obecnie mamy Hakerka -  zdobywcę wielu medali.
Pani motto życiowe to …
Mam nawet dwa! Pierwsze to „Siła przykładu” (tego nauczył mnie mój tato); drugie „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Bez wątpienia z rodziny. Uważam, że to jest najważniejsze w życiu. Jest ona motorem wszystkich moich działań.
Największy sukces?
Powtórzę się – Rodzina i wykształcenie 4 dzieci.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Na pewno nie zjadłabym owoców morza!
Książka czy film?
I książka i film – tylko muszą być dobre. Muszą coś wnieść do mojego życia, czegoś mnie nauczyć.
Plany/ marzenia na przyszłość.
Aktualnie razem z Bogusią Boyen i Krzysiem Zwiefką realizuję spore przedsięwzięcie – chodzi o ufundowanie tablicy upamiętniającej pobyt w naszym mieście arcybiskupa Karola Wojtyły. Przy tej okazji razem z Elą Chruściel, Marią  Pałkus i Patrycją Krakowiak organizujemy konkurs pt „Święte słowa”. Czas realizacji tego projektu wydłuża się, ze względu na trwający remont kościoła  o. Dominikanów.
Jeśli chodzi o marzenia to mam  ich sporo. Chciałabym z mężem wybrać się w podróż życia - przejechać całą Europę i dotrzeć aż do Gibraltaru.
Życzę w takim razie, by te marzenia - a także wiele tych niewypowiedzianych  - zaczęły się spełniać. Dziękuję za rozmowę.