poniedziałek, 21 marca 2016

Specjalistka chorób psów i kotów – Katarzyna Maria Oręziak

Specjalistka chorób psów i kotów, kobieta z poczuciem humoru, która posiada szczególny dar ... – Katarzyna  Maria Oręziak
Na początek poproszę o kilka słów o sobie.
Nazywam się Katarzyna Oręziak, jestem lekarzem weterynarii. Wraz z mężem prowadzę Centrum Weterynaryjne „Mamut”w Tarnobrzegu.
Skąd taka pasja?
Zwierzęta kocham od zawsze. W moim rodzinnym domu (teraz zresztą też) zawsze biegały jakieś psy i koty. W liceum wybrałam profil biologiczno – chemiczny i w końcu zdecydowałam, że moja pasja będzie jednocześnie moją praca.
Studiowała Pani weterynarię w Lublinie. Wiem, że ukończyła ją Pani z wyróżnieniem, To jednak Pani nie wystarczyło.
Rzeczywiście, po ukończeniu studiów na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej  i rozpoczęciu pracy z „małymi” zwierzętami, zdecydowałam się jeszcze zrobić studia specjalizacyjne  „Choroby psów i kotów”.  Medycyna się cały czas rozwija i nie można zatrzymać się w miejscu. Staram się być na bieżąco z nowinkami, biorę udział w kongresach naukowych, szkoleniach. 
Jakim działem medycyny jest Pani szczególnie zainteresowana?
Interesuję się interną, kardiologią, dermatologią i diagnostyką laboratoryjną.
Pani pacjentami są najczęściej psy lub koty. Taki pacjent to chyba duże wyzwanie, bo przecież nie powie nam co go boli.
Rzeczywiście, to wyjątkowi pacjenci. Aby postawić właściwą diagnozę czasem trzeba wykonać szereg skomplikowanych badań, to trochę praca detektywa (zanim postawi się diagnozę). I to jest pasjonujące, bo każdy pacjent jest inny, nie ma czasu na nudę. Jest to jednak bardzo wdzięczny pacjent, który może nie ułatwia (czasem chce ugryźć i podrapać), ale i … nie utrudnia pracy.
Wszystkie badania wykonywane są na miejscu?
Tak, mamy pracownię diagnostyczną – RTG, USG, pracownię analityczną, salę chirurgiczną, a nawet szpital dla zwierząt. Współpracujemy także z zewnętrznymi laboratoriami weterynaryjnymi w Polsce i za granicą. Jeśli to konieczne konsultujemy pacjentów z innymi specjalistami.
Pacjent, który szczególnie zapadł Pani w pamięć to …
Jest ich wielu ...  Z zabawniejszych sytuacji: To była suczka, która … upiła się. Okazało się, że zjadła owoce z nalewki, które zostały wyrzucone na kompostownik.
Co Pani robi w wolnym czasie?
Dzielę życie na pracę i dom oczywiście. Wolny czas lubię spędzać z rodziną i przyjaciółmi. Lubię czytać (kryminały szczególnie) i aktywnie spędzać czas: rower, ruch, taniec… (sporty ekstremalne nie są dla mnie). Lubię wycieczki, choć na to ostatnio brakuję czasu. Cenię sobie u ludzi poczucie humoru, lubię pożartować. Niektórzy uważają, że mam pewien „dar” - urządzenia elektroniczne czasem przy mnie wariują, ... o czym się Pani przekonała (śmiech)
Największy sukces?
Cieszy mnie, że od podstaw wraz z mężem stworzyliśmy naszą lecznicę i mogę łączyć pracę z pasją. Każdy wyleczony pacjent, zwierzę któremu się pomogło, to największy sukces, i to cieszy bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze wiele sukcesów przede mną!
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z mojej rodziny oczywiście, to że mam wokół siebie przyjaciół i ludzi na których mogę polegać.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Trudne pytanie. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono.
Pani motto życiowe to ..
Że dobro do nas powraca, że warto być przyzwoitym człowiekiem. Brzmi to trochę patetycznie, ale tak uważam.
Czasem w życiu zdarzają się trudne momenty, ciężkie chwile. Jak Pani sobie z nimi radzi?
Nasza praca bywa stresująca, jest dużo emocji, zdarzają się smutne momenty. Staram się w każdej sytuacji zobaczyć jakąś pozytywną stronę. Pomaga także poczucie humoru i zdrowy dystans do życia.
Książka czy film?
Lubię jedno i drugie..... ale jednak książka.
Plany na przyszłość/marzenia?
...być szczęśliwym człowiekiem, a na to składa się wiele czynników. Nic więcej nie zdradzę :)
Życzę zatem, by wszystkie marzenia pomału się spełniały. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

niedziela, 20 marca 2016

Fryzjerstwo jest dla mnie rzeźbieniem formy – Iwona Brania



Kobieta, dla której fryzjerstwo jest rzeźbieniem formy a każde włosy to unikatowy materiał – Iwona Brania 


Fryzjerką chciałam być od zawsze … 
Nie! Pamiętam do dziś jak siedziałam w kuchni i płakałam, że nie chcę iść do szkoły zawodowej. Uważałam, ze nie uczę się tak źle. To był pomysł mojej mamy, która zauważyła, że mam zdolności w tym kierunku. Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły fryzjerskiej nadal nie byłam przekonana co do słuszności swojej decyzji. Wystarczył jednak pierwszy dzień praktyki, by wszystko się zmieniło.
Z nauki jednak Pani nie zrezygnowała? 
Po szkole zawodowej zrobiłam jeszcze technikum fryzjerskie, mnóstwo kursów, szkoleń i na pewno to jeszcze nie koniec mojej edukacji
Fryzjerstwo kojarzy się z farbowaniem włosów, ścinaniem, układaniem i … trwałą ondulacją. Jak jest w Pani przypadku?
Dla mnie to wszystko jest jak rzeźbienie formy, a każde włosy to unikatowy materiał
Nowa fryzura poprawia wygląd a przy okazji nastrój a może przede wszystkim nastrój?
Tak, można tak powiedzieć. Zdarza się, że klient, klientka przychodzi do mnie zmęczona, smutna czy zamyślona a wychodzi uśmiechnięta, z podniesioną głową. Cieszę się, że mogę się do tego przyczynić.
Czy klienci przychodzą do Pani z gotowym pomysłem na fryzurę, czy też zdają się na Panią?
Zazwyczaj wiedzą, czego chcą. Jak ktoś siada na fotel i mówi, ze nie wie, co chce to tak naprawdę wie, trzeba tylko uważnie go obserwować i słuchać
Czy zdarza się, że klient przyjdzie z konkretnym pomysłem a Pani mówi nie?
Bardzo rzadko, ale się zdarza. Czasem ktoś wymyśli sobie naprawdę piękną fryzurę czy kolor, ale kompletnie do niego nie pasuje albo po prostu nie da się jej zrobić, gdyż jego włosy do tego się nie nadają.
Klientka, która zapadła Pani szczególnie w pamięci to …
Nie mam takiej, wszystkie są wyjątkowe. Lubię ludzi, staram się traktować każdego klienta tak, jakbym to ja siedziała na fotelu. Zawsze daje z siebie ile mogę, ile potrafię
W takim razie zapytam o największe wyzwanie …
Największym wyzwaniem w ostatnim czasie było zrobienie fryzury u pani z łysieniem androgenicznym. Udało się; klientka wyszła zadowolona, umówiła się na kolejną wizytę.
Ostatnie trendy fryzjerskie to ..
Obecnie nie ma jako takiej mody w cięciach, schodziło się z cieniowania, wciąż jeszcze przy krótkich fryzurach wycina się ostrzej boki, uwydatnia górę fryzury, także u panów. Nadal też na topie jest męski zarost od "trzydniowego" po długie brody Ombre odeszło do lamusa, sombre powoli też się modyfikuje i przechodzi w prześwietlenia..Jest za to tendencja, która się nie zmienia, na lato się rozjaśniamy a na zimę przyciemniamy.
Przed spotkaniem z Panią przeczytałam opinie o Pani salonie. Pozwolę sonie zacytować niektóre: rewelacja, przyjazna atmosfera, dobre podejście do klienta, wspaniałe doradztwo, profesjonalizm.
Dziękuję. To naprawdę miłe.
Czy ma Pani jeszcze jakieś inne zainteresowania?
Tak, uwielbiam chodzić do kina. Mogłabym tam bywać 3-4 razy w tygodniu. Piszę też wiersze i właśnie planuję ich wydanie..
Pani motto życiowe brzmi …
„Jedno życie – jedna szansa.” Innymi słowy – musisz dobrze żyć, bo nic się nie powtórzy.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie ma chyba takiej rzeczy, której bym nie zrobiła. Życie jest okrutne i nigdy nie wiadomo do czego nas zmusi. Mam wręcz wrażenie że gdy czegoś się człowiek wypiera, to potem zostaje w tym temacie wystawiony na próbę. Nie lubię tego.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z moich córeczek i z tego, że mam pewne zasady, których mimo upływu lat, nadal się trzymam.
Największy sukces to …
Nie mam, codziennie zauważam małe sukcesy, z których się cieszę.
W życiu zdarzają się cięższe chwile, przychodzą różne trudności. Jak sobie Pani z nimi radzi?
Staram się być osobą świadomą,  wyrozumiałą i niepretensjonalną, to bardzo pomaga ... przynajmniej wiem, że jeśli ktoś wyciąga do mnie rękę, to robi to ze szczerego serca. No i wszędzie szukam plusów.
Pozostaje mi zapytać o Pani plany, marzenia.
Plan na najbliższą przyszłość to wydanie tomiku wierszy, o którym wspominałam. Chciałabym też napisać książkę. Jeśli chodzi o marzenia to ich nie mam. Mam tylko cele, które staram się konsekwentnie realizować. Cel ponad wszystkimi: być szczęśliwą i nie unieszczęśliwiać innych. Żyć.
Życzę zatem, by wszystkie plany pomału się realizowały. Dziękuję za rozmowę.

piątek, 18 marca 2016

Kocha książki i sztukę, uwielbia gotować i ... tańczyć – Patrycja Krakowiak


Artystka, która godzinami potrafi stać przed obrazem Leonarda da Vinci i zastanawiać się nad każdym jego elementem, kobieta, która uważa, że gotowanie to magia; nauczyciel, w którym uczniowie widzą „bratnią duszę” – Patrycja Krakowiak

Pani Patrycjo – proszę nam się przedstawić.
Nazywam się Patrycja Krakowiak. To, jaka jestem w dużej mierze ukształtował mój dom rodzinny i ludzie, których spotykam na swojej drodze a muszę powiedzieć, że mam szczęście do spotykania fantastycznych osób.
Co zatem wyniosła Pani z rodzinnego domu?
W moim domu od dzieciństwa wpajano nam miłość do książek, do malarstwa, do sztuki. W zasadzie te tematy były na porządku dziennym. Często chodziliśmy do muzeów, na różne wystawy, wernisaże.  Z domu wyniosłam tez ogromną wrażliwość, inne spojrzenie na świat, dostrzeganie rzeczy, które inni omijają – potrafię np. usiąść i zapatrzeć się w wodę, w której odbijają się promienie słoneczne.
Powiedziała Pani, że na swojej drodze spotyka fantastyczne osoby – może coś bliżej o nich.
Tak, ponieważ jestem nauczycielem, chciałabym tu wspomnieć o tych, którzy przyczynili się do tego. Jednym z nich jest profesor Dariusz Bożek. To on pokazał mi, jaki powinien być nauczyciel,  z jaką empatią i niesamowitą wrażliwością trzeba podchodzić do ucznia. Pani Jolanta Dobrowolska to nauczyciel, który nigdy nie przeszedł obojętnie obok ucznia, zawsze przystanął, starał się pomóc. Jest tu miejsce dla Joli Kret - nauczyciela z pasją. To ona pokazała mi - proponując współpracę przy wielu projektach - że nauczanie to nie tylko lekcje. Właśnie ci nauczyciele ukształtowali moją postawę wobec moich uczniów. To, co ja dostałam, chciałabym teraz przekazać innym, żeby uczniowie przychodzili do szkoły z radością.
Czy zatem od początku wiedziała Pani, że zostanie nauczycielem?
Nie, miałam inne plany. Swoją przyszłość wiązałam z chemią. Dopiero w czwartej klasie liceum zdecydowałam, ze pójdę do szkoły plastycznej. Zaczęłam intensywnie pracować, poprawiać swój warsztat malarski, uczyć się historii sztuki. I udało się – zaczęłam studiować.
Co zatem spowodowało, że jednak zdecydowała się Pani zostać belfrem?
Byłam na wydziale nauczycielskim, chodziłam na praktyki. Spodobało mi się to, jaką energią dysponują uczniowie i jak potrafią nią naładować człowieka.
Który artysta/ kierunek malarski jest Pani szczególnie bliski?
Nie mam ulubionego artysty ani kierunku. Podobają mi się konkretne dzieła. Potrafię godzinami stać przed „Giocondą” Leonardo da Vinci i zastanawiać się nad każdym elementem namalowanym przez tego artystę.
Jak powstają Pani obrazy?
Maluję najczęściej pod wpływem emocji – siedzę sobie i nagle widzę, jak ma wyglądać gotowy obraz. Zaczynam malować, ale na początku są to jedynie kropki i kreski.
Czy miała już Pani swoją wystawę?
Jeszcze nie, ponieważ ciągle nie jestem gotowa. Czasami zanoszę swoje obrazy do galerii „Okno” .
Czy malować może każdy?
Tak, ale nie każdy będzie mistrzem. Można wyuczyć się techniki, ale nie mistrzostwa.
Zostawmy teraz na chwilę malarstwo, sztukę. Powiedziała mi Pani na początku, ze ma wiele pasji. Co zatem oprócz malarstwa?
Uwielbiam gotować. Kolory, zapachy, różnorodność przypraw to dla mnie prawdziwa magia. Mieszam je niczym farby na palecie.
Bardzo lubię też tańczyć. Od kilku lat uczęszczam na kurs tańca do szkoły „Tango”. Pierwszy raz „zaciągnęła” mnie tam córka. Spodobało mi się i zostałam.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
 Jestem bardzo dumna z mojej córki, z tego, że potrafi trafiać w sedno. Ma swoje poglądy, mocny szkielet moralny. Jest wspaniałym człowiekiem.
Największy sukces?
Niedawno dostałam od swoich uczniów drewniane serce z napisem „Bratnia dusza”. Nie muszę chyba mówić, co to dla mnie znaczy.
Oprócz sukcesów i pięknych chwil w życiu każdego człowieka zdarzają się też trudne momenty. Jak sobie Pani z nimi radzi?
Jan Paweł II powiedział, że „każdy z nas ma swoje Westerplatte”. Ja jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że mam wokół siebie ludzi, którzy zawsze stoją koło mnie, którzy potrafią mnie wesprzeć w każdej trudnej chwili.
Pani motto życiowe brzmi …
„Wszystko co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad, więc miej świadomość tego co robisz” (P. Coelho) Wierzę, że to, co robimy ma wpływ na drugiego człowieka,  zawsze jakoś do nas wraca. Mam też drugie motto – „Nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko jest kwestią czasu” – to cytat mojego mistrza – Leonarda da Vinci.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie skoczyłabym na bungee; a poważnie – nigdy nie złamałabym swoich zasad..
Książka czy film?
Książka. Mam z nimi kontakt od dziecka. Czytam wszędzie, kilka książek na raz. Nawet teraz mam przy sobie.
Plany na przyszłość/marzenia?
Od spełniania marzeń jest mój mąż. Z marzeniami jest zresztą tak, że kiedy się spełniają nie są już tak piękne jak te, o których marzymy, często nas rozczarowują.
Życzę zatem, by spełnione były tak samo piękne jak te, na które Pani czeka. Dziękuję za rozmowę.