piątek, 18 marca 2016

Kocha książki i sztukę, uwielbia gotować i ... tańczyć – Patrycja Krakowiak


Artystka, która godzinami potrafi stać przed obrazem Leonarda da Vinci i zastanawiać się nad każdym jego elementem, kobieta, która uważa, że gotowanie to magia; nauczyciel, w którym uczniowie widzą „bratnią duszę” – Patrycja Krakowiak

Pani Patrycjo – proszę nam się przedstawić.
Nazywam się Patrycja Krakowiak. To, jaka jestem w dużej mierze ukształtował mój dom rodzinny i ludzie, których spotykam na swojej drodze a muszę powiedzieć, że mam szczęście do spotykania fantastycznych osób.
Co zatem wyniosła Pani z rodzinnego domu?
W moim domu od dzieciństwa wpajano nam miłość do książek, do malarstwa, do sztuki. W zasadzie te tematy były na porządku dziennym. Często chodziliśmy do muzeów, na różne wystawy, wernisaże.  Z domu wyniosłam tez ogromną wrażliwość, inne spojrzenie na świat, dostrzeganie rzeczy, które inni omijają – potrafię np. usiąść i zapatrzeć się w wodę, w której odbijają się promienie słoneczne.
Powiedziała Pani, że na swojej drodze spotyka fantastyczne osoby – może coś bliżej o nich.
Tak, ponieważ jestem nauczycielem, chciałabym tu wspomnieć o tych, którzy przyczynili się do tego. Jednym z nich jest profesor Dariusz Bożek. To on pokazał mi, jaki powinien być nauczyciel,  z jaką empatią i niesamowitą wrażliwością trzeba podchodzić do ucznia. Pani Jolanta Dobrowolska to nauczyciel, który nigdy nie przeszedł obojętnie obok ucznia, zawsze przystanął, starał się pomóc. Jest tu miejsce dla Joli Kret - nauczyciela z pasją. To ona pokazała mi - proponując współpracę przy wielu projektach - że nauczanie to nie tylko lekcje. Właśnie ci nauczyciele ukształtowali moją postawę wobec moich uczniów. To, co ja dostałam, chciałabym teraz przekazać innym, żeby uczniowie przychodzili do szkoły z radością.
Czy zatem od początku wiedziała Pani, że zostanie nauczycielem?
Nie, miałam inne plany. Swoją przyszłość wiązałam z chemią. Dopiero w czwartej klasie liceum zdecydowałam, ze pójdę do szkoły plastycznej. Zaczęłam intensywnie pracować, poprawiać swój warsztat malarski, uczyć się historii sztuki. I udało się – zaczęłam studiować.
Co zatem spowodowało, że jednak zdecydowała się Pani zostać belfrem?
Byłam na wydziale nauczycielskim, chodziłam na praktyki. Spodobało mi się to, jaką energią dysponują uczniowie i jak potrafią nią naładować człowieka.
Który artysta/ kierunek malarski jest Pani szczególnie bliski?
Nie mam ulubionego artysty ani kierunku. Podobają mi się konkretne dzieła. Potrafię godzinami stać przed „Giocondą” Leonardo da Vinci i zastanawiać się nad każdym elementem namalowanym przez tego artystę.
Jak powstają Pani obrazy?
Maluję najczęściej pod wpływem emocji – siedzę sobie i nagle widzę, jak ma wyglądać gotowy obraz. Zaczynam malować, ale na początku są to jedynie kropki i kreski.
Czy miała już Pani swoją wystawę?
Jeszcze nie, ponieważ ciągle nie jestem gotowa. Czasami zanoszę swoje obrazy do galerii „Okno” .
Czy malować może każdy?
Tak, ale nie każdy będzie mistrzem. Można wyuczyć się techniki, ale nie mistrzostwa.
Zostawmy teraz na chwilę malarstwo, sztukę. Powiedziała mi Pani na początku, ze ma wiele pasji. Co zatem oprócz malarstwa?
Uwielbiam gotować. Kolory, zapachy, różnorodność przypraw to dla mnie prawdziwa magia. Mieszam je niczym farby na palecie.
Bardzo lubię też tańczyć. Od kilku lat uczęszczam na kurs tańca do szkoły „Tango”. Pierwszy raz „zaciągnęła” mnie tam córka. Spodobało mi się i zostałam.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
 Jestem bardzo dumna z mojej córki, z tego, że potrafi trafiać w sedno. Ma swoje poglądy, mocny szkielet moralny. Jest wspaniałym człowiekiem.
Największy sukces?
Niedawno dostałam od swoich uczniów drewniane serce z napisem „Bratnia dusza”. Nie muszę chyba mówić, co to dla mnie znaczy.
Oprócz sukcesów i pięknych chwil w życiu każdego człowieka zdarzają się też trudne momenty. Jak sobie Pani z nimi radzi?
Jan Paweł II powiedział, że „każdy z nas ma swoje Westerplatte”. Ja jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że mam wokół siebie ludzi, którzy zawsze stoją koło mnie, którzy potrafią mnie wesprzeć w każdej trudnej chwili.
Pani motto życiowe brzmi …
„Wszystko co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad, więc miej świadomość tego co robisz” (P. Coelho) Wierzę, że to, co robimy ma wpływ na drugiego człowieka,  zawsze jakoś do nas wraca. Mam też drugie motto – „Nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko jest kwestią czasu” – to cytat mojego mistrza – Leonarda da Vinci.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie skoczyłabym na bungee; a poważnie – nigdy nie złamałabym swoich zasad..
Książka czy film?
Książka. Mam z nimi kontakt od dziecka. Czytam wszędzie, kilka książek na raz. Nawet teraz mam przy sobie.
Plany na przyszłość/marzenia?
Od spełniania marzeń jest mój mąż. Z marzeniami jest zresztą tak, że kiedy się spełniają nie są już tak piękne jak te, o których marzymy, często nas rozczarowują.
Życzę zatem, by spełnione były tak samo piękne jak te, na które Pani czeka. Dziękuję za rozmowę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz