niedziela, 17 kwietnia 2016

Tatuaże i dobra kuchnia - Diana Kowalczyk


Młoda, ambitna, lubi tatuaże i .... dobrą kuchnię - od kilku lat z powodzeniem prowadzi swój blog kulinarny - Diana Kowalczyk
Pani Diano - prowadzi Pani swój blog kulinarny "Mienta blog". Jako polonistka od razu zapytam – prowokacja, przypadek, chwyt marketingowy?
Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu znajomi zaczęli tak na mnie mówić. Postanowiłam to wykorzystać. Wiedziałam jednak, że kiedy ktoś wpisze w wyszukiwarkę mięta to będą wyskakiwały strony związane z ta przyprawą. Ja jednak chciałam, by ludzie od razu trafiali na mój blog stąd wpadłam na pomysł, by wykorzystać błędną pisownię – stąd Mienta blog.
To jednak chwyt marketingowy.
Niech będzie i tak :)
Kiedy nauczyła się Pani gotować?
Kiedy miałam 18 lat chciałam się usamodzielnić i wyjechałam z Polski. Muszę przyznać, że wtedy kompletnie nie umiałam gotować.  Zaczęłam się uczyć, ale na początku niezbyt mi to wychodziło. Potem wróciłam do kraju, poznałam mojego obecnego męża i okazało się, że gotuję coraz lepiej. Zaczęłam robić zdjęcia potrawom, które własnoręcznie zrobiłam, by pochwalić się swoim rodzicom i siostrze. Miałam wtedy manie zapisywania swoich przepisów na małych karteczkach, które potem gdzieś „zapodziewały się”.  Postanowiłam wtedy zrobić coś, by zarówno przepisy jak i zdjęcia znajdowały się w jednym miejscu. Zaczęłam dodawać je na różne portale kulinarne.
Potem jednak zapragnęła Pani mieć swoje własne miejsce…
Tak, kiedy okazało się, że dodawane przeze mnie przepisy cieszą się dużą popularnością, postanowiłam założyć własny blog i tak narodził się Mienta blog. W tym czasie zaczęłam też odnosić pierwsze zwycięstwa w różnych konkursach kulinarnych i chciałam, żeby to szło już na moje własne konto.
Współpracowała Pani z wieloma portalami, na których ukazywały się Pani przepisy. Proszę wymienić kilka.
Polska Gotuje, Gotuj krok po kroku, przez ponad rok tworzyłam przepisy dla marki Kenwood, a przez trzy lata dla Winiary.
Współpracowała Pani też z naszą lokalną gazeta – Tygodnikiem Nadwiślańskim.
Tak, przez pewien okres czasu prowadziłam tam rubrykę Mientowa kuchnia. Moje przepisy pojawiały się także w wydaniach świątecznych.
Pani przepisy znalazły się również w książce Karola Okrasy a to już chyba duże wyróżnienie?
Rzeczywiście. Książka nosi tytuł „Kuchnia pełna zdrowia”. Za każdym razem, gdy jakiś z moich przepisów zostaje wyróżniony przez takie osoby jak Karol Okrasa, Andrzej Polan, czy Grzegorz Łapanowski, sprawia mi to ogromną radość i motywuje do wymyślania jeszcze lepszych receptur.
Czy Pani też zdrowo gotuje u siebie w domu?
Tak, staram się, by przygotowywane przeze mnie posiłki były odpowiednio zbilansowane i zróżnicowane a do tego, by apetycznie wyglądały. – stąd do każdego przepisu dodaję zdjęcie już wykonanej potrawy.
Jak powstają Pani najlepsze przepisy?
Trudno powiedzieć, czasem przychodzą mi do głowy ot tak po prostu, czasem kombinuję i improwizuję ze składników które mam pod ręką. Inspirują mnie także znajomi blogerzy.
Jakie danie lubi Pani przyrządzać najbardziej?
Zdecydowanie śniadania, które staramy się celebrować. Jemy wtedy np. kaszę jaglaną na słodko.
Co jest podstawą Pani jadłospisu?
Myślę, że owoce, zdecydowanie owoce. A także różnego rodzaje kasze, które uwielbiamy całą rodziną.
Czy jest coś, czego by Pani nie zjadła?
Oczywiście, np. nie lubię mięsa, oliwek, nie przepadam za sałatą ….
Druga Pani pasją są ….. tatuaże! Nie tak dawno otworzyła Pani wraz z mężem studio tatuażu Kowal Tattoo 
To było moje marzenie, które zrealizowaliśmy w 2012 roku.
Skąd takie zainteresowania?
Właściwie to nie wiem, skąd się wzięło. Wiem tylko, ze już w liceum pragnęłam mieć pierwszy tatuaż. Niestety, rodzice się wtedy nie zgodzili. Powiedzieli, ze jak będę dorosła i nadal będę chciała, to wtedy mogę to zrobić.
I z tego, co widzę dopięła Pani swego.
No cóż, pierwszy tatuaż zrobiłam sobie, jak skończyłam 18 lat, potem były następne….
Kiedyś wytatuowani byli jedynie marynarze i … kryminaliści. Nie obawiała się Pani, że ktoś przypnie Pani taką łatkę, że będzie krytykował?
Rzeczywiście, kiedyś tak to wyglądało. Na szczęście teraz już się zmieniły czasy. Nie spotkałam się nigdy z wrogością ani niechęcią z tego powodu.
Jak długo robi się taki tatuaż?
To zależy od wielu czynników, m.in. od wielkości tatuażu, miejsca, gdzie robimy, wprawy i doświadczenia osoby wykonującej i techniki. Może to być  pół godziny a może kilka godzin.
Co takiego jest w tatuażach, że ludzie decydują się na nie? Przecież to chyba boli?
Trochę boli, to zależy od naszej odporności na ból, ale przecież regulacja brwi też boli a jednak większość kobiet to robi (śmiech).
Kto najczęściej robi sobie tatuaż?
Chyba młodzi ludzie, ale zdarza się, że najpierw zrobi sobie mama a potem przychodzi jej syn. Oczywiście zdarzają się też naprawdę starsze osoby – słyszałam o kobiecie ponad osiemdziesięcioletniej, która zrobiła sobie swój pierwszy tatuaż.
Czy można usunąć tatuaż?
Tak, można to zrobić laserem, ale potrzeba na to kilku sesji. Robi się to podobnie jak przy likwidacji znamion.
No dobrze, przejdźmy teraz do Pani.  Pani  motto życiowe brzmi …
Staram się żyć własnym życiem, nie wtrącam się do życia innych i chciałabym, żeby tez nikt nie wtrącał się do mojego. Wyznaję też zasadę, nie rób drugiemu co tobie nie miłe.
Największy sukces?
Prywatnie to fakt, że udało mi się założyć rodzinę, że mam dobrego męża i wymarzoną córeczkę a zawodowo? Myślę, że jeszcze przede mną.
Czego by Pani  nigdy nie zrobiła?
Nie napiłabym się nigdy wódki. Nawet na własnym weselu nie wypiłam ani jednego kieliszka. Nie zrobiłabym też nigdy tatuażu na twarzy.
Największe szaleństwo w Pani życiu.
Myślę, że to dopiero przede mną!
Plany na najbliższą przyszłość/marzenia?
Na razie chcielibyśmy kupić własne mieszkanie, potem zacząć podróżować. Mam jeszcze kilka marzeń – chciałabym np. wydać kiedyś własną książkę kucharską. Myślę też o założeniu jeszcze jednego biznesu. Na razie jednak nie chciałabym zdradzać, co to będzie.
Życzę w takim razie wydania książki a także spełnienia innych marzeń. Dziękuję za rozmowę.

czwartek, 14 kwietnia 2016

„Gotowanie to moja pasja” Monika Zając



Organizatorka wielu imprez o charakterze kulinarnym, pomysłodawczyni Nocy Smaków, która pasją gotowania „Zaraziła” się od swojej babci – Monika Zając


Pani Moniko – proszę powiedzieć nam kilka słów o sobie.
Przeszłyśmy na formę bardziej luźną i - jeśli pozwolisz - pozostańmy w takich relacjach. Przyznam szczerzę, że w roli "przepytywanej" czuję się trochę niezręcznie, bo zazwyczaj to ja przeprowadzam wywiady. Cóż mogę powiedzieć o sobie? Myślę,  że jestem szalona i lubię wyzwania.
Powiedziałaś, że to zazwyczaj Ty przeprowadzałaś wywiady, czyli generalnie byłaś po tej „drugiej stronie”. Może coś więcej o tej sferze życia zawodowego.
Przez ponad 10 lat pracowałam w Miejskiej Telewizji Tarnobrzeg, ale też współpracowałam z różnymi tytułami prasowymi. Przygoda z telewizją była dla mnie szczególna. Tu zdobyłam doświadczenie, miałam szczęście poznać fantastycznych ludzi, ale też realizować swoje pasje zawodowe. Telewizję tworzyliśmy od zera. Wojtek Kozieł i ś.p. Jarek Golik – to oni dali jej początek. Stworzenie takiego medium wcale nie było łatwe, ale wiele osób było przychylnych tej idei m.in. ówczesny prezydent Jan Dziubiński ze współpracownikami, a w szczególności  p. Bogusia Boyen, na którą zawsze mogliśmy liczyć.
Z roku na rok jednak rozwijaliście się, dochodziły nowe osoby.
Tak, zaczynaliśmy w 2001 roku – realizowaliśmy program „Tydzień w Mieście” i „Echa Tarnobrzega”. Potem doszły inne: „Muzyczny Tarnobrzeg” – Piotrka Dumy, „Magazyn Sportowy” – tworzony z pasją przez Sławka Strzałkę, „Regionalne Smaki”, które współtworzyłam wraz z fantastyczną ekipą i oczywiście najlepszym szefem kuchni – Markiem Łukasiewiczem, były też „Kulturałki”, „W szkole i w przedszkolu”, „Flesz”. Na antenie można było podziwiać zmieniający się Tarnobrzeg w programie „Z Archiwum MTVT” czy też poznawać nowe oblicze remontowanego zamku w Dzikowie. Ludzi przybywało zarówno tych, których było widać na antenie - Wieśka Kądziołkę, Piotrka Karnasa, Ewę Wójcik-Lis, Rafała Czubińskiego, Kasię Wierzbicką jak i tych, którzy pracowali nad montażem programu – Daniela Mazura, Dawida Wiśniewskiego, Krzyśka Trościńskiego, Wojtka Gruszczyńskiego i wielu innych. 
Z jakimi wyzwaniami przyszło Ci się zmierzyć? Co najbardziej utkwiło w Twojej pamięci?
Wyzwania to była nasza specjalność. Przykłady -  wybory Miss Tarnobrzega, Majówki z Telewizją Tarnobrzeg i zmagania gmin,  koncerty, mikołajki dla dzieci i wiele innych. Jednak z wielu różnych akcji była jedna - dla mnie szczególna - kampania poświęcona profilaktyce raka piersi „Być Kobietą”. Inspiracją, choć może to nie jest właściwe słowo, była śmierć bliskiej mi osoby. Nie chciałam aby poszła na marne.
Na czym zatem polegała akcja?
Wspólnie z Beatą Wilczewską i Jakubem Gadzalskim z Akademii Kreowania Wizerunku przygotowaliśmy zdjęcia 12 wyjątkowym tarnobrzeżankom, które zgodziły się zostać twarzą kalendarza. Panie sami wybraliśmy. Zależało nam, aby były to kobiety „pozytywne”, ciekawe. Kampania miała wymiar nie tylko informacyjny; udało nam się zebrać pieniądze dla stowarzyszenia tarnobrzeskich Amazonek na zakup fantomu do badania piersi.
Twoją wielką pasją jest jednak … gotowanie!
O tak!!! Zaraziłam się nią od mojej babci, która mimo swojego wieku jest nadal świetną kucharką. Po prostu jest niesamowita.
Wspólnie z przyjaciółmi stworzyłaś portal kulinarny „dolinasmaku.eu” skąd taki pomysł?
Pomysł „kiełkował” już w telewizji, kiedy razem z Markiem Łukasiewiczem i m.in. Lasowiaczkami z Baranowa Sandomierskiego nagrywaliśmy program „Regionalne Smaki.” Jeździliśmy wówczas po całym powiecie tarnobrzeskim i Sandomierzu i nagrywaliśmy różne historie, zbieraliśmy regionalne przepisy. Po zakończonej przygodzie w telewizji czegoś nam brakowało, więc wpadliśmy na pomysł stworzenia portalu, w którym będzie można znaleźć przepisy na smaczne dania, w tym regionalne. Portal dał nam też możliwość działania w obrębie promocji dziedzictwa kulinarnego naszego regionu., ale nie tylko.
 Proszę pochwal się konkretnymi działaniami.
Naszym najbardziej „spektakularnym” wydarzeniem jest Noc Smaków, którą w tym roku organizowaliśmy po raz czwarty, w tym roku inspirowaliśmy się Jamesem Bondem. Wcześniejszej kuchnią regionalną i kuchnią fit.
A zaczęło się od …
Nocy Kobiet, bo pod takim hasłem odbyła się pierwsza edycja.
Na czym polega taka noc?
Oczywiście w roli głównej występuje znakomita kuchnia. W tegorocznej edycji były potrawy związane z filmowym Bondem np. łosoś na sałacie z cytrusami, gruszka korzenna na sałatach z sosem winegret z faworkiem boczku i karmelem, krem z pomidorów i pieczonej papryki z bazyliowym pesto z nutą chili. Dopełnieniem kolacji był oczywiście królewski tort.  
Oprócz menu były jeszcze …
zmagania i pokazy kulinarne, konkursy wiedzy o najsłynniejszym agencie. Dużą rolę odegrała też sceneria, w której podawano potrawy. O oprawę muzyczną  zadbały podopieczne Anny Pintal, Natalia Ciecierska i Julia Roman. Myślę, że wszyscy bawili się doskonale.
Czy możemy zdradzić, jaki będzie motyw przyszłorocznej Nocy Smaków?
Oczywiście, będzie to kuchnia hiszpańska. Już dziś zapraszamy wszystkich smakoszy.
Ile trwają przygotowania do takiej Nocy Smaków?
To zależy. Z reguły 2-3 miesiące wcześniej zaczynamy.
Noc Smaków to jednak nie jedyna impreza, jaką organizujesz?
Z racji wykonywania swojej pracy, ale też moich pasji rzeczywiście organizujemy sporo różnych imprez. Myślę, że jedna z fajniejszych  to  Festiwal Wielkanocnych Potraw, który od 2 lat przygotowujemy w Gorzycach. W tym roku cieszył się ogromną popularnością. Swoje wielkanocne stoły zaprezentowały wszystkie sołectwa wchodzące w skład gminy, ale nie tylko.
Organizujemy również Jaśkowy Festiwal – imprezę, w której główną rolę odgrywa regionalna fasola wrzawska Piękny Jaś. W ubiegłym roku ustanowiliśmy nawet rekord Polski w gotowaniu zupy z tejże fasoli, dodam fasoli, która wpisana jest na listę produktów unijnych.
Warto również wspomnieć i imprezie z okazji Dnia Kobiet.
Tak, w tym roku nosiła ona nazwę Babiniec. Przy kawie i ciastku panie mogły dowiedzieć się jak dbać o swoją figurę, jak ją podkreślać strojem czy makijażem. Naszym gościem była też braffiterka, która opowiedziała, w jaki sposób dobrać właściwy biustonosz. Przy okazji Babińca swoje wyroby zaprezentowała miejscowa piekarnia.
Nie zapominasz również o dzieciach. Proszę wymień kilka akcji kulinarnych zorganizowanych dla naszych milusińskich.
Jedną z akcji związanych z gotowaniem dla dzieci organizowanych w Tarnobrzegu była  kulinarna podróż do krainy pierogów. Warsztaty odbyły się w ramach akcji „Zima w mieście” organizowanych przez Tarnobrzeski Dom Kultury i cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Były też warsztaty z pizzą (z okazji Dnia Dziecka) oraz kulinarne zmagania rodzin. Co roku w wigilię święta Trzech Króli wypiekamy szczodroki, a pieniądze z ich sprzedaży przekazujemy na leczenie dwóch niepełnosprawnych chłopców.
Sporo się tego uzbierało.
No cóż, uwielbiam tę swoją „robotę”. Lubię wymyślać i tworzyć nowe rzeczy. Czasem sobie mówię, że jestem szczęściarą, że te moje pomysły, często szalone, ktoś chce razem ze mną realizować i właśnie za to, ale też za to, że są tacy wytrwali i wytrzymują te moje „wymyślunki” powinni pójść prosto do niebaJ
Myślę zatem, że nadeszła pora, abyśmy przeszły już do drugiej części wywiadu, czyli Twojego prywatnego życia.  Jak znajdujesz czas na robienie tych wszystkich rzeczy, skoro jesteś mamą trójki dzieci …
Szczerze to nie wiem, ale myślę, że to zależy od dobrej organizacji pracy. Im więcej rzeczy mam do zrobienia, tym bardziej jestem zorganizowana. Zresztą moje dzieci już nie są takie małe – córka skończyła 17 lat, a moi chłopcy – 11.
Twoje motto życiowe brzmi …
Nie mam jakiegoś sprecyzowanego motta. Jestem po prostu uparta i wytrwale, czasem małymi kroczkami, dążę do osiągania swoich celów. Jeśli intuicja podpowiada mi, że działanie jest w moim odczuciu ok., to żadna siła mnie nie powstrzyma, by to zrealizować. Moi przyjaciele, znajomi to wiedzą. Jestem cholernie uparta i jeśli nie mogę otworzyć drzwi to szukam innego wyjścia. A jeśli już motto miałabym jakieś przytoczyć -  jak to mawiała Maria Skłodowska – Curie – trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie, trzeba wierzyć, że człowiek jest zdolny i osiągnąć to.
Największy sukces?
Myślę, że nie będę tu oryginalna, bo pewnie każda mama tak powie, ale uważam, że moim największym sukcesem są moje dzieci. Cóż może być piękniejszego niż macierzyństwo?!
Wiemy, że życie nie składa się tylko z pięknych chwil, czasem bywają też trudne, a nawet bardzo bolesne. Jak sobie wtedy radzisz?
Wychodzę z założenia, że również te złe chwile są po coś i zawsze staram się wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Poza tym dużą siłą jest dla mnie wiara. I chyba tyle w tym temacie.
Czego byś  nigdy nie zrobiła?
Trudno powiedzieć, bo wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono. Myślę, że nie chciałabym skrzywdzić kogoś tak bardzo, by był przeze mnie nieszczęśliwy.
Największe szaleństwo w Twoim życiu.
Szaleństw w moim życiu nigdy nie brakowało. Zależy jednak co ktoś uważa za szaleństwo. Lot awionetką, rejs łódką, skok na bungee – nie ma problemu.
Książka czy film? Jeśli książka to jaka – tradycyjna czy elektroniczna?
Zdecydowanie książka – nawet kucharska, ale książka. Oczywiście, że papierowa. Jestem tradycjonalistką, ale filmy też lubię.
Plany na najbliższą przyszłość/marzenia?
Mam mnóstwo planów. W najbliższym czasie chciałabym wspólnie z naszą ekipą Doliny Smaku stworzyć Dziecięcą Akademię Kulinarną, zresztą już wstępne rozmowy i prace rozpoczęliśmy i bardzo chciałabym, aby udało nam się to zrealizować. 
 Życzę zatem, by powstała w najbliższym czasie. Dziękuję bardzo za spotkanie i rozmowę.