piątek, 1 kwietnia 2016

„Aż spadłam z roweru, czyli jak to wymyśliłam” - Beata Grzywacz


„Aż spadłam z roweru, czyli jak to wymyśliłam”- rozmowa z Beatą Grzywacz, blogerką, nauczycielką, a przede wszystkim kobietą pełną radości życia, optymizmu i chęci do działania.

Do czytelników bloga „Tarnobrzeskie Kobiety”. Pani Beata, a w zasadzie Beata, bo po cóż będziemy utrzymywać sztuczną formę, jak przeszłyśmy na „Ty”, zaprosiła mnie na wywiad. Niestety, pierwszy termin spotkania, który wyznaczyłyśmy sobie w połowie marca, musiałyśmy z różnych względów przełożyć. Spotkałyśmy się – tuż przed 1 kwietnia! Porozmawiałyśmy o mnie, a potem… 
Wiesz uważam, że powinien pojawić się wywiad z Tobą.
Ze mną? No proszę, nie żartuj. To ja rozmawiam, jak mogłabym przeprowadzić wywiad z samą sobą?
Nie. Odwrócimy rolę. To ja z Tobą porozmawiam. 1 kwietnia – uważam za dobry czas na jego publikację.
Jak to? Wiedziałaś, że to zrobisz?
A skąd! Teraz wpadłam na ten pomysł. To taki psikus od nas wszystkich. Wszystkich „przepytanych”. Musisz się zgodzić. (Nie dając za wygraną, zadaję pierwsze pytanie).
Zacznijmy od początku. Powiedz jak to było z tym blogiem? Co Cię zainspirowało do pokazania światu sylwetek tylu wspaniałych tarnobrzeżanek?
Jak opowiem ci tę historię, to nie uwierzysz. W minionym roku odbyło się spotkanie „Kobiety dla kobiet”, poszłam na nie – to był niejako pierwszy bodziec. Kiedyś znowu usłyszałam - tu cytuję - „w głupim Tarnobrzegu nic się nie dzieje” – to następny sygnał, który dał mi do myślenia. Generalnie coś chodziło mi po głowie, ale nie do końca miałam sprecyzowane co to będzie.
Kiedy zakończył się rok szkolny, jechałam rowerem po swojej stałej trasie i w okolicach „Magdaleny” miałam mały wypadek. Przewróciłam się, bo właśnie w tym momencie wpadł mi do głowy pewien pomysł.  Tak mnie pochłonął, a jeszcze spojrzałam na napis „Magdalena” i po prostu mnie olśniło! To będzie to – pomyślałam - podnosząc się z upadku.
Do tego dołożyłam moją zawodową pasję. Jestem nauczycielką języka polskiego. Od 23 lat uczę dzieci i młodzież. Kiedyś myślałam też o dziennikarstwie, ale wybrałam filologię polską. Wśród moich ulubionych form literackich jest wywiad – dlatego łącząc te wszystkie elementy wyszedł mi – jak ty to mówisz – przepis na bloga „Tarnobrzeskie Kobiety”.
Jakie są kobiety z Twojego bloga. Opublikowałaś już ponad 40 rozmów z tarnobrzeżankami – co Cię w nich najbardziej urzekło?
Wiesz, to niesamowite. Na początku sama wyszukiwałam kobiety, które są aktywne, mają pasje, które tak rozporządzają swoim czasem i „miedzy czasem”, że potrafią robić wiele fantastycznych rzeczy, łącząc pracę zawodową z domowymi obowiązkami.
Na odsłonie facebookowej bloga opublikowałam niedawno komunikat, by czytelnicy sami proponowali kobiety, które warto wyróżnić i pokazać światu. Odezwało się mnóstwo osób. Teraz mam ponad 50 pań w kolejce.
A kobiety, z którymi rozmawiam są niesamowite. W zasadzie trudno scharakteryzować je jednym słowem, ale myślę, że wyróżnia je ogromny optymizm, który aż promieniuje od nich. To panie, które mają mnóstwo pomysłów, a do tego potrafią 24 godziny przeżyć tak intensywnie, by nie stracić ani minuty na zbędne rzeczy. Do tego są niesamowicie odważne, nie boją się wyzwań. Przykładem może być historia jednej z pań, która postawiła wszystko na jedną kartę i całkowicie zmieniła swoje życie zawodowe. Wiele z nich to kobiety-wulkany, mają w sobie ogromne i niespożyte pokłady energii.
Jaką kobietą jest zatem Beata Grzywacz?
Patrzę na życie z pewną wiarą na to, co daje mi los. Bo ten – tak jak to ujęłaś w rozmowie ze mną – ma jakiś plan, daje też sygnały, którędy i jaką drogą powinniśmy pójść. To może trochę zabawnie zabrzmi, ale w życiu czasem jest jak w tym żydowskim dowcipie, w którym Icek modlił się do Boga, by ten dał mu wygrać na loterii. Na to Bóg odpowiedział mu: Icek ty daj mi szansę, ty kup los. I czasem zwyczajnie o ten los trzeba zawalczyć. I walczę. Nie lubię się poddawać, zresztą życie mnie tego nauczyło, by po każdym upadku podnosić głowę do góry i iść dalej.
Kochasz literaturę i uwielbiasz czytać książki.
Tak. Szczególnie cenię sobie biografię, a teraz zaczytuję się w książkach z dziedziny psychologii czy też parapsychologii. Obecnie czytam książkę, którą polecili mi moi gimnazjaliści - „Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett. Podtytuł tej ksiązki to „50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu”.
Na co dzień pracujesz z młodzieżą. Jak przekonujesz swoich uczniów do pokochania języka polskiego?
Ja jestem chyba urodzoną optymistką, która wbrew wszystkiemu, wierzy w tą młodzież. Dla mnie najpiękniejsze jest to, że po latach spotykam na ulicy kogoś i on mówi, że mnie pamięta i mówi pani lekcje to były szalone.
Jak to szalone?
Ja w zasadzie nie potrafię tańczyć, rysować – a na lekcji robię teatr, oczywiście jednego aktora (tu śmiech) rysuję na tablicy, ale żeby było jasne – to co rysuję to podpisuję. Jeżeli jest to pies to rysuję budę i podpisuję pies, ponieważ naprawdę nie umiem rysować, ale dzięki temu mojemu przewrotnemu systemowi wiele osób zdało maturę. Nie wszystkich zainteresuję literaturą. Zdarzają się osoby, do których w żaden sposób nie można dotrzeć, dlatego staram się pokazać im inny wymiar języka i może dlatego jestem trochę zwariowana, szczególnie w kontaktach z tymi moimi łobuzami.  
Rzeczywiście pomysłów Ci nie brakuje. Wydaje mi się, że fajnie jest mieć nazwijmy to takiego „niestandardowego” nauczyciela, który jest nieco szalony, a przede wszystkim jest pasjonatem tego, co robi zawodowo. Ty oprócz codziennych lekcji dodatkowo prowadzisz Klub Przyjaciół Książki.
Tak. Robimy z dzieciakami, myślę fajne rzeczy, bo np. chodzimy do przedszkola, gdzie czytamy maluszkom bajki i przy okazji robimy dla nich mini przedstawienia czy bawimy się. Podobne zajęcia prowadzimy w klasach I- III. W ramach klubu organizowaliśmy całonocną imprezę „Noc Andersena”, a teraz planujemy „Noc z legendami”.
To świetna inicjatywa! Skąd Ty na to czerpiesz siły, skąd inspiracje? Tym bardziej, że z tego co wiem, udzielasz się również społecznie.
To prawda. Byłam liderką Szlachetnej Paczki. Udało mi się zaangażować w to wiele osób zarówno młodych jak i w sile wieku. To fantastyczne uczucie, kiedy wspólnymi siłami możemy zrobić coś dobrego. A inspiracje, no cóż - same przychodzą.
Jak myślisz - co potrzebne jest do realizacji różnorodnych przedsięwzięć? Czy według Ciebie pieniądze są najistotniejsze? Czy może sama idea?
Myślę, że dobry pomysł do połowa sukcesu i grupa zapaleńców, którzy myślą podobnie i chętnie podejmą się realizacji zadania. Wiara w powodzenie też się przydaje. Nie można przecież zakładać z góry, że się nie uda i narzekać na miliony przeszkód, które mogą wystąpić. Zwyczajnie trzeba zakasać rękawy i pracować, a wtedy na pewno się uda.
Jakie są Twoje plany – takie najbliższe.
Staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłość. Jednak chciałabym przebudować bloga i dołączyć do niego dział poświęcony kobietom, które już odeszły, a swoją postawą zaznaczyły się w historii miasta. Chciałabym też rozmawiać, prowadzić wykłady, prelekcje, ale już dla nieco bardziej dojrzałych odbiorców. Pierwsze takie spotkania już za mną i przyznam bardzo mi się to spodobało.
O czym marzysz?
Chciałabym, by spełniły się marzenia moich dzieci, a prywatnie marzę o tym, by coś po sobie pozostawić. Nie chodzi o to, by znaleźć się gdzieś w encyklopedii, ale zwyczajnie pozostawić po sobie cząstkę siebie.
Zatem w imieniu wszystkich kobiet, których opowieści o życiu opublikowałaś, a także wszystkich tych, które dopiero będą miały zaszczyt spotkać się z Tobą – życzę Ci, by Twoje marzenia, które odkryłaś przede mną, ale i te, o których wiesz tylko Ty – spełniły się.
Mam też nadzieję, że tym wywiadem pozytywnie Cię zaskoczyłam.
Jeszcze jestem w szoku.
Ja też, w końcu chyba nie jest łatwo mówić o sobie, jeśli nie jest się politykiem.
Nie jest łatwo. Przyznaję.
Dziękuję Ci za zaproszenie i  życzę samych inspirujących i ciekawych rozmówczyń.

Rozmawiała Monika Zając



2 komentarze:

  1. Odwrócenie roli... Świetny pomysł! A wywiad inspirujący :) Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny, obie jesteście świetne i Betty i Monia :) Super wywiad, jest czad. Betty a propos, o Monice to ja Ci powiedziałam. Można powiedzieć, że Ci ją podesłałam. Pozdrawiam, bardzo mi się podoba wywiad :)BG

    OdpowiedzUsuń