poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Kobieta, która realizuje się w wielu dziedzinach - Sylwia Kozieł


Florystka, projektantka ogrodów a do tego fotografka; kobieta, która stara się pozytywnie podchodzić do życia – Sylwia Kozieł


Zacznę może tradycyjnie. Co by Pani powiedziała o sobie, gdyby miała to ująć w dwóch – trzech zdaniach?
Jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia, próbuję realizować się w wielu dziedzinach – pracuję w kwiaciarni, prowadzę własną działalność – projektuję ogrody i zajmuję się fotografią.
No to ma Pani trochę spraw na głowie!
Tak! Nie lubię się nudzić. Jeśli nie zrobię danego dnia czegoś konstruktywnego, uważam go za dzień stracony.
Jest Pani tarnobrzeżanką, ale obecnie mieszka Pani we Wrocławiu.
Rzeczywiście, obecnie mieszkam we Wrocławiu, ale w planach mam powrót do rodzinnego miasta. Zresztą i tak jestem tu praktycznie w każdy weekend – wszak tu mieści się moje biuro!
Powiedziała Pani, że zajmuje się fotografią, ale przecież nie od tego się zaczęło. Wcześniej skończyła Pani ogrodnictwo.
Tak, ogrodnictwo – a dokładnie sztukę ogrodową - skończyłam na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. W ogóle zaplanowałam sobie, że pójdę na te studia jeszcze w gimnazjum. Sztuka ogrodowa pociągała mnie odkąd pamiętam zresztą zawsze lubiłam rośliny, zawsze siedziałam w trawie, chodziłam po łąkach, łapałam motyle i inne owady. Przyroda zawsze „ciągnęła” mnie do siebie (śmiech).
Co zatem sprawiło, że zajęła się Pani fotografią?
Zacznę może od tego, że wychowywałam się w rodzinie, w której aparat fotograficzny i kamera były na porządku dziennym, można by powiedzieć, że w świetle fleszy (śmiech)
Moi rodzice zajmowali się tym zawodowo. Posługiwać się aparatem nauczył mnie mój tata a mama bardziej zwracała uwagę na kadrowanie i obróbkę w programie. Dziś trochę żałuję, że nie interesowałam się tym wcześniej. Miałabym teraz łatwiej.
Kiedy zaczęła Pani pierwszy raz fotografować tak profesjonalnie?
Czy profesjonalnie to nie wiem, ale do dziś pamiętam wesele, na którym pomagałam tacie.Wtedy też poczułam, że mogę to robić. Stresujące jednak (i to bardzo) było dla mnie wyjście do ludzi z kamerą czy aparatem.
Założyła Pani firmę „Viridis studio”, która zajmuje się projektowaniem ogrodów i fotografowaniem. Która z tych czynności jest bliższa Pani sercu?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Początkowo zajmowałam się tylko projektowaniem ogrodów, teraz bardziej skupiam się na fotografii, ale kiedy dłużej poświęcam się temu zajęciu to …. Tęsknię za projektowaniem.
Niestety, brakuje czasu, aby zająć się tym i tym profesjonalnie. Nie zapominajmy, że jeszcze mieszkam we Wrocławiu a firma ma swoją siedzibę w Tarnobrzegu! Czasem to bywa dość męczące. Zdarza się, że jestem tu w każdy weekend.
Jakie proponuje Pani usługi – jeśli chodzi o sztukę ogrodową?
Oferuję projektowanie ogrodów (w różnych stylach), kwietników, miejsc wypoczynku, ogrodów na dachach, balkonów, tarasów: zajmuję się aranżacją zieleni we wnętrzach, projektuję dojazdy, ścieżki; udzielam indywidualnych porad a także prowadzę inwentaryzację dendrologiczną.
A jeśli chodzi o fotografowanie?
Proponuję fotografię ślubną, dziecięcą i okolicznościową np. studniówkową; zdjęcia studyjne i plenerowe.
Który rodzaj fotografii jest Pani najbliższy?
Chyba fotografia weselna, choć lubię też fotografować dzieci.
Co chce Pani uchwycić/wyrazić na fotografii weselnej?
Na pewno chcę uwiecznić chwilę – w końcu po to robi się zdjęcia!  Staram się też uchwycić emocje malujące się na twarzach państwa młodych i gości weselnych. Zdjęcia układam potem w tradycyjne albumy. Muszę  powiedzieć, że jest to najprzyjemniejsza część mojej pracy, która sprawia mi ogromną satysfakcję.
Ma Pani jeszcze jedną pracę, tym razem na etacie. Jest Pani florystką?
Rzeczywiście, pracuję w kwiaciarni. Jeszcze na studiach skończyłam kurs florystyczny i to, czego się na nim nauczyłam, próbuję teraz wykorzystywać.  W przyszłości chciałabym to połączyć z … fotografią.
???
Na przykład układać bukiety, aranżować wnętrza na weselach, na których fotografuję.
Chciałabym teraz przejść do drugiej części naszego wywiadu i zapytać o Pani motto życiowe.
Trzeba żyć chwilą i korzystać ze wszystkich doświadczeń, którymi obdarza nas los – zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych.
Największy sukces.
Nie uważam, ze już osiągnęłam coś wielkiego. Cieszę się, że w dość szybkim tempie rozwinęła się moja działalność związana z fotografią.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Na pewno nie wyjechałabym na stałe z tego kraju. To zasługa mojego taty, który zawsze powtarza mi, ze trzeba pracować dla własnego kraju
A co zrobiła Pani najbardziej szalonego?
Wyjechałam z narzeczonym autostopem do Dubrownika. wróciliśmy stamtąd również autostopem. Nocowaliśmy w namiotach przy autostradach, przy stacjach benzynowych, na plażach. to naprawdę była szalona podróż (śmiech).
Jak sobie Pani radzi w trudnych chwilach?
Staram się pozytywnie podchodzić do życia. Kiedy jednak czuję, że nie daję rady, że coś mnie gryzie, pomagają mi przyjaciele.
Książka czy film?
Zdecydowanie książka, choć przyznaję, ze ostatnio mam na czytanie mało czasu.
Plany na najbliższą przyszłość/marzenia?
W tym roku planuję własny ślub, do którego chciałabym się dobrze przygotować. Jeśli chodzi o sferę zawodową to chciałabym się nadal rozwijać – zarówno w kierunku fotografii jak i florystyki.
Moim marzeniem zaś jest mieć duży dom z własnym studiem fotograficznym i oczywiście pięknym ogrodem.
Życzę zatem, by wszystkie marzenia się zrealizowały. Życzę również wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
Dziękuję za rozmowę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz