poniedziałek, 16 maja 2016

"Od zawsze chciałam być psychologiem" - Bożena Andrychowicz

Psycholog, psychoterapeuta, trener, coach, kobieta radosna, spełniona - Bożena Andrychowicz
Autorka zdjęcia Beata Podlasek
Pani Bożeno – co skłoniło Panią do tego, żeby wybrać właśnie ten zawód? 
Zaczęło się to jeszcze w szkole podstawowej, kiedy obserwowałam swoich nauczycieli. Niektóre z ich działań trochę mnie bulwersowały. Nie dotyczyły one może mnie, ale moich kolegów. Miałam wrażenie, że nauczyciele nie rozumieją czasami ich zachowań. Rozmawiałam o tym ze swoim tatą, który był psychologiem, chociaż nigdy nie pracował w swoim zawodzie. Bardzo mnie mój tato i jego podejście do człowieka inspirowało, imponowało mi. Nauczył mnie wrażliwości na drugiego człowieka. Był dla mnie ogromnym autorytetem. Zawód psychologa zawsze mnie bardzo fascynował, choć uważałam, że ja się do tego nie nadaję, że nigdy nie dorównam mojemu ojcu. 
Na szczęście nie zrezygnowała Pani ze swoich marzeń. 
Nie, ale byłam już blisko. Stwierdziłam bowiem, że nigdy nie dorównam mojemu tacie i ….. zainteresowałam się biologią. Chociaż myślę, że mogłabym też być biologiem lub weterynarzem, bo bardzo lubię zwierzęta i też mogłabym to robić.
Co zatem spowodowało, że jednak udało się?
Paradoksalnie przyczynił się do tego mój tata, który był mądrym człowiekiem. Nauczył  mnie szacunku do drugiego człowieka. Śmierć mojego taty chyba spowodowała, że w końcu odważyłam się… Po maturze stwierdziłam więc, że jednak pójdę na psychologię. Dostałam się bez problemu - mimo iż w tamtych czasach było naprawdę ciężko – i zaczęłam studiować. Początkowo nie przykładałam się zbytnio do studiów. To przyszło z czasem. Takim ważnym momentem w trakcie studiów były zajęcia z tak zwanego treningu personalnego. Pamiętam, że poszłam na te zajęcia zupełnie bez przekonania. Pamiętam, że prowadzący powiedział, że jeśli ktoś nie chce na nich być może wyjść. To był Jurek Nieniewski. Bardzo znany, nieżyjący już niestety krakowski trener i terapeuta, pod którego kierunkiem później sporo się szkoliłam. Wtedy tak zrobiłam, wyszłam i już w drzwiach zaczęłam żałować mojej decyzji, a przy okazji zrozumiałam, że człowieka nie wolno do niczego zmuszać; trzeba zawsze dać mu wybór. To danie mi wyboru zainspirowała mnie do dalszych działań i do tego, że później skorzystałam z pierwszej nadarzającej się okazji do uczestniczenia w treningu interpersonalnym.
Potem zaczęła się Pani jednak szkolić właśnie w kierunku komunikacji personalnej.
Tak, zaczęłam dużo o tym czytać, jeździć na różne szkolenia i w efekcie stało się to niejako moją pasją. Bardzo ważną osobą w moim rozwoju był Jacek Pierzchała, który też już niestety nie żyje. To była też bardzo charyzmatyczna postać terapeuty i trenera w środowisku krakowskim i w ogóle w Polsce.
Obecnie ważną dla mnie osobą jest Jacek Jakubowski, bardzo znany warszawski trener i superwizor. Pozostaję z nim w kontakcie i wiem, że jeśli sobie z czymś nie mogłabym dać rady, to mogę liczyć na jego pomoc. W Rzeszowie mam przyjaciół psychologów, trenerów, terapeutów – małżeństwo Bogusię i Dzidka Kuśnierzów. Są mi bardzo bliscy, ale też uczę się sporo od Dzidka Kuśnierza.
Lubię się uczyć i robię to do tej pory. Ciągle wyjeżdżam na jakieś szkolenia, konferencje, warsztaty, często też prowadzę własne, na których … też się uczę. Nie wyobrażam sobie pracować bez stałego doskonalenia swojego warsztatu pracy. Spotykam na mojej ścieżce zawodowej ciekawych, kreatywnych ludzi - to niezwykle rozwija i dodaje energii.
Praca to moja pasja, hobby … bardzo lubię to robić.
Po studiach zaczęła Pani pracować w Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo – Zawodowej. Jak Pani wspomina tamten czas?
Miałam to szczęście, że moją szefową była Małgorzata Bonarek – fantastyczna kobieta, która dawała nam dużo swobody w dokonywaniu przez nas wyborów. Nigdy nie dawała nam odczuć kto tu rządzi i zawsze nas wspierała. Początkowo zajmowałam się badaniem dzieci, ale nie chciałam do końca życia wypełniać testów. Zaczęłam intensywnie szkolić się, a Małgosia, która do dziś jest moją przyjaciółką dawała mnie i moim koleżankom do tego przestrzeń. Pozwalała wprowadzać „nowe” i to było bardzo ważne.
Od lat 80-tych – początkowo w ramach pracy poradni – prowadzi Pani warsztaty, szkolenia, uczestniczy w wielu projektach, współpracuje z firmami szkoleniowymi. Dla kogo są one przeznaczone?
Szkolenia te prowadzę dla różnych grup zawodowych : pracowników oświaty, ochrony zdrowia, sądów, pracowników firm produkcyjnych i kadry zarządzającej, ale także dla bezrobotnych, dla osób po przebytej traumie, dla młodzieży …
Proszę podać kilka tematów takich szkoleń.
Szkolenia dotyczą np. negocjacji, rozwiązywania sytuacji konfliktowych w zespole pracowników, skutecznej komunikacji interpersonalnej, technik sprzedaży, motywacji, wypalenia zawodowego czy asertywności. Prowadzę dużo szkoleń dla nauczycieli, np. jak komunikować się z uczniami w szkole, jak sobie radzić z ich zachowaniami, które często są trudne dla nauczycieli, jak prowadzić spotkania z rodzicami i wiele innych.
W 1991 r. współtworzyła Pani Specjalistyczną Poradnię Profilaktyczno – Terapeutyczną w Tarnobrzegu.
Tak, Poradnia funkcjonowała kilkanaście lat. Pracowałam w niej jako psycholog- terapeutka, trenerka 16 lat.
Z jakimi problemami najczęściej się Pani spotykała?
Problemy szkolne, brak porozumienia z rodzicami, lęki, fobie a nawet depresje. Nie są to nowe problemy – one istniały od zawsze, teraz tylko są bardziej nagłaśniane. Dodatkowo dzisiaj rodzice po prostu nie mają czasu dla dzieci. Goniąc za karierą, pieniędzmi, często zapominają o tym, co jest najważniejsze.. Mało tego – dzieciom ustawia się tak wysoką poprzeczkę, że po prostu nie wyrabiają. Znam wiele takich przypadków, gdzie rodzice zapewniają dziecku wszystkie potrzeby z wyjątkiem tej najważniejszej, jaką jest kontakt z dzieckiem i wsparcie. Dziecko musi mieć do kogo przyjść z problemem i wiedzieć, że – niezależnie od wszystkiego – będzie wysłuchane.
Jednocześnie była Pani wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej.
Och, bardzo lubiłam te zajęcia ze studentami. Kontakt z młodymi ludźmi jest zawsze fascynujący i bardzo twórczy.
W 2012 roku założyła Pani własną działalność. Jest to Pomoc Psychologiczna i Psychoedukacja.
Zgadza się. Kiedy przeszłam na emeryturę pomyślałam, że mam jeszcze wiele do zrobienia  Lubię pomagać innym,  być w ruchu, działać. Nie narzekam, że dużo pracuję, chociaż niektórzy się dziwią, ale ja to bardzo lubię.
Jest Pani psychologiem, terapeutą, trenerem rekomendowanym przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne oraz Stowarzyszenie Ruch Pomocy Psychologicznej „Integracja”,  coachem. Czy mogłaby Pani wyjaśnić, jaka jest różnica miedzy tymi zawodami?
Tak. Od razu zaznaczę, że nie każdy psycholog jest psychoterapeutą. Psycholog zna mechanizmy, on stawia diagnozę, ale leczenie zapewnia już terapeuta. Coach to z kolei taka osoba, której zadaniem jest pomóc menadżerowi, pracownikowi, a także nauczycielowi, uczniowi w jego rozwoju, towarzyszyć mu, wspierać go. Pomaga w zalezieniu swojego potencjału, możliwości i mocnych stron. Trener prowadzi treningi dla grup osób, które na przykład chcą lepiej budować swoje relacje z innymi, prowadzi szkolenia z umiejętności interpersonalnych, asertywnych.
Jest Pani członkiem wielu organizacji zawodowych.
Tak, należę do Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych STOP w Warszawie, Stowarzyszenia Ruch Pomocy Psychologicznej „Integracja”  w Rzeszowie, a najważniejsze dla mnie jest to, że jestem członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Psychologia to bardzo ciekawa dziedzina nauki i można by o niej jeszcze długo rozmawiać. Przejdźmy jednak teraz do Pani. Chciałabym zapytać o Pani motto życiowe.
Myślę, że ostatnio, to, co mnie bardzo inspiruje, to może być myśl księdza Jana Kaczkowskiego „Nie martw się cały dzień, wyznacz sobie godzinę a potem ciesz się życiem”. Kiedyś, na jakimś szkoleniu własnym uświadomiłam sobie „chcę robić swoje” i to było bardzo przełomowe stwierdzenie, które mi od tego czasu towarzyszy.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Z mojej rodziny. Zdecydowanie.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nigdy nie oddałabym swoich psów. Nie skoczyłabym na bungee, ani nie wyskoczyła ze statku na środku oceanu, ponieważ nie umiem pływać. Oczywiście nigdy bym też nie skrzywdziła świadomie drugiego człowieka.
A co Pani zrobiła najbardziej szalonego w swoim życiu?
Największym szaleństwem było chyba odejście z Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo – Zawodowej i tworzenie innej poradni, bez pewności, że to się uda.  Szaleństwem było też otworzenie własnej działalności zamiast pracować sobie spokojnie w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Moje szaleństwa jednak zawsze mają w sobie jakiś element realizmu. Te szaleństwa okazały się w rezultacie dobrym wyborem.
Książka czy film?
Oczywiście, że książka, zresztą na film po prostu nie mam czasu. Na książki też niewiele. Najczęściej czytam książki związane z moim zawodem, albo te, które pożycza mi mój brat.
Jak sobie Pani radzi w trudnych chwilach?
Na razie radzę sobie sama. Jak mam jakąś trudną sytuację to po prostu staram się działać, uczestniczyć w tym. Jestem szybka w działaniu i nie odkładam rozwiązywania problemów. Wiem jednak, że w razie czego zawsze mogę zwrócić się po pomoc do innych psychologów. Zawsze mogę liczyć na mojego męża i na moich przyjaciół.
Plany na najbliższą przyszłość/marzenia?
Chciałabym nadal rozwijać swoją firmę i robić to, co robię. Chciałabym mieć trochę więcej czasu dla siebie, dla przyjaciół. Jeśli chodzi o marzenia, to na razie pssyt.
Życzę zatem, by tak się stało a także by to niewypowiedziane marzenie też się spełniło. Dziękuje za rozmowę.