niedziela, 26 czerwca 2016

sobota, 25 czerwca 2016

To już rok jesteśmy razem :)

26 czerwca ubiegłego roku postanowiłam zacząć realizować jedno ze swoich marzeń, jakim było posiadanie własnego bloga. Jednak nawet w najśmielszych snach nie myślałam, że zyska on tak wielu czytelników. Jutro mija 1 rocznica a więc czas na pewne podsumowanie.
Moimi rozmówczyniami były kobiety pracujące w następujących zawodach: księgowa, fryzjerka, manikiurzystka, położna, malarka, nauczycielka, groomerka, kosmetyczka, pilotka wycieczek, psycholożka, rzeczniczka prasowa, bibliotekarka, projektantka mody, dietetyczka, blogerka, fizjoterapeutka, przedszkolanka, fotografka, projektantka ogrodów, projektantka wnętrz, wychowawczyni w Domu Dziecka, właścicielka sklepu, fortepianistka, lekarz weterynarii oraz kobiety - pasjonatki kajakarstwa, sztuki tai chi, harcerstwa, śpiewu, drutów i działki, tańca, prezes stowarzyszenia, założycielka Uniwersytetu III Wieku, wolontariuszka - jeśli przypadkiem kogoś pominęłam to bardzo przepraszam.
W sumie opublikowałam 59 postów, które przeczytało ponad 62 tysiące osób. Od niedawna wpisy ukazują się również na stronie internetowej, którą odwiedziło już ponad 8500 osób. :)
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają, komentują, wspierają mnie dobrym słowem, podsuwają kolejne kandydatury (tych mam znowu ok. 50) :
 
Bądźcie nadal ze mną i naszymi kobietami  Od dziś oficjalnie zapraszam na http://tarnobrzeskiekobiety.pl/

środa, 15 czerwca 2016

Harcerzem być każdemu wypada – druhna Józefa Germańska



Jest najlepszym przykładem na to, że harcerzem się nie bywa tylko ciągle jest. Wieloletnia komendantka  hufca, zasłużona tarnobrzeżanka - druhna Józefa Germańska.
Jak zaczęła się Pani przygoda z harcerstwem?
Trudno mi powiedzieć. Na pewno zaczęło się to ponad 50 lat temu. Pochodzę z rodziny harcerskiej - zarówno moja mama jak i nieżyjący już tata byli harcerzami. Właściwie to wychowywaliśmy się w harcerstwie na obozach; zresztą później również moje dzieci. Jest szansa, że tradycję harcerską podtrzyma moja wnuczka Sandra. 
Czy pamięta Pani ten moment, kiedy po raz pierwszy ubrała mundur, przypięła lilijkę, krzyż i złożyła harcerskie przyrzeczenie?
Tak, pamiętam. To było w Zapoledniku - tam robiono stanice harcerskie. Żeby złożyć przyrzeczenie trzeba było wcześniej ukończyć nocny bieg przez las. To było jakoś w czwartej klasie a w roku 1972 złożyłam zobowiązanie instruktorskie.
Czy długo była Pani harcerką zanim została instruktorką?
Harcerzem się nie bywa, harcerzem się jest cały czas. Najstarsza harcerka w Tarnobrzegu ma 91 lat - to świadczy tylko o tym, że jak ktoś połknął tego bakcyla, to on po prostu nadal w nim siedzi - niezależnie od tego, ile ma się lat.
Co takiego przyciąga młodzież do tej organizacji?
Przygoda. Zdają sobie sprawę, że harcerstwo jest teraz troszkę inne niż kiedyś. W tej chwili jest jakby elitarne, ale nadal jest dostępne dla wszystkich. My w naszym kręgu starszaków bawimy się do dzisiaj.
Czym są obozy dla harcerzy?
W tej chwili obozy są kontynuacją pracy śródrocznej. Na tych obozach kończy się jakby rok harcerski zdobywaniem stopni i sprawności, składa się przyrzeczenia. Są to obozy szkoleniowo-wypoczynkowe. Oczywiście w czasie wakacji odbywają się także wszelkiego rodzaju kursy, na przykład drużynowych czy zastępowych.
Jaka zabawna historia obozowa utkwiła Pani w pamięci?
Wiele zespołów wizytujących Stanicę w Olchowcu bawi przykręcona do biurka kasetka na pieniądze. Wytłumaczenie jest bardzo proste. Jeżeli ktoś chciałby pokusić się na obozowe fundusze, to daleko z biurkiem nie ucieknie. Na pewno zostanie zauważony.
Co zmieniło się w harcerstwie na przestrzeni lat?
Tarnobrzeskie harcerstwo liczy sobie 104 lata. Jest najstarszą organizacją skupiającą zuchów, harcerzy, harcerzy starszych, wędrowników oraz instruktorów w naszym mieście. Przez tak długi czas wiele się zmieniło, ale idea pozostała taka sama- wychowujemy w duchu patriotyzmu i to jest chyba najważniejsze
Co należy do zadań harcerza?
Zdobywanie sprawności i stopni harcerskich, ochrona miejsc pamięci narodowej, udział w rajdach ogólnopolskich, np. rajd Arsenał czy Rajd Świętokrzyski, w których odnosimy znaczące sukcesy.
Harcerze również włączają się w różne akcje charytatywne, na przykład zbiórki żywności organizowane przez Bank Żywności.
Od 2 lat, w ramach obchodów Święta Niepodległości, organizujemy w Tarnobrzegu imprezę Światło – Dźwięk, przy której pomagają nam członkowie klubu Esteka oraz Urząd Miasta Tarnobrzega. My z kolei pomagamy im przy organizacji Śpiewograńca.
Przez dziewięć lat była Pani komendantem hufca. W ubiegłym roku (2015) została Pani wyróżniona tytułem "Zasłużony Tarnobrzeżanin"
 Tak, to prawda. Bardzo ucieszył mnie ten medal. Władze miasta doceniły harcerstwo w Tarnobrzegu za tyle lat pracy. Był moment, że medal ten by dla mnie cenniejszy niż medal za zasługi dla ZHP, bo ten – można by powiedzieć, że jest branżowy-  przyznają go harcerze.
Ilu harcerzy obecnie liczy tarnobrzeski hufiec?
270 skupionych w drużynach działających w Tarnobrzegu, Nowej Dębie, Łoniowie, Skopaniu, Grębowie oraz Gorzycach.
Kto może należeć do harcerstwa?
Praktycznie wszyscy. Już dzieci z klasy I mogą należeć do drużyny zuchów. Górnej granicy wieku nie ma. Jak już wspomniałam najstarsza tarnobrzeska harcerka skończyła 91 lat.
Czy jest jakiś dolny limit przyjęć, bo górnego – jak Pani powiedziała wcześniej – nie ma?
Tak, dziecko musi być uczniem I klasy.
A co z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie?
Mamy w swoich szeregach tak zwane Drużyny Nieprzetartego Szlaku, do których należą m.in. dzieci z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowym Grębowie,
Co musi zatem zrobić dziecko, aby należeć do drużyny?
Rodzice muszą się zgłosić do komendanta, do mnie lub przyjść do harcówki, która się mieści na ulicy 11 listopada 8.
Przejdźmy teraz do Pani. Chciałabym zapytać o Pani motto życiowe
Jest to cytat Aleksandra Kamińskiego „Niechaj wreszcie wszyscy razem i każdy z osobna wiedzą i pamiętają, że w tej rodzinie jesteśmy braćmi, że najmniejszy nawet wilczek ma w każdej chwili dostęp do starszych i najstarszych i powiedzieć może wszystko, co chce dla dobra nas wszystkich i pożytek swój własny. By wszystkim nam było dobrze i z nami wszystkim dobrze".
 Co Pani zrobiła najbardziej szalonego w swoim życiu?
Może to tylko tak się wydaje, że prowadzę szalone życie. Człowiek przez 10 miesięcy odczuwa swoje lata a kiedy pojedzie na obóz czuje się odmłodzony. Potrafię jeszcze na przykład pląsać, kiedy jadę po światełko betlejemskie. Z tym pytaniem również wiąże się jeden z moich ulubionych cytatów: "Czerstwieją dusze, lata biegną i starzejemy się niepostrzeżenie. Być młodym, gdyś jest młodym - nic prostszego. Staraj się być młodym wiecznie i niezmiennie".
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nigdy nie zrobiłabym …. hmmm; właściwie to jestem w stanie wszystko zrobić dla kogoś , na pewno nie dla siebie
A co Pani robi w trudnych chwilach?
Muszę sobie radzić, czasem krzyknę, ale  za chwilę mi przejdzie. Raczej nie proszę innych, aby coś załatwili za mnie,  bo nie jestem w stanie. Czasem już i siły brak, ale trzeba do przodu. Zresztą, nie mam czasu na myślenie o głupotach!
Książka czy film?
Książka, kiedyś czytałam bardzo dużo. Dopóki nie skończyłam książki nie położyłam się spać. Dzisiaj mam już słabe oczy a więc trudno mi czytać.
Plany na przyszłość/marzenia?
Część już się spełniło – Baza w Olchowcu nadal jest dostępna dla harcerzy. Marzy mi się zbudowanie tam nowej kuchni, stołówki …
Znowu wracamy do harcerstwa. A co z prywatnymi marzeniami?
Jak każdy rodzic chcę, aby dzieciom poukładało się w życiu, żeby miały pracę i były szczęśliwe.
Życzę zatem spełnienia wszystkich marzeń. Dziękuję za rozmowę

niedziela, 12 czerwca 2016

Nie oceniajmy ludzi po wyglądzie - Magdalena Słomka - Filipczak



Młoda, piękna kobieta, która - mimo swojej choroby - znajduje jeszcze czas i siłę, by pomagać innym – Magdalena Słomka - Filipczak.
Pani Magdo – choruje Pani na  chorobę Leśniowskiego – Crohna. Czy może Pani powiedzieć, co to jest za choroba ? Jak to wszystko się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że w ciągu krótkiego czasu bardzo schudłam, pojawiły się częste wymioty, omdlenia. Na początku myślałam, że to wynik stresu: dwoje dzieci, studia, praca. Wizyta u lekarza i kolonoskopia nie pozostawiły jednak żadnych wątpliwości - choroba Leśniowskiego-Crohna. Okazało się, że mam ją już od 13-14 lat, tylko niestety nigdy nie byłam dobrze zdiagnozowana. W końcu trafiłam do kliniki w Warszawie mając nadzieję, że to jednak pomyłka Niestety okazało się, że jestem w stanie krytycznym i zostałam natychmiast skierowane na SOR. Mam już zajęty cały układ pokarmowy od przełyku do końca.
Z tej racji jest Pani osobą niepełnosprawną.
Tak, od dwóch lat jestem osobą niepełnosprawną a od dwóch miesięcy mam kartę parkingową dla niepełnosprawnych z racji wyłonionej stomii, ciągłych wymiotów i biegunki. Z tego względu dostaję mnóstwo wulgaryzmów, przekleństw; ludzie nie zważają na to, że wokół są dzieci i chcą wzywać policję. Mówią, że to nie moja karta parkingowa, że wykorzystuję czyjąś. Mam wtedy łzy w oczach, bo jak tu za każdym razem tłumaczyć wszystko od nowa. Staram się nie używać tej karty, robię to naprawdę w ostateczności. Często jednak bardzo źle się czuję, wówczas słyszę; „o jaka pijana/ naćpana.”
Jakie jest leczenie?
Choroba ta wymaga stałego przyjmowania sterydów. Ja zaczęłam od słabych dawek, ale okazało się, że to jednak za mało dla mnie; potem dostałam tak duże, że wylądowałam szpitalu. Choroba osłabia cały organizm i sprawia, że nie mamy odporności na inne choroby. Poza tym wyniszcza tak naprawdę cały organizm. Zdarza się, że nie mogę w nocy oddychać, nie jestem w stanie stanąć  o własnych siłach, zawsze ktoś musi mi wtedy pomóc.
Jak Pani zareagowała, kiedy dowiedziała się o chorobie?
Właściwie to już trochę wiedziałam o tej chorobie, ponieważ choruje na nią mój brat. Wiedziałam, że trzeba trzymać dietę, nie można opalać się. W sumie zareagowałam na to normalnie. Momenty załamania przychodziły, gdy pojawiało się zaostrzenie choroby i trzeba było zostawić dwójkę dzieci i znowu leżeć w szpitalu.
Kogo najczęściej dotyka ta choroba?
Młodych ludzi - najczęściej między 16 a 30 rokiem życia. Zdarza się jednak, że dotyka także osoby starsze. W tym momencie coraz więcej osób zaczyna na nią chorować. Tak naprawdę jeszcze nie udowodniono, co jest przyczyną choroby, ale lekarze podejrzewają genetyczne obciążenie.
28 maja obchodziliśmy dzień Nieswoistych Zapaleń Jelit, w skład których wchodzi właśnie choroba Leśniewskiego-Crohna.  Co ma na celu organizowanie takich dni?
Przede wszystkim ma pokazać, że taka choroba istnieje, ale że można z nią żyć, że dajemy sobie radę, walczymy Staramy się jakoś żyć. Trzeba jednak powiedzieć, że dużo osób chorych na Crohna nie daje sobie rady psychicznie, gdyż ciągle potrzebujemy pomocy. Zdarza się, że leki przeciwbólowe nie skutkują, zostaje wtedy morfina, ale to już ostateczność …  Często chorzy  nie są w stanie podjąć żadnej normalnej pracy. starają się o rentę.
Pani jednak - mimo tego wszystkiego - żyje normalnie. Skąd Pani czerpie siłę?
Moją siłą napędową są moje dzieci, dla których chcę żyć. One mają dopiero 10 i 6 lat, ale już dużo wiedzą. Przed pierwszą operacją były przygotowane, że może być różnie. Ja jednak cały czas walczę i nie poddaję się, choć czasem jest tak ciężko się zebrać. Z powodu leków, które wzięłam, mam arytmię, co dodatkowo utrudnia mi życie. 
Obecnie pracuje Pani jako …
marketerka. Staram się nie wykorzystywać swojej choroby. Praca jest odskocznią, ucieczką, żeby nie zwariować. Wcześniej – przed diagnozą byłam kierowniczką baru.
Kiedy jest Pani najtrudniej?
Gdy stomia się nie trzyma, gdy robią się ropnie i inne zmiany na skórze, gdy wszystko swędzi. Wtedy mam naprawdę dość. Najbardziej mnie rusza, gdy dzieci na to patrzą.  Miałam kiedyś taką sytuację, że garściami wypadały mi włosy - to wtedy moja córka powiedziała, że daje mi wszystkie pieniążki ze skarbonki, które miała przeznaczone na jakąś tam zabawkę, żebym kupiła za nie ładną perukę. Wtedy  postanowiłam jeszcze bardziej wziąć się w garść i choćby nie wiem co się  działo, zadbać o siebie. Dlatego widzi mnie pani uczesaną umalowaną. Staram się wyglądać jak każda zadbana kobieta, robię to dla dzieci.
Co na to wszystko Pani mąż?
Mąż nie reaguje przerażeniem. Nie panikuje, wie co ma robić, kiedy jest gorzej, pomagam jak tylko może. Jest dla mnie wielkim oparciem.
Jest Pani sekretarzem Towarzystwa  Stomijnego Pol-ilko. Czym zajmuje się to stowarzyszenie?
Jest to stowarzyszenie dla wszystkich osób, które posiadają stomię. Pogodziłam się z tym, że trzeba walczyć, starać się żyć normalnie jak się tylko da. Nie chcę żadnych ulg, chcę być ocenione za swoje osiągnięcia w pracy a nie za coś innego. Ponieważ ja jakoś daję sobie radę z tym wszystkim staram się podtrzymywać na duchu innych. To ważne, bo jak wspomniałam często chorym na Crohna wysiada psychika.
To bardzo szlachetne z Pani strony, że mimo własnej choroby znajduje Pani jeszcze czas dla innych.
Jestem również społecznym kuratorem sądowym. Staram się podpowiadać swoim podopiecznym, jak żyć, co robić, żeby nie odwieszono im wyroku.
Pani motto życiowe brzmi …
Bozia rączki, nóżki dała trzeba sobie radzić.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Najbardziej dumna jestem chyba z ….  samej siebie, bo urodziłam dzieci bardzo młodo, udało mi się skończyć technikum, pójść na studia. Potem niestety przyszła choroba, która jest również kosztowna, więc musiałam przerwać studia i nie obroniłam się. W przyszłym roku zamierzam jednak skończyć studia i być panią magister.
Książka czy film?
Jedno i drugie. Uwielbiam kryminały, zwłaszcza Joanny Chmielewskiej i Alexa Kayy (to dzięki mojemu bratu, który mi je podsunął).
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nigdy nie potrafiłabym niczego ukraść ani zrobić nikomu żadnej przykrości.
Plany na przyszłość? Marzenia?
Plany? Bardzo chciałabym wyjechać z całą rodziną, żeby się odstresować, zapomnieć o wszystkim. Ostatnio dałam radę pojechać rowerem na Machów(z Sobowa!) i z powrotem. Byłam z siebie dumna.
Jeśli chodzi o marzenia to chciałabym skończyć studia i w miarę normalnie żyć.
Życzę zatem przede wszystkim zdrowia, dobrego samopoczucia, realizacji planów i oczywiście spełnienia marzeń – zarówno tych wypowiedzianych jak i tych ukrytych gdzieś głęboko Dziękuję za rozmowę.

środa, 1 czerwca 2016

Pilotka wycieczek zagranicznych, która zawsze chadza własnymi ścieżkami - Halina Szóstyk



Pilotka wycieczek zagranicznych, uwielbia Paryż (który zna jak własną kieszeń); kobieta z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie - Halina Szóstyk

Pani Halino – jest Pani pilotką wycieczek. Skąd wzięła się taka pasja i jak udało się ją zrealizować? 
To było chyba w szkole podstawowej. Wtedy już wiedziałam, że będę latać po świecie i w ten sposób zarabiać na życie. Zawsze chciałam być niezależna, chodzić wszędzie sama i poznawać nowe rzeczy.  Początkowo chciałam studiować filologię romańską, potem jednak poszłam na filologię rosyjską, ale widać nie było mi to pisane. Zrezygnowałam z niej, kiedy tylko dowiedziałam się o otwarciu pierwszego w Polsce Studium Stenotypii Języków Obcych. Uczyłam się tam stenografii,  pisania znakami, na maszynie i wielu innych, potrzebnych i mniej potrzebnych rzeczy.
Po ukończeniu Studium pracowała Pani jednak w Policji … 
Tak, dostałam co prawda propozycję pracy w Orbisie, ale tata mnie przekonał,, bym poszła pracować do …. Policji. W końcu dałam się namówić i przepracowałam tam 15 lat. Potem uznałam, że wystarczy i przeszłam na emeryturę.  Weszłam do kawiarni i mój wzrok przykuło ogłoszenie o kursie pilotów wycieczek. Zbieg okoliczności? Przeznaczenie?
Chyba tak. Zjadłam ciastko, wypiłam kawę i oczywiście pobiegłam zapisać się. na kurs. Byłam bardzo pilną uczennicą. Egzamin zdałam w Czechach i – tak się jakoś złożyło – że z dyplomem ukończenia kursu wstąpiłam do biura podróży Triada w Warszawie, obok którego właśnie przechodziłam. Okazało się, ze pilnie poszukują pilota wycieczki do Paryża i Pragi. Dziwnym trafem były to miejsca, które dobrze znałam. Od razu zostałam przyjęta. Pracowałam tam przez jakiś czas, potem przeszłam do Orbisu.
Widzę, że w odpowiednim momencie zawsze znajduje się Pani w odpowiednim miejscu a do tego potrafi to wykorzystać. Skąd u Pani taka odwaga, wręcz tupet?
Zawsze to miałam. Czasem przysparzało mi to sporo problemów, ot choćby z tego powodu musiałam zmienić szkołę. 
Do którego kraju Pani najchętniej jeździ?
Obecnie do Portugalii. To krótkie wypady samolotem. Moim ukochanym krajem jest też Francja a zwłaszcza Paryż.  Uwielbiam też Hiszpanie i jej wspaniałe hotele, kuchnię i klimat. Właściwie to lubię wszystkie kraje, do których jeżdżę.
Na czym właściwie polega Pani praca?
Pilot zajmuje się grupą od początku, to jest od wejścia do autokaru. To on ma wszystko zorganizować – zakwaterowanie w hotelu, program wycieczek; musi też liczyć się z wieloma nieoczekiwanymi sytuacjami.  Często  też pełnić rolę przewodnika. 
Jak udaje się to wszystko Pani zorganizować?
Prowadzę własną działalność gospodarczą, więc jestem niezależna. Mogę sobie wybierać miejsca i terminy. 
Czy długo się Pani przygotowuje do wyjazdu?
Czasem przesiadam się po prostu z autokaru do autokaru. Czasem jednak musze się sporo przygotowywać. Tak było w przypadku Rumunii. Musiałam wiele poczytać o tym kraju, prześledzić mapę, ale było warto. Byliśmy nawet tam, gdzie niby było to niemożliwe.
Czego ludzie szukają jadąc na wycieczkę?
Przede wszystkim chcą jak najwięcej zobaczyć. Czasem aż za dużo. Nie mogą zrozumieć, że nie da się rozciągnąć doby powyżej 24 godzin a ja zobowiązana jestem przestrzegać programu wycieczki.
Jakie jest zatem Pani motto życiowe?
Proste – iść do przodu i spełniać swoje marzenia.
Czego by Pani nigdy nie zrobiła?
Nie znam słowa nigdy. Oczywiście nie biorę tu pod uwagę faktu, że nie skrzywdziłabym nikogo.
W takim razie proszę nam powiedzieć, jaka szaloną rzecz zrobiła Pani ostatnio?
Ojej, tyle tego było! O, np. na ostatniej wycieczce do Toledo w Hiszpanii zobaczyłam nad rzeką Tag dziwnych ludzi z kaskami i linami. Oczywiście zaraz tam podeszłam. Okazało się, że zamiast przejść rzekę przez most można ją … przeskoczyć na linie. No to skoczyłam. Teraz tylko czekam na Toledo.
A co Pani robi, gdy spotykają Panią jakieś trudne chwile?
Modlę się, to mi pomaga.
Z czego jest Pani najbardziej dumna?
Tak naprawdę to chyba z niczego.
Największy sukces?
Nie mam. Nie rozpatruję niczego  w kategoriach sukcesu.
Proszę nam zatem zdradzić swoje plany na przyszłość/marzenia?
Teraz jadę odwiedzić swoje wnuki, potem kolejne wycieczki. Chciałabym pojechać do Helsinek, może kraje nadbałtyckie?
Życzę zatem, by wszystko układało się po Pani myśli. Wszystkiego dobrego. Dziękuję za rozmowę.